
Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy, którzy wkroczyli do sosnowieckiej firmy komputerowej w 2014 roku zapewne nie przewidywali, w jakim bagnie wylądują. Już wkrótce przekonali się, że ta inspekcja będzie zupełnie inna – szef firmy miał na każdym kroku utrudniać im kontrolę. Ostatecznie wezwali policję. Dopiero wtedy posypały się trupy z szafy.
REKLAMA
W trakcie śledztwa, które przeciągnęło się na niemal trzy lata, policjanci przesłuchali w sumie trzysta osób, zapełniając trzydzieści tomów akt. Jak się okazało, prezes firmy – na co dzień oferującej sprzęt, oprogramowanie i usługi komputerowej – od lat bawił się ze swoimi pracownikami w kotka i myszkę: zalegał im z wypłatą pensji, nie odprowadzał składek ZUS, a wreszcie utrudniał działania kontrolerów PIP.
W rezultacie nieuczciwy menedżer usłyszał na początku lutego 156 zarzutów, które w efekcie mogą zaprowadzić go za kratki nawet na dwa lata. Tak definiują karę kodeks karny i kodeks pracy – co prawda, naruszenie praw pracowniczych jest zwykle traktowane jako wykroczenie, ale gdy jest notoryczne (nie mówiąc już o utrudnieniu pracy kontrolerów), staje się przestępstwem.
Podobny przypadek odnotowano w ubiegłym roku w powiecie ostródzkim: szefowa jednej z tamtejszych firm przez prawie cztery lata nie odprowadzała składek ZUS swoich pracowników, dzięki czemu „zaoszczędziła” około pół miliona złotych. Również jej grożą za to dwa lata więzienia.
Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl
