Patrick Ney przyjechał do Polski z Wielkiej Brytanii.
Patrick Ney przyjechał do Polski z Wielkiej Brytanii. Fot. materiały prasowe

Jestem imigrantem. Do Polski przyjechałem z Wielkiej Brytanii. Wiedziałem, że muszę oczywiście dostosować się do przyjętych nad Wisłą norm. Nauczyłem się języka, pracowałem w polskich firmach, zatrudniałem Polaków, a Polska stała się moim domem. Kiedy zrozumiałem, że zostałem Polakiem? Gdy zacząłem narzekać jak rodowity mieszkaniec kraju nad Wisłą. Chyba gdzieś w Konstytucji RP jest zapisane, że mamy prawo nie tylko do posiadania balkonu oraz małego psa, ale i też do narzekania na swój kraj, prawda? A więc zaczynam...

REKLAMA
Nie zazdroszczę polskim pracownikom. Uważam, że w Polsce mamy słabe relacje między pracownikami a pracodawcami. Ze względu na przeszłość, kulturę oraz rynek pracy ci ostatni dyktują warunki bardziej niż w innych zachodnich krajach choćby w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzę.
Co mam na myśli? Gdy porównuję rynek pracy w Anglii z polskim podwórkiem, widzę znaczące różnice. Na przykład więcej pracodawców na Wyspach (oraz w Stanach Zjednoczonych), szukając pracowników, podaje informację o wysokości wynagrodzenia. W Polsce robią tak tylko nowoczesne firmy IT, creative design, ale i tam to wciąż wyjątek niż norma. Brak tej informacji sprawia, że zaniżane są wynagrodzenia – bo nie wiemy, ile przeciętnie zarabia się w danej firmie na podobnym stanowisku i, co za tym idzie, nie możemy negocjować sprawiedliwych zarobków dla siebie, które są zgodne z rynkowymi normami.
Rozmawiałem na ten temat z Marią Woncisz z firmy Adzuna Polska, zajmującej się narzędziami, które pozwalają ludziom znaleźć pracę. Według niej, Polska nie jest jedynym krajem w którym pracodawcy wstrzymują się od ujawnienia pułapu możliwych zarobków, jednak ten brak transparencji wobec kandydatów nie tylko wprowadza w błąd potencjalnego pracownika, marnuje czas pracodawcy, ale również zaburza obraz rynku pracy i nie pozwala na przemyślenie decyzji o swojej karierze i przyszłości.
Pamiętam, jak w byłej firmie szukaliśmy kandydata na stanowisko menadżera. Spędziłem kilka tygodni nad rekrutacją. Mieliśmy sporo dobrych kandydatów, robiliśmy testy, rozmowy kwalifikacyjne. Poprosiliśmy też o nagranie prezentacji wideo, żeby sprawdzić, czy ta osoba nadaje się do nagrywania klipów itd. Wszystko po to, aby się upewnić, że znajdziemy właściwego kandydata, któremu ta praca naprawdę będzie pasowała.
Gdy już wybrałem kandydata, zadzwoniłem do niego z dobrą nowiną. Co usłyszałem, gdy przedstawiłem szczegóły oferty? Roześmiał się i wycofał się z procesu rekrutacji. Po kolei dzwoniłem do innych kandydatów i spotykałem się z podobną reakcję. Cała sprawa była stratą czasu i pieniędzy firmy. W rezultacie nigdy nie udało nam się znaleźć kandydata na to stanowisko. Firma straciła, więc i polska gospodarka.
logo
Relacje w polskich firmach nie należą do najzdrowszych. Fot. PEXELS
Uważam również, że w Polsce przywiązujemy za dużą wagę do tytułów i lat pracy. Zamiast hołubić takie aspekty jak wiedza, innowacje oraz energia. Na moim kanale na YouTubie w jednym z komentarzy Martin Jirek napisał np: "Wydaje mi się, że trochę przez komunizm, gdzie było surowo zabronione sprzeciwianie się właśnie profesorom, urzędnikom etc. Jeśli powiedziałeś coś nie tak, to mogłeś mieć naprawdę spore problemy. Wielu z tych profesorów nadal pracuje na uniwersytetach i oni bardzo nie lubią, kiedy ktoś się z nimi nie zgadza, nawet jeśli ma racje, co jest po prostu głupie".
