Tak PiS drenuje państwowe spółki, by mieć na obietnice wyborcze. Chodzi o miliardy złotych

Rząd PiS wymyślił, jak skierować do budżetu kolejny strumień pieniędzy - tym razem popłynie z państwowych spółek
Rząd PiS wymyślił, jak skierować do budżetu kolejny strumień pieniędzy - tym razem popłynie z państwowych spółek Foto: Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Rząd znalazł sposób na podreperowanie budżetu, obciążonego do granic możliwości programami socjalnymi. Teraz na 500+ i inne dodatki zrzucą się państwowe firmy, których prezesi i zarządy złożone z partyjnych nominatów ochoczo postanowili wypłacić dywidendy.


Jeszcze niedawno rząd Prawa i Sprawiedliwości w dość oryginalny i autorski sposób zarządzał pieniędzmi spółek, które kontroluje. Wolał nie wypłacać dywidend, które zasilałyby również kieszenie prywatnych inwestorów.

Za to prezesi z politycznego nadania nie widzieli problemu w wydawaniu pieniędzy na cele wskazane przez rząd. W efekcie dochodziło do tego, że kopalnia kupowała upadającą cementownię, a firma energetyczna inwestowała w akcje ledwo przędącej kopalni.

Nie jest tajemnicą, że zyski, które wypracowują spółki Skarbu Państwa, idą na wielkie i nierzadko ryzykowne inwestycje. Firmy energetyczne są zmuszane do wydawania bajońskich sum na wykupywanie elektrowni i ratowanie nierentownych podmiotów.
Na przykład Energa buduje nową elektrownię węglową w Ostrołęce, zaś PGNiG Termika, PGE i Energa wpompowały już 1,5 mld zł na nierentowną Polską Grupę Górniczą. Spółki Skarbu Państwa setkami milionów złotych zasilają też Polską Fundację Narodową, słynącą w kolejnych afer i spektakularnych wpadek. Przykłady takich inwestycji i rozdawnictwa można mnożyć.


Kredyty od państwowych banków
Państwowe banki były gotowe finansować każdy wskazany przez rządzących cel. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, że bracia Karnowscy niespecjalnie musieli się przejmować tym, czy dostaną kredyt na zakup Radia Zet, wystawionego na sprzedaż przez czeskiego właściciela. To znani prorządowi dziennikarze, wydający kilka prawicowych tytułów, którym często zarzuca się granie na najniższych instynktach, przekraczanie granic dobrego smaku i beznamiętne krytykowanie opozycji – szczególnie zaś Donalda Tuska. Potrafili pokazać go w grafice na okładce w otoczeniu hitlerowskich swastyk.


Media Karnowskich są raczej niszowe, ale ich spółka Fratria była zainteresowana kupnem spółki Eurozet. Fratria w 2017 roku zanotowała przychody na poziomie 34 mln złotych. Z tego zysk netto wyniósł… 3,2 mln złotych. Tymczasem, według informacji Wirtualnych Mediów, spółka, w której zarządzie zasiada Michał Karnowski, dostała od Banku Pekao SA zgodę na wzięcie ogromnego kredytu na zakup Eurozet. Jego wartość miała wynieść 51 mln euro.


Pekao SA jest oczywiście bankiem państwowym. A jego prezes przybywa do siedziby PiS na każde skinienie prezesa partii, Jarosława Kaczyńskiego. Słynny był choćby "kredyt na telefon". Z nagrań austriackiego biznesmena uwikłanego w spór prawny z prezesem PiS wynika, że bank kierowany przez Michała Krupińskiego nie znając szczegółów inwestycji, biznesplanu i zabezpieczeń był gotów wyłożyć 1,3 miliarda złotych na budowę wieżowca – słynnych dwóch wież Kaczyńskiego.
Teraz władze najwyraźniej zmieniły front. Obecnie z zapowiedzi zarządów spółek skarbu państwa wynika, że wiele z nich wypłaci dywidendę. Pieniądze dostaną więc zarówno inwestorzy indywidualni, jak i budżet państwa.

Dywidendy
Mariusz Janik z Rzeczpospolitej szacuje, że w sumie do akcjonariuszy może trafić jakieś 10 mld zł. Z najważniejszych firm państwowych do budżetu może więc trafić 4–5 mld złotych, w czym należałoby uwzględnić wpływy z tytułu 19-procentowego podatku od dywidend.

Wypłatę dywidendy planuje na przykład państwowe PZU – może być to rekordowe 2,4 mld złotych. Prawie półtora miliarda wypłaci Orlen, ponad 550 milionów – Lotos.

