Pływa w syrenim ogonie i uczy tego innych. "Dla syren nie ma górnej granicy wiekowej"

Magdalena Gębicka to pierwsza w Polsce instruktorka mermaidingu.
Magdalena Gębicka to pierwsza w Polsce instruktorka mermaidingu. fot. Akademia Syren
Nurkowanie od zawsze było pasją Magdaleny Gębickiej. Z mermaidingiem, w dużej mierze opartym o nurkowanie swobodne, pierwszy raz zetknęła się we Włoszech. Pływanie w syrenich ogonach wzbudzało szał wśród włoskich dzieci. Gdy okazało się, że Polacy jeszcze tego nie znają, otworzyła swoją własną Akademię Syren na warszawskim Tarchominie. Teraz spełnia marzenia małych i - co było dla niej sporym zaskoczeniem - dużych, którzy pragną pływać w syrenich ogonach.


Pływanie w syrenim ogonie nie wydaje się popularne w Polsce.

I jeszcze nie jest. Jednak mermaiding jest już bardzo popularny we Włoszech i Niemczech, gdzie organizowane są konkursy pływania w syrenim ogonie oraz konkursy piękności syren. Sam mermaiding jest tak fantastyczny, że bardzo chcę, by się w Polsce upowszechnił.


Pani jest jedyną instruktorką mermaidingu w kraju?

Byłam pierwszą, lecz jestem również trenerem UTRtek (Underwater Technical Research - Tek Diving) i prowadzę zajęcia dla innych instruktorów. W ten sposób wyszkoliłam inne instruktorki mermaidingu i powoli robi się nas więcej. Bardzo mnie to cieszy, bo nie chcę sama szkolić wszystkich syren, a im więcej nas w Polsce jest, tym większa dla mnie radość.


Wcześniej uczyła pani standardowego nurkowania?

Tak, zawodowo jestem właśnie instruktorem nurkowania UTRtek.

Jak zrodziła się w pani miłość do tego sportu?

Odkąd zobaczyłam film Wielki Błękit, wiedziałam, że nurkowanie jest genialne i stanie się moją pasją. Zatem jak tylko pojawiła się możliwość nauczenia się nurkowania, zrobiłam to. Pierwszą próbę miałam w Egipcie. Jest tam piękna widoczność – rafy, rybki, te sprawy. Natomiast swój pierwszy kurs zrobiłam w Polsce w szkole nurków w Warszawie, egzamin zdawałam nad jeziorem Białym. Przeżyłam szok.


Polskie wody okazały się trochę inne niż egipskie?

Polskie wody nie mają nic wspólnego z Egiptem. Nie dość, że są zimne, to jeszcze ciemne. Po pierwszym razie zniechęciłam się do rodzimego nurkowania i dużo nurkowałam w ciepłych, zagranicznych wodach. Potrzebowałam dużo czasu, by wrócić do polskich. Przełomem było nurkowanie w Szkocji, gdzie również było zimno i ciemno. Wróciły wspomnienia z egzaminu i zdecydowałam się wrócić.

Teraz kocham nasze polskie wody, uwielbiam nasze jeziora i bardzo chętnie nurkuję w Bałtyku. Jest specyficznie, lecz pięknie. Bardzo lubię też Adriatyk czy morze Śródziemne. Do Egiptu na nurkowania wracam jednak minimum raz w roku.

Skąd w takim razie pojawił się w pani głowie egzotyczny pomysł, by nurkować w syrenim ogonie?

Podpatrzyłam go we Włoszech, gdzie rok temu podjęłam pracę przy centrum nurkowania Albarella Diving Center. Tam zauważyłam, że jest bardzo duże zainteresowanie pływaniem w ogonie z monopłetwą, szczególnie wśród dzieci.

Sama zaczęłam się tym interesować i okazało się, że to normalnie prowadzone kursy przez wyszkolonych w mermaidingu i freedivingu, czyli nurkowaniu swobodnym, instruktorów. A że w Albarelli byli instruktorzy, którzy mogli mnie nauczyć tej formy nurkowania, przeszkoliłam się. Wtedy okazało się, że jestem jedynym instruktorem mermaidingu w Polsce. Szkoda mi było nie skorzystać z takiej okazji, więc otworzyłam w Warszawie Akademię Syren.

Na początku trudno było zainteresować klientów?

Nie. Choć zaczęliśmy zaledwie pół roku temu, dziś mamy regularne grupy i otwieramy nowe zajęcia. Z początku dużo dobrego marketingu zrobiła poczta pantoflowa – ludzie przekazywali sobie nawzajem informacje o nas - że widzieli nas na basenie, że spróbowali, że polecają. To nadal trwa. Oprócz tego robiliśmy marketing w mediach społecznościowych.

