"Wolontariusze" kierowcami Ubera. Wysłała ich fundacja nadzorowana przez ministerstwo

Wolontariusze fundacji Incolumis Civis w praktyce są kierowcami pracującymi w aplikacji Uber.
Wolontariusze fundacji Incolumis Civis w praktyce są kierowcami pracującymi w aplikacji Uber. Fot. 123rf.com
Niektórzy z kierowców jeżdżących w aplikacji Uber to rzekomi wolontariusze fundacji Incolumis Civis, realizujący kampanię edukacyjną „Bądź bezpieczny na drodze”. Sama fundacja jest nadzorowana przez Ministerstwo Infrastruktury - ustaliła Wyborcza.tech. Urocza konstrukcja pozwala zaoszczędzić na podatkach i daje zarobić wszystkim zainteresowanym. Relatywnie najmniej zyskują sami kierowcy.


Osoba zgłaszająca się do Incolumis Civis im. Wilhelma von Strossernhauera otrzymuje do podpisania dwa dokumenty: porozumienie o wykonywaniu świadczeń wolontariackich (wolontariusz będzie otrzymywać „kieszonkowe”) oraz umowę o przekazanie pojazdu samochodowego do nieodpłatnego korzystania. Jedno i drugie jest fikcją, o czym strony umowy – często nie do końca rozumiejący podpisywane dokumenty Ukraińcy – doskonale wiedzą.

Pozory muszą być zachowane, więc kierowcy zobowiązują się do nawiązania „bezpośredniego kontaktu z pieszymi oraz zmotoryzowanymi uczestnikami ruchu drogowego w celu przeprowadzenia rozmowy na temat świadomości człowieka w zakresie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego i przekazania stosownej wiedzy na ten temat”. Ma też prosić o wypełnienie ankiety.

Luka w prawie - i to niejedna
O rozmowach i ankietach nie ma jednak w praktyce mowy. Kierowcy mają wykorzystywać przekazane im auta – Uber potwierdza, że fundacja jest jego partnerem flotowym – minimum 58 godzin tygodniowo. Przy mniejszym zakresie płacą karę, 15 zł za każdą godzinę poniżej progu. Plus kary za ewentualne naruszenie prędkości i brak czystości w aucie oraz „w przypadku konieczności udzielenia informacji organom ścigania lub organom administracji o Wolontariuszu w związku z popełnionym przez niego wykroczeniem lub przestępstwem drogowym”.


Fundacja wykorzystuje szereg luk. – Imigranci zarobkowi, żeby zostać wolontariuszami, nie potrzebują zezwolenia na pracę, fundacja może ich legalnie wykorzystywać – tłumaczy portalowi wyborcza.tech dr Liwiusz Laska z kancelarii LLMS. – Po drugie, fundacja jest tu wehikułem gospodarczym, w którym nikt nie ponosi odpowiedzialności. Nie ma majątku ani udziałów, które można zająć, członkowie zarządu nie ponoszą odpowiedzialności karnej – kwituje.

O ironio, fundacja, która na rozmaite sposoby wykorzystuje luki w prawie i nawet jej patron jest postacią fikcyjną (!), współpracuje z policją i jest objęta nadzorem ministerstwa infrastruktury. Jednocześnie jest partnerem Ubera, Taxify (w skład tej drugiej wchodzą spółki, których prezesem jest Yury Kavalchuk, prezes fundacji Incolumis Civis).
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.