A może jednak młodzi pracownicy nie rozumieją, że oni mają sporą siłę w relacjach z pracodawcami? Powiedzmy to wprost: bez pracowników firmy by nie istniały. Jeżeli przedsiębiorstwo straci utalentowanego specjalistę, negatywnie odbije się to na potencjalnych zarobkach, jak i na efektywności firmy. Szef będzie musiał zatrudniać kogoś nowego, szkolić jeszcze raz, zamiast skupiać się nad innymi priorytetami firmy. A będzie to nie lada wyzwanie, zwłaszcza że popularność zdobywa nowy trend - tzw. Digital Nomads, cyfrowych nomadów. Są to osoby, które pracują dla firmy z innego kraju poprzez internet. W coraz mniejszym stopniu jesteśmy ograniczeni przez granice państw, liczy się wiedza, a więc pracodawca jest na wyciągnięcie ręki niezależnie od kraju zamieszkania. Dla słabych polskich firm i pracodawców to wielkie zagrożenie.
Moja koleżanka, Ania Smiejkowska powiedziała mi, że w Polsce ta różnica między pracownikiem a szefem jest widoczna poprzez to, że zwracamy się do szefa "Pan" lub "Pani": "Uważam jednak, że ma to również swoje dobre strony. Ja jako dziecko zawsze byłam nauczana zwracać się do nauczycieli lub osób starszych per Pan lub Pani, bo to wyraz szacunku i nie ma w tym nic złego, aczkolwiek faktycznie są w Polsce ludzie, którym się wydaje, że, skoro oni są szefami lub prezesami, to są lepsi od innych".
Oczywiście, szacunek dla innych to fundament. Ale trzeba jednak pamiętać, że dzisiejszy szef jest w bardzo trudnej pozycji. Prawie wszystkie normy biznesowe oraz procesowe zmieniły się dramatycznie w ostatnich latach. Teraz osoba z doświadczeniem na posiada monopolu na wiedzę - inaczej, tylko młodzi rozumieją, jak przyszli klienci się zachowują i myślą. Niestety polskie firmy często nie doceniają wagę takiej wiedzy.
Ta bariera ma wpływ na rozwój firmy oraz innowację. Pamiętam, że rozmawiałem z menadżerem ds. eksportu w bardzo znanej polskiej firmie spożywczej. Jego zadaniem było rozwinięcie sprzedaży poza Polską. Ale Pan Prezes nie chciał zrobić nic nowego. Nie chciał nawet zmienić etykiety, ani nazwy produktów w celu pozyskania zagranicznych konsumentów! "Jeśli działa skutecznie w Polsce, czemu nie miałoby działać w Niemczech", usłyszał od szefa. Jaki jest rezultat tych zmagań, a raczej ich braku? Nadal nie widzę, żeby ta firma istniała na niemieckim rynku.
Kiedy rozmawiam z Polakami, mieszkającymi na Wyspach, często słyszę, że w Anglii da się zrobić coś fajnego, bo szefowie bardziej wierzą i chwalą innowacyjność oraz kreatywność wśród swoich pracowników. Dla nich to ważniejsze niż zarobki. Dlatego jeżeli nie poprawią się relacje między pracownikami a pracodawcami, dla wielu młodych Polaków jedynym sposobem na zdobycie lepszego życia i wykorzystanie swojej energii będzie emigracja z Polski – tzw. brain drain. Aby to zmienić, polscy pracodawcy muszą stać się bardziej odpowiedzialni. Prędzej czy później Polsce się to opłaci.

Patrick Ney - jest brytyjskim przedsiębiorcą, działającym w Polsce od 2010 r. Obecnie Executive Director w firmie Questia, specjalizującej się w usługach komunikacyjnych. Pracował w Ambasadzie Brytyjskiej oraz w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej, pomagając brytyjskim firmom wejść na rynek polski. Patrick jest miłośnikiem polskiej historii oraz kultury, prowadzi swój blog w języku polskim na stronie Paddislaw.wordpress.com.