Horrendalne ceny grzybów w Polsce. "To kapryśna branża, tak źle dawno nie było"

Grzybowy biznes to trudny biznes. Wszystko w nim zależy od pogody
Grzybowy biznes to trudny biznes. Wszystko w nim zależy od pogody fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta
Sezon grzybowy się rozkręca - grzybiarze stoją przy szosach, na straganach, ogłaszają się w internecie. Lecz pytani, jak idzie interes, odpowiadają, że grzybów nie ma, że robaczywe, że sucho. Zarówno zwykli grzybiarze, jak i grzybowi biznesmeni - wszyscy modlą się o deszcz, bez którego biznes nie istnieje.

Sierpień i wrzesień grzybowy biznesmen spędza głównie w lesie. Grzybów szukają ci, którzy to, co zbiorą, sprzedają do punktu skupu, ale i prawdziwe rekiny biznesu, którzy grzybami zajmują się na większą skalę i kupują je w skupach. Jak mówią, grzyby zbierają, bo zwyczajnie lubią.

Grzybobranie to polski sport narodowy – śmieje się Leszek Muzolf z firmy Elpol w Bydgoszczy. – Proszę mi wskazać Polaka, który nie lubi wyjść na grzyby. Są wyjątki potwierdzające regułę, ale ich ze świecą szukać. Ja sam uwielbiam zbierać grzyby i chodzę na nie zawsze, kiedy znajdę czas – mówi w rozmowie INNPoland.pl.

Grzyby rosną wtedy, kiedy chcą
Grzybowa branża jest jednak wyjątkowo kapryśna i rządzi się swoimi prawami. A są to prawa natury, których nie sposób ujarzmić.

– Branża ma ten minus, że jest bardzo uzależniona od pogody, a pogodę mamy taką, jaką mamy. Nawet rolnik czy sadownik mają w pewien sposób lepiej, bo mogą sobie wybrać, co posieją, mają deszczownie. A grzyby rosną wtedy, kiedy chcą, a właściwie, kiedy natura im na to pozwoli – mówi Muzolf.


Nie ma grzybów w tym sezonie
Zaś z grzyby w tym roku wyjątkowo nie obrodziły. – Jest sucho. Ten rok jest jednym z najbardziej suchych, jakie pamiętam. Zajmuje się grzybami od dwudziestu kilku lat, a tak suchego i nieurodzajnego roku jeszcze nie widziałem – twierdzi przedsiębiorca.

Pani Marysia z Podlasia ogłosiła na portalu Olx, że sprzedaje kurki i prawdziwki - 35 zł za kilogram. Gdy zadzwoniłam, akurat była w lesie. Na grzybach.

– W tym roku z grzybami bardzo słabo. Nie ma deszczu, to nie ma grzybów. Wyskoczyły troszkę, a teraz klops, nie ma nic. Dziennie uzbieram może kilo, góra dwa – opowiada.

Potwierdza to pan Michał spod Kielc, który na pytanie o grzyby ucina krótko: „Grzybów nie ma, jest za sucho, na razie nie sprzedaję.”

– Kiedy jest susza, to modlimy się o opady. Jeszcze trochę i kupię sobie tam-tam, albo jakiś inny bębenek szamana indiańskiego i będę zaklinał deszcz – śmieje się Muzolf.

Trudności branży grzybiarskiej
Jak opowiada Leszek Muzolf, ryzyko nieurodzaju w branży przetwórstwa grzybów leśnych jest duże. – Grzyby pojawiają się tylko wtedy, kiedy są sprzyjające warunki pogodowe. Wysyp następuje w określonych porach roku przy odpowiednich temperaturach i odpowiedniej wilgotności – tłumaczy.

Co więcej, rynek jest konkurencyjny. Choć teraz rzadko powstają nowe firmy w branży, to kilkanaście lat temu wyrosło ich, jak… grzybów po deszczu. – Takich firm jest wiele, są firmy dużo większe od naszej, które np. sprzedają grzyby na eksport. My jesteśmy rodzinnym przedsiębiorstwem i zaopatrujemy głównie restauracje – opowiada Muzolf.

Branża grzybowa podlega także licznym regulacjom.

– Według polskich przepisów, czas przechowywania świeżych grzybów to 48 godzin w warunkach chłodniczych. One szybko się psują, bo mają w sobie dużo wody. Dodatkowo każda przetwórnia musi posiadać grzyboznawcę, który zdał egzamin państwowy i nadzoruje przetwarzane grzyby – wyjaśnia grzybowy biznesmen.

Grzyby są drogie, ale kokosów się na nich nie zbije
Kurki na rynku przy Placu Szembeka w Warszawie kosztują ok. 40 zł za kg, prawdziwków tańszych niż 50 zł za kg klient nie uświadczy. Branża grzybowa wydaje się zatem dość dochodowa.

– Średnio w sezonie przez dwa miesiące wyciągnę z 5 tys. zł – mówi pani Marysia. Zarobek nie porywa, a przecież wiąże się z codziennym, kilkugodzinnym przesiadywaniem w lesie.

– To nie jest handel brylantami, jest to zwykły biznes, jak każdy inny. W przetwórstwie spożywczym kokosów się nie zarabia. Choć jeśli firma jest duża, to właściciel na pewno ma większe dochody. Jeśli firma jest mniejsza, to i zarabia się mniej – tłumaczy Leszek Muzolf.

To skąd tak horrendalne ceny grzybów na targach? – Dlatego, że zbieracz musiał kilka godzin za nimi chodzić, a grzybów w lesie po prostu nie ma. W przypadku grzybów mrożonych do ceny dochodzą koszty produkcji. Produkcja grzybów wiąże się z dużą ilością odpadów, w czasie mrożenia tracą wagę. Drogie jest także ich przechowywanie – wyjaśnia przedsiębiorca.

Czy tak trudna i grymaśna branża jest zatem warta zachodu? – Zbieranie grzybów to moje największe hobby. Ja to po prostu kocham. Robię to od 7 roku życia – mówi pani Marysia.

– Czy warto? Jeśli ponad dwadzieścia lat temu firma powstała i przynosi jakieś dochody i daje utrzymanie, to niejako z rozbiegu człowiek to ciągnie. Nie ma prostych biznesów w tej chwili – kwituje Leszek Muzolf.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.