
Jak twierdzi agencja Bloomberg, menedżerom firmy motoryzacyjnej Aston Martin zamarzyło się wejście na londyńską giełdę. Firma przeprowadziła wstępne analizy takiego kroku i ma prowadzić negocjacje z konsultantami, mającymi przeprowadzić ją przez cały proces. Wzorem ma być udane wprowadzenie na parkiet firmy Ferrari.
REKLAMA
Przez ponad wiek swojej burzliwej historii Aston Martin wielokrotnie lądował w dołku. Mimo swoistego uroku i łatki „auta Jamesa Bonda" firma była ratowana przez kolejnych właścicieli: arystokratów, miłośników wyścigów samochodowych, nawet producenta traktorów, a ostatnio – Kuwejtczyków, którzy wraz z firmą Investindustrial Advisors Ltd. wymienili kierownictwo Astona Martina i dali producentowi luksusowych aut nowy zastrzyk gotówki. W sumie trudno się dziwić, że w trakcie całej swojej historii Aston Martin sprzedał zaledwie 70 tysięcy samochodów. Grupa Volkswagen w ciągu miesiąca produkuje dziesięć razy więcej aut.
Wraz z nowymi właścicielami w firmie pojawił się ściągnięty z Nissana menedżer, Andy Palmer. W ciągu roku była ona w stanie wypuścić na rynek zaledwie 4000 samochodów, niemal połowę mniej niż dekadę wcześniej. Palmer uznał, że czas wykonać gwałtowny skręt – firma nie może bazować na bondowskim, elitarnym wizerunku, bo w ten sposób przyciąga jedynie majętnych czterdziestolatków, którzy chcą się jeszcze poczuć playboy'em w stylu 007.
W 2005 r. Palmer zaprezentował światu koncepcję Charlotte: 30-latki z poukładaną karierą i wypracowaną pozycją zawodową, która ma być nowym „targetem” firmy. Do klasycznych sportowych konceptów Astona Martina mają stopniowo dołączać nowe: hybrydowy DBX (spektakularnie zniszczony przez Bonda w jednej z ostatnich odsłon serii), mniejsze „kobiece” auta oraz, o zgrozo, SUV-y.
Strategia wydaje się działać: w ubiegłym roku po raz pierwszy od 2008 roku firmie udało się dostarczyć na rynek ponad 5 tysięcy aut (dokładnie 5117). Pojawił się zysk: 180 mln funtów przed opodatkowaniem. To dopiero początek: w 2019 roku powinna ruszyć produkcja limuzyn SUV w nowej walijskiej fabryce firmy. Wraz z nią ma zacząć galopować sprzedaż: w 2020 r. Aston Martin chce sprzedać już 8250 aut.
Inwestorzy wydają się wierzyć, że tak właśnie się stanie. Pierwsze szacunki wartości firmy, jakie pojawiły się wraz z doniesieniami Bloomberga, zakładają, że wycena Astona Martina może sięgnąć 5 mld funtów (ok. 6,8 mld dolarów). Docelowo Brytyjczycy marzą zapewne o podobnej wycenie, jaką ma dziś Ferrari – 21,5 mld dolarów.
