
W 2016 roku warszawski ratusz umorzył długi 30 tysięcy mieszkańców znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji, przeważnie anulując niezapłacone mandatu za jazdę „na gapę” komunikacją miejską. W ramach specjalnego programu najuboższe rodziny dostały szansę restrukturyzacji zaległego czynszu – połowa zaległości została anulowana, drugą połowę można spłacać na raty. Resort finansów najwyraźniej dostrzegł w tej sytuacji niecodzienną szansę.
REKLAMA
Jak informuje portal Bankier.pl, jeszcze pod koniec ubiegłego roku ministerstwo finansów skierowało do ratusza pismo o lakonicznym nagłówku - „Zmiana interpretacji podatkowej”. „Dłużnik zaoszczędził na wydatku, który musiałby zostać przez niego poniesiony, gdyby nie umorzono mu długu” - dowodzą w nim urzędnicy resortu. - „W wyniku takiego świadczenia w majątku dłużnika nie pojawił się wprawdzie realny dochód, ale zaoszczędzenie wydatków musi być traktowane na równi z przyrostem majątku”.
Wcześniejsze interpretacje ministerstwa (ostatnia z 2015 r.) zakładały, że anulowanie długów nie oznacza konieczności zapłacenia podatków – teraz sytuacja zmienia się diametralnie. Innymi słowy, ratusz może anulował długi wartości 12 mln złotych, ale beneficjenci tych decyzji będą musieli jeszcze wysupłać z kieszeni grubo ponad 2 mln złotych, żeby uregulować należność wobec fiskusa.
Po pierwsze, wątpliwe by osoby, których do tej pory nie było stać na spłacanie zaległych czynszów, teraz jednorazowo wysupłały takie kwoty; po drugie, interpretacja podważa logikę takich programów: miasto rezygnuje ze sporych wpływów, by poprawić sytuację swoich mieszkańców, a teraz okazuje się, że wygranym całej operacji będą w gruncie rzeczy urzędnicy Skarbu Państwa.
Resort ma odpowiedź na zarzuty. Radzi, by „podatnicy w złej sytuacji materialnej zwrócili się do organu podatkowego z wnioskiem o umorzenie tej zaległości podatkowej”. A powiadają, że z próżnego i Salomon nie naleje.
Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl
