W tej branży nie chodzi po prostu o zatrudnienie, tu kupuje się mózgi. I słono za nie płaci

O specjalistów z obszaru life science toczy się zażarta rywalizacja. Próżno szukać ogłoszeń o takiej pracy w największych portalach. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Nie miejmy złudzeń: w większości branż i na większości stanowisk potrzebne są po prostu ręce do pracy. Przedsiębiorstwo doskonale wie, co chce zrobić, i chce powierzyć określone już zadanie komuś, kto wykona je możliwie najlepiej. W sektorze life science jest jednak inaczej: tu kupuje się pracowników dla ich wiedzy. I płaci im wielotysięczne pensje i jeszcze większe premie, by tę wiedzę zarezerwować tylko dla siebie.


Najatrakcyjniejszych ogłoszeń z firm zajmujących się medycyną, paramedycyną czy farmacją nie ma co szukać w największych portalach, publikujących tysiące ogłoszeń w każdym tygodniu. Takimi rekrutacjami zajmują się mniejsze, wyspecjalizowane firmy rekrutacyjne. W przypadku najbardziej spektakularnych branżowych transferów obywa się bez anonsów, to raczej żmudne negocjacje przez telefon i podczas spotkań.


– W tym sektorze występuje wyjątkowo zażarta rywalizacja o doświadczonych i wykwalifikowanych pracowników. W efekcie pracownicy mogą wybierać wśród wielu ofert, a tym samym bardzo trudno skłonić ich do przyjścia do konkretnej firmy. Poza tym częstym zjawiskiem jest kontroferta, którą wykorzystują pracodawcy, by zatrzymać pracownika – tłumaczy nam Dominika Sadowska konsultant Life Science z firmy doradztwa personalnego HRK S.A.


Rzecz jasna, ważna jest podstawa: to minimum 10, a zwykle kilkanaście tysięcy złotych brutto. Ale do tego może dojść drugie tyle premii. W grę wchodzą też przynęty pośrednie – awanse, nowy zakres obowiązków, więcej benefitów. Pod tym względem kontroferta może być skuteczniejsza niż oferta. – Ciężko jest wygrać z przyzwyczajeniem kandydata do danej firmy, czy też jego obawą przed zmianą – twierdzi ekspertka.
– W przypadku działu sprzedaży podkupywanie specjalistów to powszechne działanie – podkreśla jednak Jacek Kopacz, starszy konsultant biznesowy ds. rekrutacji stałych w obszarze Life Science z firmy Manpower w rozmowie z portalem Puls HR. – Często widzimy osobę jeżdżącą samochodem służbowym oflagowanym logo konkretnej firmy, a kilka tygodni później ten sam pracownik ma auto z logotypem innej spółki z tego samego segmentu – dorzuca.


Doświadczeni negocjatorzy, wybitni badacze
Dostępne anonse firm z tego rynku napisane są w zasadzie wyłącznie po angielsku. Obiecują „konkurencyjne płace”, wyjątkową atmosferę pracy, międzynarodowe projekty. – Przemysł farmaceutyczny, aparatura i wyroby medyczne, badania kliniczne oraz biotechnologie – wylicza Jacek Kopacz.

– Każdy obszar wymaga zatrudnienia lekarza jako eksperta. Żadna instrukcja obsługi czy ulotka nie może zostać wypuszczona na rynek bez konsultacji z zespołem medycznym. Potrzebni są lekarze wszystkich 77 specjalizacji lekarskich i 9 dentystycznych – kwituje. I nie tylko oni, bo produkty ktoś musi sprzedawać, obsługiwać klientów i kontrahentów, prowadzić marketing i dział prawny, zajmować się IT i logistyką.

Wymienione „niemedyczne” obszary to akurat te sfery, gdzie szuka się owych wspomnianych wyżej „rąk do pracy”. – Osoby pracujące na stanowiskach sprzedażowych na co dzień zajmują się promocją produktów bez recepty i suplementów diety na rynku aptecznym oraz w tzw. mass markecie – podsumowuje Dominika Sadowska. Dobrze pasują tu ludzie zwerbowani z branży FMCG, z doświadczeniem w negocjacjach handlowych.
Jednak prawdziwa walka toczy się o tych, którzy rozwinęli wiedzę, jaką posiadają nieliczni. Trafiają oni do działów badań i rozwoju. – Tym samym u pracowników mile widziany jest wysoki poziom wiedzy merytorycznej, zdobytej podczas studiów kierunkowych, oraz w przypadku działów medycznych znajomość liderów opinii w danym obszarze terapeutycznym – wskazuje Sadowska.

Debiutanci i weterani branży
Niełatwa specyfika tej branży wyrównuje szanse między doświadczonymi wygami i młodymi wilkami. Wystarczy zajrzeć do raportu „Polskie startupy. Raport 2017”, przedstawionego przeszło rok temu podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, by przekonać się, że tuż po firmach związanych stricte z IT uplasowały się startupy biotechnologiczne, które należą do najczęściej patentujących swoje rozwiązania młodych firm.

„Rozwój w branży biotechnologicznej jest trudny, a wynika to przede wszystkim z konieczności zainwestowania sporych środków na sam start i rozwój projektu oraz czasu potrzebnego na otrzymanie pierwszych wyników” – wynika z raportu. – „Startup biotechnologiczny potrzebuje dużo pieniędzy na start oraz czasu na rozwój. Jednak to nie zniechęca badaczy (i inwestorów) do tworzenia nowych projektów”.

No i pozwala młodym skutecznie rywalizować z utytułowanymi badaczami o uwagę pracodawców. – Młody pracownik, charakteryzujący się wysoką motywacją, dużym poziomem determinacji do poszukiwania nowych wyzwań oraz posiadający wysokorozwinięte umiejętności interpersonalne, może dobrze się sprawdzić na stanowiskach sprzedażowych – przypuszcza Sadowska.
– Profesor z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, posiadający wysoką świadomość biznesową, jako cenny „nabytek” zostanie najprawdopodobniej uznany przez firmy poszukujące pracowników do działów merytorycznych, w których u kandydatów mile widziany jest wysoki poziom wiedzy specjalistycznej – dodaje ekspertka.

Polskie firmy też drenują
Rywalizacja zaostrza się tym bardziej, że niemała grupa polskich specjalistów z branży medycznej wyjechała z Polski na Zachód. – Następstwem jest zmniejszenie się liczby osób o określonej wiedzy specjalistycznej w Polsce, które są pożądanymi kandydatami na stanowiska w działach merytorycznych w firmach farmaceutycznych – wskazuje Sadowska.

Według ekspertki, drenaż mózgów nie jest zjawiskiem występującym wyłącznie w Polsce. – Dzieje się tak też za granicą i na tym korzystają polskie firmy – twierdzi. – Bardzo częstym zjawiskiem jest zatrudnianie specjalistów z innych krajów, a ze względu na bogaty pakiet relokacyjny, nasz kraj wcale nie ustępuje miejsca naszych sąsiadom – komentuje.

Co dotyczy być może polskich firm medycznych i biotechnologicznych, niekoniecznie odnosi się do medycyny jako takiej – choć w Polsce już w trzech na cztery szpitale rozważa się zatrudnienie specjalistów zza Bugu, to realne efekty takiej polityki kadrowej są mizerne. Pracownicy służby zdrowia mimo geograficznej bliskości wolą wypuścić się dalej na Zachód – czym zresztą nie różnią się od polskich kolegów po fachu. Być może zresztą ten odpływ kadr wcześniej czy później przełoży się na realia polskiej branży life science.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Wciąż dość powszechnym jest przeświadczenie o tym, że multitasking przynosi korzyści, szczególnie w zakresie naszej produktywności. Jak natomiast wskazują autorzy książki "Umysł Lidera" jest to przeświadczenie błędne.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Marta KarpińskaMarta Karpińska

Spółka Good Safe otrzymała milion złotych od Funduszu SPINAKER alfa finansującego projekt, którego istotą jest możliwość cyfrowego zapisu postanowień różnego rodzaju dokumentów.