
Posłowi Januszowi Kowalskiemu, od niedawna piastującemu stanowisko wiceministra rolnictwa, bardzo nie podoba się unijny zakaz rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku. Zdaje się jednak, że polityk myli go z zakazem sprzedaży takich samochodów w ogóle.
Poseł Janusz Kowalski postanowił podzielić się na Twitterze swoją refleksją na temat nowego unijnego prawa. W 2035 r. w życie wejdzie całkowity zakaz sprzedaży na terenie UE nowych pojazdów osobowych i dostawczych z silnikami spalinowymi. Dotyczy to także napędów hybrydowych.
Od 2035 r. na scenie pozostaną więc wyłącznie samochody bezemisyjne - elektryczne bądź wodorowe. Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej zawarły też porozumienie, zgodnie z nowymi regulacjami w 2030 r. w życie wejdzie tzw. cel pośredni. Redukcja emisji CO2 ma wówczas wynieść 55 proc. dla aut osobowych i 50 proc. dla pojazdów dostawczych.
Poseł Kowalski postanowił podzielić się z użytkownikami Twittera przemyśleniami na ten temat. W swoim wyjątkowym stylu.
Janusz Kowalski
poseł Solidarnej Polski, wiceminister rolnictwa
Janusz Kowalski zdaje się jednak czegoś nie rozumieć. Otóż nawet po roku 2035 poseł Solidarnej Polski nadal będzie mógł kupić auto spalinowe i nim jeździć. Tyle, że używane. Unijne prawo nie oznacza kompletnego zakazu sprzedaży aut spalinowych.
Chodzi o to, że na rynek nie będą już wypuszczane nowe auta z motorami benzynowymi czy dieslami. Starsze auta będą jeszcze jeździly latami. Co więcej - rok 2035 jest kompromisem. Jedne państwa chciały wprowadzenia tego prawa od 2030 roku, inne optowały za 2040.
To nie jest jeszcze pełnoprawny zakaz
Zakaz rejestracji samochodów spalinowych musi jeszcze przejść skomplikowany i wieloetapowy proces legislacyjny. Do tego konieczna jest też zgoda krajów członkowskich UE. Nie jest wykluczone (a nawet wysoce prawdopodobne), że wprowadzenie uchwały zostanie opóźnione.
Różne kraje mają różną specyfikę i stan przygotowania do przejścia na zeroemisyjność. W Polsce sieć stacji ładowania jest bardzo uboga, więc nasz rząd nie jest zachwycony unijnym terminem. I nie jest jedynym w Europie.
Jednak i zadowolonych z zakazu rejestracji spalinówek jest całkiem sporo. Oprócz krajów europejskich, podobne prawa popierają władze kilkunastu stanów w USA, Kanady, Tajlandii. Nawet Chiny są za, ale nie w tym terminie - datę transformacji określiły na 2060 rok.
Koncerny motoryzacyjne od dawna są gotowe
Producenci samochodów nie są tą wizją przerażeni. Już od dawna przygotowują się na przejście na elektryczność. I to nie częściową, ale pełną. Ford właśnie ogłosił koniec produkcji Fiesty - po 47 latach. Teraz skupi się w pełni na produkcji aut elektrycznych, wycofując również inne modele spalinowe.
Ostatnio pojawiły się doniesienia, że przeciwny odejściu od silników spalinowych na rzecz elektrycznych jest obecny prezes BMW Oliver Zipse. W rzeczywistości nie zamierza w żaden sposób omijać zakazu rejestracji spalinówek.
Po prostu woli ogniwa wodorowe zamiast elektryków. Taka technologia jest również zeroemisyjna, BMW rozwija ją we współpracy z Toyotą.
Jak się okazuje, wizja świata bez aut spalinowych najbardziej przeraża posłów Solidarnej Polski, Konfederacji i prawicowych publicystów. Kilku z nich wieszczy już upadek Europy (tak, z powodu zakazu rejestracji aut spalinowych) i powrót komunizmu.
