PiS chwali się rekordowo niskim bezrobociem w Polsce. Ale to nieprawda

Niskie bezrobocie z jednej strony jest powodem do dumy, z drugiej - powodem do niepokoju. fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta
Premier Mateusz Morawiecki chwalił się na Facebooku, że stopa bezrobocia, która w maju wyniosła 5,4 proc., to historyczny wynik, którego nie osiągnięto od 1990 r. Tyle że prezentowane przez urzędy wskaźniki dotyczą bezrobocia rejestrowanego, które nie ukazuje z jak dużym problemem mierzymy się w rzeczywistości. A może - przewrotnie - tak naprawdę mierzymy się z problemem zupełnie odwrotnym do bezrobocia... czyli z jego brakiem.


Lekcja o rynku pracy
Bezrobocie w Polsce bije rekordy - tak niskie nie było od prawie 30 lat. Najnowszy wskaźnik bezrobocia według Głównego Urzędu Statystycznego wykazał, że w Polsce zaledwie 5,4 proc., czyli 907,1 tys. obywateli pozostaje bez pracy.


Tyle że to nieprawda. Aby wyjaśnić dlaczego, zróbmy sobie małą lekcję na temat rynku pracy, gdyż oprócz bezrobotnych w Polsce mamy również nieaktywnych zawodowo.

Osoba bezrobotna to człowiek bez pracy, zarejestrowany w powiatowym urzędzie pracy i - mniej lub bardziej chętnie - deklarujący chęć podjęcia zarobkowego zajęcia. Z kolei nieaktywni zawodowo, zgodnie z definicją przywołaną przez portal rynekpracy.pl, to osoby niepracujące i nieposzukujące pracy. Oprócz osób w wieku emerytalnym, młodzieży, niepełnosprawnych i osób na rencie, to również ci, którzy nie wykazują chęci zatrudnienia mimo posiadania zdolności do podjęcia pracy.


Nieaktywni zawodowo
Jak wynika z wyliczeń GUS, przywoływanych przez Konrada Bagińskiego z INNPoland.pl, w I kwartale 2019 roku liczba ludności aktywnej zawodowo w wieku 15 lat i więcej wyniosła 16,94 mln osób, z czego 16,27 mln to pracujący a 666 tys. – bezrobotni. Skoro populacja biernych zawodowo wynosi 13,36 mln, to na każdy 1000 pracujących osób przypadają 862 osoby bezrobotne lub bierne zawodowo.


Mimo poprawy koniunktury, biernych zawodowo od lat nie ubywa. Patrząc na dane GUS, w ciągu ostatniej dekady ich poziom utrzymywał się w granicach 44-45 proc.

W Polsce nie ma bezrobocia
Jak przewrotnie zauważa dr Anna Czarczyńska, ekonomistka z Akademii Leona Koźmińskiego, w Polsce problemem wcale nie jest bezrobocie, tylko jego brak.

– – Postawiłabym odwrotną tezę - w Polsce tak naprawdę nie ma bezrobocia. W Polsce każda osoba, która chce znaleźć pracę, nawet bez wyższego wykształcenia, tę pracę znajdzie. Tyle że wielu potencjalnych pracowników zwyczajnie nie jest zainteresowanych dostępnymi ofertami albo też nie są oni gotowi na dodatkowe koszty podjęcia pracy jak np. dojazdy, przeprowadzka, konieczność dokształcania itp. – kwituje.

Zauważa, że choć stopa bezrobocia spada dzięki koniunkturze gospodarczej, to na spadek ten ma również wpływ wzrost liczby osób biernych zawodowo odpływających z rynku.

– Są to głównie kobiety obecnie wcześniej wchodzące w wiek emerytalny. Ale również osoby młode (znowu głównie kobiety), które po otrzymaniu świadczenia 500 plus częściej rezygnują z pracy, szczególnie w sytuacji, gdy możliwe do uzyskania dochody nie pokrywają kosztów zorganizowanej opieki nad dziećmi w placówkach publicznych lub prywatnych - wskazuje dr Czarczyńska.

Jak wyjaśnia, osoby nieaktywne zawodowo utrzymują się na ogół z różnego rodzaju świadczeń społecznych, rent, emerytur (również tych wcześniejszych uprzywilejowanych), albo też pozostają na utrzymaniu bliskich czy też korzystają z dochodu pasywnego (np. wynajem mieszkań). – Jeśli pobieramy świadczenie, a dodatkowy dochód ogranicza nam możliwość pobierania tego świadczenia lub obniża jego wartość, to wtedy nie motywujemy ludzi do aktywności zawodowej lub zachęcamy do ukrywania jej - tłumaczy ekspertka.

Nie ma chętnych
W tym samym czasie pracodawcy poszukujący chętnych do pracy, nie mogą ich znaleźć. Często nie szukają nawet osób ze specjalistycznymi kwalifikacjami (rekrutacją tychże zajmują się wyprofilowane firmy), tylko osób gotowych na nowe wyzwania i rozwijanie nowych kompetencji, czyli na przykład personelu do kawiarni czy restauracji.

– Z tego powodu twierdzę, że w Polsce nie można mówić o bezrobociu. Bo skoro pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników, a tak właśnie się dzieje, to w sensie ekonomicznym nie mamy bezrobocia? Bezrobotny to osoba, która aktywnie szuka pracy i chce pracować na warunkach rynkowych, zaś takich osób w naszym kurczącym się zasobie siły roboczej jest coraz mniej - mówi dr Anna Czarczyńska.

Bezrobocie i bierność zawodowa przysparzają problemów gospodarce. Wynagrodzenie za pracę jest opodatkowane i ozusowane, więc jeśli znaczna część społeczeństwa nie zarabia, a w przypadku osób zarejestrowanych jako bezrobotne jeszcze pobiera zasiłki, dziura budżetowa rośnie, jak wyjaśniają eksperci platformy pracuj.pl.

Jest jeszcze jedna, dość prozaiczna, przyczyna bezrobocia i bierności zawodowej, która jednak poważnie spowalnia gospodarkę. Osoby, które nie zarabiają… nie mają z czego wydawać pieniędzy. Z kolei brak chętnych na towary i usługi nie generuje na nie popytu, przez co kolejne zatrudnienia są redukowane.

Poczucie straty za 500+
W dużej mierze za kształtowanie tych tendencji odpowiedzialna jest przesadna hojność rządu, z której, według ekspertki nieprawdopodobnie trudno byłoby się wycofać. Istnieje tylko jedna dość paradoksalna ewentualność, która realnie zniwelowałaby rzeczywisty efekt powszechnych świadczeń - coraz bardziej prawdopodobna wysoka inflacja, która sprawi, że te 500 złotych nie będzie wiele warte w kategoriach siły nabywczej.

- Każde rozdawnictwo potęguje postawę roszczeniową i nie ma szans, żeby się z tego wycofać. To zakrawa o heurystykę psychologiczną – odebrane przywileje, które nie są powiązane z jakąś aktywnością zawodową czy osiągnięciami, generują poczucie straty nieporównywalnie większe niż w momencie, kiedy osiągane gratyfikacje są powiązane z wysiłkiem włożonym w ich uzyskanie. – podsumowuje.