Nie chcą pracować, bo musieliby ujawnić majątek. "Każdy woli mieć spokój"

Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk uważa, że konieczność ujawniania oświadczeń majątkowych odstrasza od służby publicznej specjalistów o najwyższych kwalifikacjach.
Prezydent Zamościa Andrzej Wnuk uważa, że konieczność ujawniania oświadczeń majątkowych odstrasza od służby publicznej specjalistów o najwyższych kwalifikacjach. Fot. YouTube / ELFI cinema
Jawność oświadczeń majątkowych wypycha z polityki, centralnej i lokalnej, najlepszych: specjalistów, osoby przedsiębiorcze, o wysokich kwalifikacjach – uważa prezydent Zamościa, Andrzej Wnuk. Obawa przed ujawnianiem majątku to z jednej strony obawa przez narażaniem bezpieczeństwa, z drugiej zaś – przed atakami, plotkami i spekulacjami na temat pochodzenia zgromadzonego majątku.


Eksperci powtarzają, że argument o szkodliwości oświadczeń majątkowych dla życia publicznego jest tak stary, jak same oświadczenia majątkowe – czyli sięga lat 90. Trudno o jednoznaczną, rozstrzygającą konkluzję w tej materii, bowiem nikt nie prowadził badań nad decyzjami potencjalnych kandydatów na stanowiska publiczne. Mowa w końcu o emocjach.


Kij w to mrowisko postanowił jednak wsadzić prezydent Zamościa, Andrzej Wnuk. – Uważam, że jawność oświadczeń majątkowych wycięła z rady miasta najbardziej przedsiębiorcze, najlepsze jednostki – oznajmił w wywiadzie dla Portalu Samorządowego. – Nie chodzi mi tylko o radnych – precyzuje Wnuk w rozmowie z INNPoland.pl. – Mowa też o organach wykonawczych: prezydentach, burmistrzach czy wójtach – dodaje.


Jak podkreśla prezydent Zamościa, samorządy obserwuje on od początku lat 90., najpierw jako dziennikarz, teraz jako samorządowiec. – W latach 90. mieliśmy jeszcze w mieście lekarzy-samorządowców czy prawników-samorządowców. Z czasem ich liczba zaczęła topnieć – opowiada. – Przez ostatnie lata, już jako samorządowiec, rozmawiam z potencjalnymi kandydatami i proszę mi wierzyć: ani jeden lekarz czy prawnik nie chce kandydować. Z uwagi na oświadczenia majątkowe – podkreśla dobitnie.


Największy problem to bezpieczeństwo. W elitarnych zawodach często prowadzi się jednoosobową działalność gospodarczą, zarejestrowaną w domu. Wystarczy zestawić informacje z oświadczenia z adresem firmy, by uzyskać wiedzę o tym, co się znajdzie za tymi konkretnymi drzwiami.
Drugi, nie mniej istotny problem to mentalność. – „Pokaż lekarzu, co masz w garażu”, taki mamy klimat w Polsce – ironizuje Wnuk. – Czasy mamy takie, że wszystko jest do wyśledzenia, bo większość transakcji ma charakter bezgotówkowy. Podejrzane przelewy są wychwytywane przez oprogramowanie – wylicza. I nawiązując do zacytowanego powiedzonka o lekarzu zamojski prezydent wskazuje własny przykład.

– Ujawniłem wchodząc do samorządu dom wartości 400 tys. złotych i wartość samochodu. I jaki był komentarz? „Prezydent lubi kolekcjonować drogie samochody”, chociaż chodziło o nissana maximę za 65 tys. złotych. Jest coś w Polsce, że lubi się plotkować, dowalić tym bogatszym. Trudno się zatem dziwić, że każdy woli mieć spokój. Na dodatek pensje, najniższa i średnia, regularnie rosną, a w samorządzie od lat bez zmian: zarabiam 10 700 zł brutto, z czego miasto potrąca mi 400 zł za użytkowanie auta służbowego do dojazdów do domu – kwituje.

Jaka kontrola nad politykami?
Dyskusja na ten temat mogłaby jednak trwać bez końca, bo nikt nie dysponuje danymi o motywach osób rezygnujących ze służby publicznej ze względu na jawność oświadczeń majątkowych. – Pan prezydent ich nie ma i ja też ich nie mam. Ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że przypadki, kiedy zainteresowani nie chcą ujawniać majątku ze względów bezpieczeństwa, są sporadyczne – mówi nam Grzegorz Makowski, ekspert forumIdei oraz Fundacji Batorego.

Zdaniem eksperta, odstraszające w sektorze publicznym są przede wszystkim płace. W samorządach płace są lepsze niż w administracji rządowej – ale to wciąż nie jest wolny rynek. Spora część pracy, np. specjalistów usług prawnych, szkoleniowców czy IT, jest outsource'owana: kupowana na rynku i za stawki rynkowe.
– Dla mnie kluczowa jest przejrzystość pracy samorządu i nie ma argumentu, który mógłby być przeciwwagą dla zasady jawności – mówi Makowski. – Wszyscy łożymy na samorząd i powinniśmy taką kontrolę mieć. Zresztą, czy prezydenci sami woleliby być kontrolowani przez swoich mieszkańców, czy przez władze centralne, czyli w sposób scentralizowany, koteryjny i upartyjniony? – pyta retorycznie.

To nie oznacza akceptacji skrajności, bowiem nasz rozmówca krytykuje też projekt ustawy o jawności życia publicznego sprzed dwóch lat. – System oświadczeń posunięto w niej aż ad absurdum: w pierwszej wersji lista stanowisk objętych wymogiem publikacji oświadczeń była rozciągnięta od prezydenta kraju aż po strażnika miejskiego. Tymczasem oświadczenia powinni składać ci, którzy ponoszą realną odpowiedzialność np. za decyzje finansowe czy legislacyjne – podsumowuje Makowski.

Oświadczenia majątkowe tylko do wglądu służb
Kompromisu nie unikałby również prezydent Wnuk. – W większości cywilizowanych krajów jest tak, że jak składa się oświadczenia, to są one do wglądu tylko i wyłącznie odpowiednich służb – kwituje. – Sąsiedzi mogą wiedzieć, ile samorządowiec zarabia, ale niekoniecznie, jaki ma majątek, co zgromadził albo dostał w spadku – dorzuca.

Ekspert forumIdei zgadza się, że oświadczenia majątkowe to wielki bałagan. – Ręcznie wypisywane, niewystandaryzowane, kilkanaście wzorów, z rozmaitych sektorów i warstw życia publicznego. My w 2014 r. zrobiliśmy takie badanie: osobiście przejrzałem 1000 oświadczeń i wiem, jak to wygląda – mówi nam Grzegorz Makowski.

Ale co do zasady broni systemu oświadczeń. – Nie znam ani jednego przypadku, gdy czyjeś bezpieczeństwo było wystawione na szwank po publikacji oświadczenia. Znam za to przypadki, kiedy analiza oświadczenia była punktem wyjścia do ujawnienia nieprawidłowości lub zachowań w sferze publicznej, np. „samolotu Palikota” czy „stodoły ministra Szyszki” – podkreśla. A złodzieje, gdy chcą się czegoś dowiedzieć o upatrzonej ofierze, znajdą już na to sposób.