
Jeszcze w tym roku resort Zbigniewa Ziobry czeka wielkie wyzwanie: ponowny przetarg na obsługę korespondencji z sądów. Właściwie Poczta Polska nie ma w nim konkurencji – rywal z poprzedniego postępowania, Polska Grupa Pocztowa, właściwie jest w rozsypce. A to oznacza dla resortu kłopoty.
REKLAMA
Około 80 milionów złotych rocznie – tyle zażyczyła sobie poprzednim razem Poczta Polska, bez trudu przebijając rywali (szacowano, że stawka dla zwycięzcy będzie oscylować w kwocie 150-200 mln zł rocznie). PGP na wieść o ofercie narodowego operatora otwarcie uznała to za dumping – przypomina portal Gazeta.pl. Dla firmy (należącej wówczas do InPostu) było to „być albo nie być” – i rzeczywiście firma wkrótce wpadła w kłopoty.
Ale i Poczta Polska miała z przetargiem kłopot – w 2017 r. miała próbować renegocjować umowę, tyle że resort zdążył już przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na podwyżki dla pracowników. Z renegocjacji nic nie wyszło, co miało tylko rozwścieczyć związkowców z Poczty, którzy od wielu miesięcy próbują „wychodzić” w firmie podwyżki.
Stawka cztery razy wyższa
Ale warto było czekać. Za pasem kolejny kontrakt, narodowy operator został sam na placu boju. ZUS po ostatnim przetargu płaci o 100 mln zł więcej, koszty obsługi sądów mogą zaś skoczyć ze wspomnianych 80 do niemal 340 mln złotych (jak oszacowała to poczta w jednym z opracowań dla resortu infrastruktury, na które powołuje się Gazeta.pl). Minimum w tym przypadku to 200 mln złotych. Teoretycznie, ministerstwo mogłoby przerzucić dostarczanie korespondencji sądowej na komorników – ale ani komornikom nie odpowiada rola listonosza, ani też nie ma ich w Polsce tak wielu, żeby system miał szansę w ten sposób sprawnie działać.
Ale warto było czekać. Za pasem kolejny kontrakt, narodowy operator został sam na placu boju. ZUS po ostatnim przetargu płaci o 100 mln zł więcej, koszty obsługi sądów mogą zaś skoczyć ze wspomnianych 80 do niemal 340 mln złotych (jak oszacowała to poczta w jednym z opracowań dla resortu infrastruktury, na które powołuje się Gazeta.pl). Minimum w tym przypadku to 200 mln złotych. Teoretycznie, ministerstwo mogłoby przerzucić dostarczanie korespondencji sądowej na komorników – ale ani komornikom nie odpowiada rola listonosza, ani też nie ma ich w Polsce tak wielu, żeby system miał szansę w ten sposób sprawnie działać.
To jednak ostatni taki spór. Ministerstwo sprawiedliwości chce zbudować i wdrożyć elektroniczny system doręczeń pism sądowych, który w olbrzymiej mierze „zamknąłby temat” usług pocztowych. Jednak zanim się to stanie, upłynie jeszcze kilka lat – i o te ostatnie lata toczy się ta bitwa.
