Najbogatsi Polacy mają te techniki w małym palcu. Były aktor uczy menadżerów, jak rządzić emocjami innych

Próba medialna spektaklu " Eros i Psyche " w reżyserii Barbary Wysockiej w Teatrze Wielkim w Warszawie
Próba medialna spektaklu " Eros i Psyche " w reżyserii Barbary Wysockiej w Teatrze Wielkim w Warszawie Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta
Waldemar Dziwniel to były aktor, dziś właściciel firmy szkoleniowej "Fabryka Motywacji". W swojej pracy nad doskonaleniem umiejętności interpersonalnych wykorzystuje m.in. techniki aktorskie. W rozmowie z INN:Poland opowiada, dlaczego aktorzy mają w biznesie "z górki" i jak wzbudzić w sobie energię i determinację praktycznie na żądanie.

Część aktorów przechodzących do biznesu opowiada , że umiejętności aktorskie pomogły im się odnaleźć w nowej roli. Doświadczenie z planu albo desek teatru rzeczywiście pomaga?



Na pewno jest im łatwiej. Zawodowy aktor potrafi wcielać się w postaci, które w danej sytuacji biznesowej są pożądane. Może być władczy, empatyczny, wyważony wtedy, kiedy wymagają tego okoliczności. Ale do tego trzeba mieć też pewien fundament. Nie staniemy się dyrektorem finansowym nie mając podstaw piramidy wskaźnikowej. Czasy Nikodema Dyzmy bezpowrotnie minęły.

Ale skoro te umiejętności nam pomagają to może warto je przyswoić. Co może nam się konkretnie przydać w biznesie?

Trudno mówić tutaj o umiejętnościach. Chodziłoby raczej o techniki, które pomagają zawodowym aktorom zebrać myśli i opanować emocje. To nie jest wiedza tajemna, tego może nauczyć się każdy z nas. Nie stworzymy z przypadkowego przechodnia aktora w kilkanaście godzin, ale możemy mu pokazać środki, dzięki którym będzie w stanie wykorzystywać swój potencjał. Dobrego aktora rozpoznamy bowiem przede wszystkim po tym, że jest prawdziwy. Tak samo jest w biznesie. Pracownicy potrafią dostrzec, kiedy menedżer jest autentyczny, a kiedy stara się nami manipulować.

I jak stać się prawdziwym i przekonującym?

Aktor podczas pracy nad postacią, w którą się wciela, stara się zrozumieć motywacje i zachowania swojego bohatera i dopasować do własnych zachowań. Tak by stać się właśnie przekonującym. Gdy nauczymy się kilku technik aktorskich np. techniki podkładu Stanisławskiego (rosyjskiego reżysera, twórcy zbioru reguł sztuki aktorskiej – przyp. red.), na której oparta jest właściwie cała amerykańska sztuka filmowa, to będziemy wiedzieli, jak w danej sytuacji moglibyśmy się zachować tak, by przyniosło nam to jak najwięcej korzyści.

Jak ta technika wygląda?

Proszę sobie wyobrazić, że jest pan przed bardzo trudnym i ważnym wystąpieniem. Ta sytuacja wiąże się z dużym stresem: nie wie pan, jak pan wypadnie i czy osiągnie pan swój cel. By tak się stało, potrzeba dużo spokoju. Wystarczy, że choć na chwilę przypomni pan sobie moment, w którym czuł się pan absolutnie zrelaksowany. To pomaga. Ja np. przypominam sobie swój pierwszy w życiu rejs po Bałtyku albo nieco kiczowaty obrazek wielkiego księżyca. I to mnie w mgnieniu oka absolutnie uspokaja. Ale to kwestia wprawy. Przez lata pracowałem w zawodzie aktora.
Kojarzy mi się to z tymi wszystkimi banalnymi poradnikami, które można znaleźć w internecie.

To nie polega wyłącznie na relaksacji i tych dziwnych radach typu: „zamknij oczy, wyobraź sobie zieloną łąkę”. Za pomocą oddechu możemy też wydobywać agresję, temperament, tak by osiągnąć wiarygodność naszej postaci w danej sytuacji. Najbardziej prymitywna technika podkładu polega na tym, że gdy aktor ma się rozpłakać na scenie, to przypomina sobie znany ze swojego życia stan psychiczny, który powodował u niego płacz.

W biznesie to akurat mało przydatna umiejętność...

Zgadzam się, ale wyobraźmy sobie inną sytuację. Mamy być pełni werwy, a wstaliśmy z łóżka lewą nogą. Musimy więc coś zrobić, żeby nie pokazywać ludziom tego, czego nie chcemy, żeby zobaczyli.

Czyli zachować się jak wytrawny aktor.

