Sklepy zmieniają się na naszych oczach. Już niebawem tak będą wyglądać zakupy

Sklep Bio Family w Poznaniu: przyczółek, na którym testowane są rozwiązania samoobsługowe.
Sklep Bio Family w Poznaniu: przyczółek, na którym testowane są rozwiązania samoobsługowe. Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Jeszcze kilka lat temu mało kto spodziewałby się ośmiorniczek w sklepach dyskontowych albo tego, że zamówienia będą realizowane w ciągu doby, najdalej dwóch. Dziś portale technologiczne snują rozważania na temat tego, kiedy lodówka zamówi produkty, które już się nam skończyły. Jak zwykle, prawda leży pośrodku: na świat zakupów poprzez technologie IoT przyjdzie jeszcze pewnie poczekać, ale świat handlu czekają daleko idące przeobrażenia.


Sklepy bezobsługowe

W uproszczeniu rzecz ujmując, dzisiejsi giganci handlu mają w Polsce dwa olbrzymie zmartwienia: po pierwsze, zakaz handlu w niedziele, który skomplikował im życie i zmusił do przebudowania modelów sprzedaży. Po drugie zaś, niedobór rąk do pracy, zwłaszcza w największych polskich miastach.


Dla obu problemów istnieje jedno rozwiązanie i jego testy już trwają. To kasy bezobsługowe, które docelowo miałyby zastąpić wszystkich kasjerów w sklepie, a w wyjątkowych sytuacjach, wraz z całym systemem elektroniki – całą obsługę sklepu, ewentualnie poza ochroniarzem.

Trudno mówić tu o eksperymentach, już prędzej o zaawansowanym pilotażu podobnych rozwiązań: przykładowo, sieć Auchan właśnie zapowiedziała otwarcie sklepu „Minute” na pograniczu francusko-belgijskim, w Villeneuve d'Ascq. I nie jest to pierwsza taka inicjatywa: pionierem był Amazon ze sklepem Go w Seattle, potem sklep Tesco Express w Welvyn Garden City pod Londynem, czy sieć Casino w Paryżu.
W Polsce taką pionierską rolę odegra punkt sieci Bio Family w Poznaniu. W styczniu na strategiczny ruch w tę stronę zdecydowała się również Żabka – podpisała umowę o współpracy ze startupem AiFi: pierwsze bezobsługowe sklepy mają powstać jeszcze w tym roku. Do rozstrzygnięcia pozostają technikalia: czy będziemy płacić przy samoobsługowej kasie, a może pieniądze ściągnie nam z konta aplikacja.

Format mini

Studia Planowania Ikea – tak nazywają się niewielkie sklepy szwedzkiego giganta, które pojawiły się już w Hiszpanii, Nowegii, Finlandii, Wielkiej Brytanii czy Polski. – Z czasem zamieniają się w małe sklepiki, zostają na dłużej – tłumaczyła Agnieszka Gawędzka, project manager IKEA w Blue City w rozmowie z portalem PropertyDesign.pl. – Jednak są to miejsca specjalistyczne, czyli mówią o kuchniach, albo o sypialniach – dodawała.


Sieci handlowe, znane dotychczas z rozbudowanych obiektów – dokładnie takich jak podmiejskie sklepy IKEA – coraz chętniej próbują odnaleźć się w świecie millenialsów: tych potencjalnych klientów, którzy nie posiadają auta, więc nie jeżdżą do centrów handlowych na opłotkach. Tworzenie takiego obiektu w centrum miasta byłoby z kolei wielce kosztowne – trzeba więc szukać formatu, który przyciągnie klienta do małej przestrzeni, a jednocześnie pozwoli mu przedstawić możliwie najbogatszą ofertę.
Nie dotyczy to wyłącznie Szwedów. W Monachium własne testy prowadzi choćby sieć Lidl: w dwóch lokalizacjach – w tym jednej „odziedziczonej” po restauracji McDonald's – uruchomiono mini-Lidle. Sztuka polega na maksymalnym ograniczeniu oferty i dokładnym sprofilowaniu jej na potrzeby mieszkańców z okolicznych budynków oraz turystów. – Mini-Lidl nie przyciągnie tych klientów, którzy są zainteresowani zakupami na cały tydzień – kwituje dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.

Ba, wygląda na to, że mniej – znaczy lepiej, przynajmniej według osób administrujących sieciami. Tesco nie ukrywa, że zmniejsza powierzchnię swoich europejskich sklepów. To samo dzieje się też z asortymentem. – Obniżyliśmy liczbę artykułów na półce, zeszliśmy z poziomu 6500 SKU do 4200 SKU – opowiadał portalowi dlahandlu.pl Jarosław Brudnicki z sieci Polomarket. Co oznacza, że z półek tej sieci zniknęła trzecia część oferty!

Marki własne

Wygląda też na to, że czeka nas ofensywa marek własnych. Dziś wciąż jeszcze część klientów omija je, kojarząc sosy czy cukier marki „sklep X” z towarem możliwie niskiej jakości. Tymczasem za kilka lat może to być nasz najważniejszy, naturalny wybór – np. od kilku miesięcy sieć Auchan realizuje plan rewitalizacji i transformacji produktów własnych, włącznie z nowym logo. Rudzik – ptak, który już występował w symbolice sieci – wraca teraz jako oznaczenie rozmaitych segmentów jakościowych: logo w kolorach złotym i czarnym ma sygnalizować klientom produkt premium.
Z kolei Lidl wprowadza marki własne z klarownym przesłaniem: to właśnie one mają być gwarancją jakości „eko”. – Nasze wędliny pod marką Pikok Pure są wyprodukowane bez zbędnych dodatków, takich jak wzmacniacze smaku czy substancje konserwujące – mówiła Portalowi Spożywczemu przedstawicielka sieci.

Co jeszcze nas czeka? Cóż, ubocznym trendem powstawania placówek bez kasjerów będzie robotyzacja innych stanowisk pracy. W amerykańskich Walmartach – w San Jose i Milipitas – pojawiły się roboty, skanujące półki. Objazd jednej alejki sklepowej (sprawdzanie stanu towaru na półce) zajmuje im 90 sekund, zatem znacznie mniej niż zajęłoby to pracownikowi. Walmart szacuje tę zwiększoną efektywność na 50 proc.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Para Polaków zrobiła biznes... na psich głowach. Sprzedają swoje rzeźby na całym świecie
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł
0 0E-sport w Polsce potrzebuje pracowników. Ale uczelnie nie potrafią ich kształcić
0 0Pływa w syrenim ogonie i uczy tego innych. "Dla syren nie ma górnej granicy wiekowej"
0 0"Piętno głupiej dziewczynki we mnie zostało". Tak po latach czują się ofiary mobbingu