Dzieciakom podoba się pływanie w syrenim ogonie?

Są zachwycone. Jedna instruktor pływania, którą szkoliłam, zauważyła, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest zaprosić dzieci do jakiejś aktywności fizycznej. Pływanie samo w sobie nie jest dla dzieciaków rewelacją, ale już mermaiding jest ciekawą nowością i sprawia, że dzieci znów chcą się ruszać. Ba, nie tylko dzieci, ale również ich mamy!

Mamy?

Dla nas też było to duże zaskoczenie. Zaczęliśmy otrzymywać komunikaty od mam, że choć fajnie jest popatrzeć na przyjemność, jaką mają z pływania dzieci, one same są tym zainteresowane. Dla nich to bardzo fajna forma kontaktu z dzieckiem, z którym o innej porze dnia nie ma kiedy spędzić czasu.

Z tego powodu od września, oprócz kursów grupowych dla samych dzieci, wprowadzamy również kursy połączone, na których będziemy uczyć rodziny.

Tatusiowie też są mile widziani?

Pewnie! Jeśli jakiś tata się do nas zgłosi, to jesteśmy bardzo na tak. Nie musi pływać w ogonie, może w samej monopłetwie.

Mermaidingu uczą się głównie dziewczynki, czy chłopcy również są zainteresowani?

W ostatnim miesiącu szkoliłam trzech chłopców trytonów – bo tak się nazywa chłopców w syrenich ogonach – którzy pływali w niebieskich ogonach i bardzo im się podobało. Wśród dzieci nie ma podziału. Dziecko w wieku 6 lat nie widzi różnic, że jakiś sport jest tylko dla dziewczynek czy że pływania w syrenim ogonie chłopcu nie wypada robić. Dzieci traktują to jako aktywność sportową bez podziału na płeć i właśnie tym mermaiding jest.

Choć wśród dorosłych mężczyzn też pojawia się zainteresowanie. Jakiś czas temu zgłosiło się do nas również dwóch panów, którzy mermaidingu chcieli spróbować po pracy, wraz z koleżankami z biura.

Z czego zrobiony jest syreni ogon?

Ogon składa się z dwóch części. Pierwsza część jest z materiału, którą nakładamy jak ubranie. Druga to sama monopłetwa, w którą wkładamy stopy. Najpierw nakłada się materiał, następnie wkłada stopy do płetwy, po czym naciąga materiał na płetwę, by nie była ona widoczna.

Jest jakiś przedział wiekowy, w którym można pływać w syrenim ogonie?

Nurkowania uczymy dzieciaki od szóstego roku życia. Górna granica wiekowa nie istnieje. Ostatnio miałam przyjemność szkolić panią, która miała 69 lat. Była zachwycona i po pierwszej lekcji powiedziała, że nie może się doczekać następnej.

Gdy komuś się pani przedstawia, mówi pani o sobie samej „zawodowa syrena”?

Nie, mówię, że jestem instruktorem mermaidingu. Nikt mnie nawet nie pyta, czy jestem "zawodową syreną", bo to w ogóle dwie zupełnie inne rzeczy. Z tego, co się orientuję, na świecie istnieją zawodowe syreny, które są atrakcją miejsc turystycznych. Nurkują w akwariach lub pracują w zoo i uczą dzieci lekcji ekologii. W ten sposób zachęcają je i do pływania, i do dbania o środowisko, a każdy sposób, by zainspirować do tego dzieci, jest dobry.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Polacy wymyślili świetną apkę, która ubierze cię, jak gwiazdę serialu. Atakują nowy, odległy rynek
0 0Krótka ławka trenera Morawieckiego. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
0 0Do kogo trafiają pieniądze z PFN? Detektyw ujawnia sztuczki na "wyprowadzanie środków"
0 0Smartfona powinniśmy używać co najmniej 25 lat. Ten raport jest zatrważający
0 0"Znaleźli lukę w systemie". Atak na rafinerie obnażył słabe punkty ich zabezpieczeń
0 0"Ktoś dobrze wybrał cel". Uderzenie w saudyjską ropę zaboli cały świat, również nas
NAUKA 0 0Polacy szykują inspirowaną glonami rewolucję w medycynie. Właśnie dostali na to 21 mln zł
0 0Rząd chce wiedzieć, gdzie jeździsz i za ile. Dane z Ubera i Bolta przejmą służby