Laboratorium w krakowskiej siedzibie Comarch.
Laboratorium w krakowskiej siedzibie Comarch. Fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta

179,70 złotych za akcję – z takim kursem rozpoczął nowy tydzień gigant polskiego sektora IT, Comarch. To ciąg dalszy fatalnego trendu z zeszłego tygodnia, kiedy to po opublikowaniu danych za II kwartał notowania akcji firmy poleciały w dół o 7 proc. O ironio, przyczyny tego załamania są trywialne.

REKLAMA
Najważniejszą jest przesadny chyba optymizm inwestorów. W dobie „Rewolucji 4.0” oraz dobrych wyników całej gospodarki giełdowi gracze oczekiwali najwyraźniej, że polski branżowy gigant pochwali się świetnymi wynikami. A te okazały się dosyć przeciętne: drugi kwartał 2017 roku wypadł, w porównaniu do ubiegłorocznego, po prostu gorzej – i to na wszystkich poziomach rachunku wyników. Przykładowo, przychody były 9 proc. niższe, również sprzedaż w Polsce spadła z 141 mln zł w II kw. 2016 r. do 123 mln zł w II kw. 2017 r.
Firma poza tym przyznała – nie ona jedna, zresztą – że na słabszy bilans złożyły się inne czynniki: m.in. wzrost wynagrodzeń (tu kłania się „rynek pracownika”, który w branży IT jest wyjątkowo mocny) oraz słabość dolara do złotówki.
Efektem był gwałtowny zjazd notowań spółki: jeszcze w piątek rano udziały Comarchu kosztowały 195 złotych, w ciągu dnia cena spadła do 181 złotych, a w poniedziałek rano wynosiła 179,70 zł. Ale cóż, giełda należy do cierpliwych – analitycy pocieszają, że portfel zamówień firmy na kolejne miesiące jest bardzo obiecujący: wartość umów jest o kilkanaście procent wyższa niż rok temu. Inna sprawa, że na realizację tych zamówień przyjdzie poczekać aż do 2018 roku.
Ale dla tych graczy, którym Comarch nie jest obcy, nie powinno być to jakieś szczególne novum. Bywało już, że wyniki firmy i kurs akcji były kiepskie, m.in. w 2008 i 2012 r. Zawsze jednak się podnosiły. Wystarczy wspomnieć, że w 2000 r. cena jednej akcji firmy sięgała 60 złotych, dziś jest - było, nie było - trzykrotnie wyższa.