Spółki energetyczne
W przypadku tych spółek dywidenda nie jest niczym nadzwyczajnym – są one w dobrej kondycji, sprzyja im koniunktura a firmy są duże i stabilne. Dywidendy nie będą płacić za to spółki energetyczne, co również nie dziwi. Są one bardzo podatne na pomysły i projekty ministra energii, Krzysztofa Tchórzewskiego.

To on wymyśla różne skomplikowane gry, w wyniku których ich pieniądze trafiają do innych nierentownych podmiotów – jak choćby wspomniana już budowa bloku elektrowni w Ostrołęce. Wiadomo o niej tyle, że będzie bardzo droga i kompletnie nierentowna – nie zarobi ani złotówki i będzie generowała straty.

Problemem jest głównie to, że minister Tchórzewski niespecjalnie zdaje sobie sprawę z niuansów rynku kapitałowego. Jego słynną wpadką było choćby pozornie proste przełożenie kapitału zapasowego PGE do puli kapitału własnego. Od tej operacji księgowej trzeba było zapłacić bolesne dla spółki 160 mln zł podatku.

– Minister energii nie zdaje sobie sprawy z wielu kwestii, z tego, że spółki mają jeszcze innych akcjonariuszy, z którymi powinien się liczyć. A warto przypomnieć, że w teorii miały to być bardzo solidne inwestycje dla akcjonariuszy – mówi nam Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Nowy zarząd JSW
Bardzo znamienne w kontekście dywidendy jest podejście nowego zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Od momentu zaprzysiężenia rządu PiS z Beatą Szydło na fotelu premiera akcje JSW zdrożały 4,5 raza - o 360 proc.

Jeszcze niedawno jej prezesem był Daniel Ozon, udało mu się wyprowadzić górniczą spółkę na prostą. Firma jest obecnie w znakomitej sytuacji finansowej, w 2018 roku wypracowała 1,7 miliarda złotych zysku, a na kontach ma ok. 3 miliardów złotych.
Problem w tym, że chrapkę na te pieniądze ma rząd – już od dawna ministrowie planują wydanie zysków JSW na zakup lub wsparcie nierentownych spółek energetycznych. Ozon nie chciał o tym słyszeć, bo firmie potrzebna jest poduszka finansowa na zbliżające się gorsze czasy.

Również górnicy nie chcieli, by wypracowane przez nich pieniądze zostały zmarnowane. Związkowcy podejrzewają nawet, że środki przez nich wypracowane miałyby być przeznaczone na budowę polskiego samochodu elektrycznego.

– Byłem naciskany kilkakrotnie, by z pieniędzy JSW finansować inwestycje kompletnie niezwiązane z działalnością spółki. Naciskany, by JSW zainwestowało w budowę cementowni. Odmówiłem. Ostatnio naciska się mnie na kupno akcji Polimeksu-Mostostalu – mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Daniel Ozon, prezes JSW w zeszłym roku.

Przez zamieszanie z jego odwołaniem, zapowiadane przez kilka miesięcy, spółka traciła na wartości. Od początku roku jej akcje spadły o ok. 32 procent. Ale nowy zarząd praktycznie od razu zdecydował o wypłacie dywidendy, wyniesie ona ponad 200 mln złotych. Na jedną akcję przypadnie 1,71 zł.

Jedna z osób pracujących w spółce mówi INNPoland.pl, że nowy zarząd miał twardy orzech do zgryzienia, bo Ozon był w świetnych stosunkach ze związkami i pracownikami. Nowy zarząd od razu zapowiedział więc wypłatę premii z zysków za 2018 rok, by uspokoić nastroje wśród załogi.

Górnicy dostaną więc 4-4,5 tysiąca złotych na rękę, pracownicy administracyjni nieco mniej. Mimo wszystko kwota sięgnie i tak ok. 163 milionów złotych. W ten sposób majątek JSW zmaleje o ok. 400 mln złotych.

– Nie jest to może cios między oczy, bo wypłata nagród dla załogi i tak była planowana, ale zachodzi podejrzenie, że to nie koniec drenowania firmowej kasy i nowy zarząd zacznie kupować inne podupadające firmy a pieniądze szerszym strumieniem popłyną do budżetu – mówi nam pracownik JSW.

Zapowiedzi wypłaty dywidend przez spółki Skarbu Państwa zbiegają się w czasie z komunikatami Ministerstwa Finansów dotyczącymi braku pieniędzy na jakieś dodatkowe akcje ze świadczeniami. Ogłosił to niedawno wiceminister Skiba – w efekcie państwowe spółki zapewne "przypadkiem" postanowiły podratować budżet kilkoma miliardami.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy
0 0Bill Gates jest niemożliwy! Żeby nakarmić świat, hakuje... proces fotosyntezy
DZIEJE SIĘ 0 0Cyfrowi kryminaliści spuszczają nam spory łomot. "Ale mamy coś, czego nie mają oni"