Dokładnie tak. Proszę spojrzeć na najbogatszych Polaków. Oni mają w sobie, czasem wrodzony, czasem wyćwiczony, talent, który pozwala im być przewidywalnymi w każdej sytuacji. To nie jest tak, że osoba o charakterze dyktatora zachowuje się jak najgorszy despota. Może być miła i sprawiać wrażenie, że przygarnie do serca cały świat.

Jak to osiągają?

Tu przydaje się z kolei metoda Meisnera, która w skrócie polega na dopasowywaniu się do partnera, z którym znaleźliśmy się w tej samej sytuacji. Wyobraźmy sobie konsultanta, który napotyka na bardzo sfrustrowanego klienta. Musi potrafić dopasować się do jego emocji i żalu, by ten dostrzegł w nim partnera.

Załóżmy jednak, że chcemy wzbudzić w sobie żywiołowość, władczość.

Proszę spojrzeć, jak działają np. sztangiści przed próbą.

Szybko oddychają?

Robią szybkie i krótkie przeponowe oddechy, wywołując tzw. stan rozwijającej się sprężyny. Poprzez oddech napinają odpowiednie partie mięśni, co automatycznie mobilizuje ich organizm do działania. Na oddechu stoi cala nasza aktywność. Jest podstawą bardzo wielu technik. Najgorzej jest wtedy, gdy zaciągamy się 13. papierosem, nasze ciało jest w stanie bezwładu, a my potem staramy się pokazać, że jesteśmy zaangażowani, skoncentrowani, gotowi do działania. To się zazwyczaj nie udaje.
A w sferze mentalnej?

Przychodzą do nas menedżerowie, ale też ludzie, którzy chcą wzmocnić poczucie własnej wartości. Wcześniej często mają do czynienia ze szkoleniami, podczas których trener mówi: „tak można stać, a tak nie można stać”, albo „a teraz masz zrobić tak i tak”. Czują, że to im nie pomaga.

Niektórzy lubią jasne instrukcje.

Ale to jest bez sensu. Jeżeli ktoś lubi robić piruety w trakcie prezentacji, to ok, byle był w stanie to uzasadnić. Wyćwiczone schematy zawiodą, bo ludzie w momencie stresu tracą swoją maskę. Proszę sobie przypomnieć niemieckiego trenera, który podczas mistrzostw Europy w Polsce zaczął dłubać sobie w nosie, mimo że jest przecież osobą medialną. W sytuacji stresowej stracił kontrolę i zaczął robić to, co pewnie robił od dziecka.

Tłumaczy Pan, że uczy improwizacji. To nie jest przeciwieństwo dobrego przygotowania?

Każda dobra improwizacja bierze się z dobrego przygotowania. Mówca, który się nie orientuje w temacie, nie będzie w stanie improwizować, gdy dostanie nieoczekiwane pytanie albo ucieknie mu myśl. My uczymy, w jaki sposób łapać orientację, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego, np. zostajemy nagle wezwani w ramach zastępstwa, by przemawiać do ludzi. Warto zrobić sobie wtedy szybką analizę SWOT i przemyśleć swoje mocne i słabe strony.

I skupić się na analizowaniu słabości?

Wręcz przeciwnie. Skupianie się na słabych stronach powoduje, że stają się centrum naszego myślenia. Ja np. swego czasu uznałem że mam duży brzuch. Jeśli bym tego nie zaakceptował, to każde wyjście do ludzi będzie owocowało tym, że będę o nim myślał. Stałby się centrum mojego wszechświata. A nie o to przecież chodzi. W chwilach próby trzeba umieć wyłączać tego typu myślenie.

I to nabycia takich umiejętności oczekują wasi kursanci?

Większość z nich na początku chciałaby przede wszystkim dostać uniwersalny klucz do sukcesu. My tłumaczymy, że żeby taki mieć, trzeba zostać dobrym ślusarzem. Poznać zasady i narzędzia. Budowę różnych „zamków”. A tego nie da się zrobić w 24 godziny. Warto jednak nauczyć się, jak to się robi i nieustannie ćwiczyć. Tak, jak naukę obcego języka. Systematycznie.

Waldemar Dziwniel (Fabryka Motywacji) - ekspert w dziedzinach zarządzania ludźmi i wystąpień publicznych. Zawodowy aktor - absolwent PWST w Krakowie. Trener, coach, doradca. Menedżer z wieloletnim doświadczeniem w obszarach zarządzania zmianą i motywowania zespołów. Coach i mentor. Absolwent Francuskiego Instytutu Zarządzania w Warszawie. Założyciel firmy doradczo-szkoleniowej Fabryka Motywacji.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...