Josep Borrell. szef unijnej dyplomacji.
Josep Borrell. szef unijnej dyplomacji. Fot: FREDERICK FLORIN/AFP/East News

Jeżeli porównać środki, jakie Unia Europejska przelała od początku wojny do Rosji za surowce energetyczne z pieniędzmi, jakie przekazano Ukrainie na obronność, to okaże się, że agresor dostał 35 miliardów, a broniący – tylko 1 mld.

REKLAMA

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google

Pieniądze z eksportu

Szacunki dotyczące rażącej dysproporcji w przekazywaniu środków zaprezentował szef unijnej dyplomacji UE Josep Borrell. Jak przekonywał w madryckim dzienniku "La Razon", pieniądze z eksportu surowców Moskwa przeznacza na cele wojenne, dlatego tak ważne jest pilne ograniczenie zależności energetycznej UE od Rosji.

Podkreślił przy tym, że Unia powinna nadal wspierać Ukrainę pod kątem uzbrojenia. – Nie chcemy, aby ta wojna zakończyła się zniszczeniem kraju, okupacją (…) z uchodźcami i tysiącami zabitych.

Na ten sam problem zwracali wcześniej uwagę inni eksperci. Portal money.pl przytacza szacunki Bloomberg Economics, zgodnie z którymi w tym roku Rosja zarobi na eksporcie energii prawie 321 mld dolarów, co oznacza wzrost o ponad jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2021.

Gaz i ropa to około połowa rosyjskiego eksportu. W zeszłym roku przyniosły do budżetu około 40 procent wpływów. Institute of International Finance szacowało że embargo energetyczne ze strony UE, Wielkiej Brytanii i USA doprowadziłoby w Rosji do spadku produkcji o ponad 20 proc. i mogłoby kosztować Kreml utratę wpływów z eksportu nawet o 300 mld dolarów, w zależności od wahań cen.

Embargo

Sprawa z embargiem na surowce energetyczne nie jest jednak jednoznaczna.

Jak pisaliśmy w INNPoland, pod koniec marca wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans zgasił polski apel o wprowadzenie unijnego embarga na rosyjski gaz i węgiel. – Zasada jest taka, że sankcje powinny szkodzić bardziej temu kto jest sankcjonowany, natomiast nie możemy karać samych siebie – wskazywał wiceszef KE. Tymczasem w tym tygodniu, Komisja Europejska zaproponowała obowiązkowy zakaz importu węgla.  

W środę premier Węgier Viktor Orban oświadczyły, że jego kraj nie poprze sankcji, które obejmowałyby odejście od zakupu rosyjskiego gazu i ropy, a za rosyjski gaz jest gotów płacić nawet rublami.

 - Unia Europejska planuje dokręcić śrubę na rosyjskiej gospodarce. Dyskutowane są kolejne sankcje. Wśród nich najwięcej emocji budzi embargo na węgiel. Cały czas jednak brak decyzji co z importem ropy. Politycy unijni zdają sobie sprawę, że embargo na ropę i gaz spowoduje daleko idące konsekwencje gospodarcze. Spowolnienie koniunktury byłoby najłagodniejszym scenariuszem. Ryzyko recesji jest stosunkowo duże - komentował w money.pl Łukasz Zembik, analityk TMS Brokers. 

Czytaj także: