Przez rok jadł przeterminowaną żywność. Ekspert wyjaśnia, czy to dla nas bezpieczne

Amerykanin przez rok jadł przeterminowaną żywność i... nic mu się nie stało.
Amerykanin przez rok jadł przeterminowaną żywność i... nic mu się nie stało. 123rf.com
Znajdując w lodówce produkt, którego termin ważności upłynął, część ludzi bez zastanowienia wyrzuci go do kosza. Pozostała część produkt otworzy, obejrzy i powącha, po czym, jeśli jedzenie pomyślnie przejdzie wizualno-węchową weryfikację, zje. Kierowani strachem przed zatruciem pokarmowym, wyrzucamy żywność, której wydrukowana na wieczku data przydatności minęła, a która jest jeszcze zdatna do spożycia. Czy słusznie?


Odpowiedzialność spada na jedzącego
Na zapomnianej półce w lodówkowych czeluściach, tuż za słoikiem majonezu, skrył się jogurt. Dni mijały, a wraz z nimi jego data ważności. Ale po otwarciu jogurt pachnie i wygląda dobrze. W tym momencie konsument staje przed szekspirowskim dylematem - zjeść czy nie zjeść?


– Zgodnie z obowiązującymi przepisami za żywność, która znajduje się na rynku i jest w okresie przydatności do spożycia, odpowiedzialny jest producent. On zapewnia i gwarantuje, że taki produkt spełnia kryteria jakości mikrobiologicznej i chemicznej, czyli jest bezpieczny dla konsumenta – tłumaczy w rozmowie z INNPoland.pl dr Dorota Korsak, mikrobiolog z Uniwersytetu Warszawskiego.


Zaś po okresie przydatności do spożycia producent tej odpowiedzialności nie ponosi. Konsument spożywa zatem przeterminowaną żywność na własną odpowiedzialność, jak wyjaśnia ekspertka.

– Okres przydatności informuje nas o tym, że pełna odpowiedzialność za zapewnienie jakości tego produktu spoczywa na producencie. W przypadku spożycia takiego produktu i w efekcie wystąpienia zatrucia pokarmowego, nie możemy rościć sobie żadnych praw i występować o odszkodowanie – dodaje.


Jadł przeterminowane jedzenie i przeżył
Jednak ludzie jedzą przeterminowaną żywność i żyją. Tak jak Scott, amerykański bloger, który na własnej skórze przeprowadził roczny eksperyment dotyczący jedzenia przeterminowanej żywności. Wszystko zaczęło się od jogurtu, który przeleżał w lodówce sześć miesięcy po dacie ważności.

– Zacząłem robić moje owocowe smoothie, a ten jogurt przyciągnął moją uwagę. Otworzyłem go. Pachniał dobrze i nie miał pleśni. Zdecydowałem wrzucić go do blendera. Wypiłem i czekałem. Nie miałem żadnych problemów – opisuje początki swojej przygody z przeterminowanymi produktami Scott.

Później potoczyło się lawinowo. W ciągu roku Amerykanin zjadł masę produktów, z których większość była przeterminowana nawet kilka miesięcy. Ba, placki tortilla, z których przyrządził meksykańskie quesadillas, były przeterminowane o prawie cały rok.

Pachnie i wygląda dobrze
Jakość przeterminowanych produktów, które decydował się jeść, sprawdzał za pomocą… zmysłów. Jeśli jedzenie wyglądało, pachniało i smakowało dobrze, bez wahania dodawał je do swoich posiłków. Czasem jednak nawet pleśń nie była dla niego przeszkodą. Usunął ją np. z masła, które następnie wrzucił do gotującej się potrawy. Za każdym razie nic mu się nie działo.

– To, że Amerykanin przez rok jadł przeterminowane produkty i nic mu się stało, wcale nie jest dziwne – mówi dr Korsak. – Wielu z nas zdarzyło się spożycie produktu, który jest przeterminowany. Niebezpieczeństwo w postaci zatrucia pokarmowego nie pojawia się od razu, sekundę po przekroczeniu daty ważności. Na zdrowy, chłopski rozum, nie powinno nic się wydarzyć, jednak spożywamy te produkty na własną odpowiedzialność – tłumaczy.

Jak wyjaśnia, różne produkty mają różną tendencję do psucia. Na przykład świeża żywność, taka jak mięso czy pasteryzowana, taka jak jogurt, zepsuje się szybciej po okresie przydatności, niż produkt odwodniony, taki jak makaron czy ryż.

– W produktach spożywczych są bakterie, które występują tam naturalnie. Po okresie przydatności do spożycia może dojść do ich namnożenia, co niewątpliwie zmienia konsystencję, zapach, smak tego surowca. Nie oznacza jednak, że stanowią od razu bezpośrednie zagrożenia dla naszego zdrowia. Bakterie, które powodują psucie, nie są tym samym, co bakterie patogenne, które są już dla naszego zdrowia niebezpieczne – ostrzega badaczka.

Najlepiej spożyć "do" a "przed"
Co więcej, data przydatności do spożycia, a data minimalnej trwałości, to dwie różne sprawy, z czego wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy. Napis „należy spożyć do: (data)”, który znajdziemy na mięsie, serach czy jogurtach, oznacza termin przydatności do spożycia. Termin na opakowaniu jest swoistą granicą bezpieczeństwa, a po jego przekroczeniu wzrasta niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia.

Z kolei napis „należy spożyć przed: (data)” oznacza termin minimalnej trwałości. Jest to data, do której dana żywność zachowuje swoją najwyższą jakość. Znajdziemy go na produktach suchych, np. mące, czekoladzie, soli czy konserwie w puszce. Nie oznacza to jednak, że po przekroczeniu daty przydatności do spożycia, jedzenie nam absolutnie nie zaszkodzi. Zaszkodzić może zawsze.

– Jako mikrobiolog nie mogę powiedzieć, że przeterminowana żywność jest bezpieczna. Czy jednak możemy ją spożywać na własną odpowiedzialność? Tu odpowiedź brzmi: tak – podsumowuje dr Korsak.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
NAUKA 0 0Polacy szykują inspirowaną glonami rewolucję w medycynie. Właśnie dostali na to 21 mln zł
0 0Rząd chce wiedzieć, gdzie jeździsz i za ile. Dane z Ubera i Bolta przejmą służby
KARIERA 0 0Rozwój osobisty może zniszczyć człowieka. "Obudził się we mnie wewnętrzny krytyk na sterydach"
0 0W tych światowych miastach żyje się najlepiej. Znalazło się też miejsce dla Warszawy
WYWIAD 0 0O nich będzie głośno. Stworzyli pierwszy inteligentny głośnik rozumiejący komendy po polsku
BIZNES 0 0Nigdzie nie uciekniesz przed wyższym ZUS. Po tym tekście zrezygnujesz z przenosin firmy do Czech
NAUKA 0 0Ludzie już planują przeprowadzkę na "Drugą Ziemię". Ekspert wyjaśnia, czy to możliwe
WYWIAD 0 0"Postarzałam się o 5 lat w ciągu roku". Polka skończyła Harvard, wróciła ze świetnym pomysłem na biznes
0 0Rozwiązanie problemu sortowania odpadów mieliśmy 20 lat temu. Teraz może pomóc miastom uniknąć kar
0 0W Polsce powstała "Szkoła Przyszłości". Można używać smartfonów na lekcjach i uprawiać ogródek
0 0Program "Milion Plus" dla szpitali to wyborczy bubel. Jest niczym plaster na krwawiącą tętnicę