Prezydent Donald Trump zapowiedział na środowe popołudnie wprowadzenie szeroko zakrojonych ceł, które mogą uderzyć w gospodarki na całym świecie, również w najbliższych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Donald Trump zapowiedział na środowe popołudnie wprowadzenie szeroko zakrojonych ceł, które mogą uderzyć w gospodarki na całym świecie, również w najbliższych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Fot.: Rex Features/East News
Reklama.

"Pomagaliśmy wszystkim, a oni nie pomagają nam," powiedział Trump w poniedziałek, zapowiadając nowe cła, których wprowadzenie nazwał "dniem wyzwolenia".

Ich dokładna struktura wciąż nie jest znana, jednak sekretarz prasowa Białego Domu, Karoline Leavitt, potwierdziła, że prezydent podjął decyzję, a nowe cła wejdą w życie natychmiast po ogłoszeniu w trakcie wydarzenia Ogrodzie Różanym Białego Domu w środę 2 kwietnia. 

Trump rozważał zarówno wprowadzenie jednolitej 20-procentowej stawki celnej na wszystkich partnerów handlowych, co miałoby na celu generowanie przychodów na pokrycie zapowiadanych cięć podatkowych, jak i zróżnicowanie stawek celnych w zależności od barier handlowych stosowanych przez inne kraje wobec amerykańskich produktów.

Czytaj także:

Tego typu cła dotknęłyby również Europy i Polski. Jakie będą ich konsekwencje?

W niczyim interesie

Zapowiedź ta wywołała natychmiastową reakcję na całym świecie. Rządy przygotowują się do odpowiedzi, co grozi destabilizującą wojną handlową, która podniesie koszty i zakłóci globalne łańcuchy dostaw. 

"Wojna handlowa nie leży w niczyim interesie, a kraj zasługuje na spokojne, pragmatyczne podejście, które przyjmiemy" – mówił premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. 

Trump odrzuca jednak obawy, że cła, będące de facto podatkiem od importu, mogą podnieść ceny dla amerykańskich konsumentów i przedsiębiorstw, a także sprowokować odwet, który zaszkodzi rolnikom i innym eksporterom. 

Dotychczas nałożone cła na import z Chin, Kanady i Meksyku, a także zapowiedziane cła na importowane samochody i części samochodowe wywołały gwałtowną reakcję rynków.

Czytaj także:

Reakcje międzynarodowe są zróżnicowane. Kanada i Chiny już odpowiedziały na cła Trumpa własnymi taryfami. Rządy w Europie i Meksyku deklarują, że czekają na środowe ogłoszenie, zanim podejmą własne działania. 

Ekonomiści z Goldman Sachs ostrzegają, że oczekiwania wyższych ceł spowodowały podniesienie prognoz inflacji na koniec roku, obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 rok Według ich analizy cła Trumpa mogą również spowodować zwiększenie bezrobocia jeszcze w tym roku. 

Wielu przedstawicieli branży wyraża sprzeciw wobec planowanych ceł, argumentując, że Amerykanie oczekują od prezydenta działań na rzecz obniżenia kosztów życia, które stanowiły kluczowy element jego kampanii wyborczej w ubiegłym roku.

Konsekwencje dla Europy i Polski

Nowe cła Trumpa mogą mieć wpływ również na Polskę. Dla wszystkich Europejczyków mogą oznaczać wzrost cen towarów w wybranych sektorach. Cła zmniejszą również konkurencyjność cenową towarów z UE w USA, co może prowadzić do spadku eksportu. To z kolei może wpłynąć na produkcję i zatrudnienie w europejskich przedsiębiorstwach, szczególnie w sektorach silnie zorientowanych na rynek amerykański.

"Skutki tego posunięcia są ewidentnie szkodliwe i prawdopodobnie wywołają dalsze i nowe działania odwetowe ze strony dotkniętych nim państw" – analityk niemieckiego banku Bernstein pisał w nocie do klientów. 

Czytaj także:

Do tego wszelkie niepewności odbijają się na sytuacji na rynkach. Groźba eskalacji wojny handlowej zwiększa niepewność co do przyszłych relacji handlowych, co skłania firmy do wstrzymywania inwestycji i spowalnia wzrost gospodarczy.

Choć bezpośredni eksport z Polski do USA jest niewielki, nad Wisłą możemy odczuć pośredni wpływ polityki gospodarczej Trumpa. Szczególnie poprzez nasze powiązania gospodarcze z największymi partnerami handlowymi USA w Europie, np. z Niemcami. 

Wzrost cen importowanych towarów, zarówno bezpośrednio z USA, jak i z innych krajów dotkniętych cłami, jak chociażby z Chin, może przełożyć się na wyższą inflację w Polsce, obniżając siłę nabywczą konsumentów.

"Europa ma ręku wiele kart. Od handlu, przez technologię, aż po samą wielkość naszego rynku" – mówiła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która, choć podkreślała w swoim przemówieniu rolę negocjacji, zapowiedziała, że w razie potrzeby Europa odpowie stanowczo. Dodała: "Wszystkie opcje są na stole".