Oto dziecko szczęścia. Pięć minut przypadkowej rozmowy wystarczyło, żeby sprzedaż poszła w górę o 40 procent

Michał Sadowski.
Michał Sadowski. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
„Nieprawdopodobna historia. Kilka tygodni temu moim głównym problemem i wyzwaniem był spadek sprzedaży w wersji zagranicznej Brand24. Pytanie było następujące: które ze zmian, jakie nieustannie wdrażamy, poprawiając narzędzie, spowodowała taki efekt?” – opowiada na swoim profilu na Facebooku Michał Sadowski, twórca jednego z najsłynniejszych polskich start-upów, Brand24.

Sadowski i jego współpracownicy obserwowali zaskakujące zjawisko: ciekawscy chętnie zaglądali na stronę z cennikiem, sprawdzając, co firma ma do zaoferowania. Po czym tracili zainteresowanie, rzecz dla Brand24 nowa i zaskakująca.



Rozwiązanie było tyleż zaskakujące, co niespodziewane. Sadowski spotkał w swoim biurez szefa i założyciela agencji reklamowej MIDEA, Pawła Tkaczyka. Temu wystarczył jeden rzut oka na cenniki Brand24, żeby zadać zasadnicze pytanie: dlaczego w nowym cenniku przekreślone zostały niektóre funkcje w tańszych wersjach subskrypcji usług? Jak uzasadniał Sadowski, była to praktyka często spotykana w cennikach: bierze się opcję maksimum, wylicza w niej wszystkie zastosowane narzędzia – w niższych i uboższych wersjach też wylicza się wszystkie narzędzia, ale te, które funkcjonują tylko w wersjach maksimum lub wyższych od danej opcji, zostają przekreślone. Ot, takie zaznaczenie, że za mniejsze pieniądze dostaje się jednak uboższą ofertę.

– Paweł zwrócił uwagę, że nikt przecież nie reklamuje produktów przez pryzmat tego, czego nie mają. Nie widzisz reklam zajebistego nowego Range Rovera, który nie ma tego, tamtego – pisze Sadowski. – Brzmi jak oczywistość, ale dla mnie oczywistością, jak widać, nie było. Szybko wdrożyliśmy poprawkę, usuwając te „przekreślone” opcje i, boom!, konwersja wróciła, zanotowaliśmy rekordowy październik, osiągając historyczne 2000 aktywnych klientów przy miesięcznym wzroście 90 klientów!!! – kwituje.

To lekcja dla każdego w biznesie. – To pokazuje, że produkt jest oczywiście bardzo, bardzo ważny, ale cała jego otoczka komunikacyjna jest równie ważna! Myśmy nie zmieniali cen, czy parametrów kont. Jedyne, co zmieniliśmy, to sposób, w jaki komunikowaliśmy poszczególne funkcje każdego z planów. Zabieg, który okazał się mieć kosmiczny wpływ na docelową sprzedaż. Warto o tym pamiętać, bo w większości firm takich fuckupów, jak ten nasz, można znaleźć masę – podsumowuje Sadowski.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...