
Jak wynika z danych Kancelarii Sejmu, w tym roku już co trzeci z posłów ruszył po kredyt do „firmowego” funduszu świadczeń socjalnych. Parlamentarzystów kuszą świetne warunki uzyskania pożyczki, nieporównywalne z tym, co oferują banki.
REKLAMA
Przeszło 3,5 miliona złotych przeznaczył już w tym roku Sejm na pożyczki dla posłów, co oznacza, że średnio wnioskodawcy występowali o pożyczkę rzędu 25 tysięcy złotych – informuje „Gazeta Polska Codziennie”. W przeciwieństwie do zapomóg dla deputowanych w fatalnej sytuacji materialnej, które w tym roku nie cieszą się powodzeniem (nie wystąpił o takie świadczenie żaden parlamentarzysta), o pożyczkę „od pracodawcy” wystąpiło już 142 posłów.
Po niedawnej awanturze o wynagrodzenia polityków emocje nieco już opadły – ale bynajmniej potrzeby parlamentarzystów nie zostały zaspokojone. Jak wytyka „GPC”, posłowie mają swoje podstawowe apanaże, pobierają dodatki za obejmowane funkcje, a mimo to – chętnie biorą kredyty na kupno lub remont mieszkania.
Trudno się tej zaradności dziwić: na rynku bankowym trudno o tak dobrą ofertę – sejmowe kredyty są oprocentowane na 1 proc. w skali roku oraz 2 proc. w skali dwóch lat. Co ciekawe, jeszcze w poprzedniej kadencji oprocentowanie było wyższe: odpowiednio 3 i 4 proc., jak podawał wówczas „Super Express”. Jeśli porównać też te dane do informacji publikowanych w ostatnich latach, widać jak na dłoni, że średnia kwota pożyczki stopniowo rośnie. Z jednej strony, trudno się dziwić, że posłowie korzystają z doskonałej oferty, jaką ma w tym „parabankowym” zakresie Sejm. Z drugiej jednak, jak wytykają krytycy, parlament w gruncie rzeczy nie sprawdza, czy pieniądze z kredytów są wydawane zgodnie z przeznaczeniem.
Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl
