
Miliony osób na ulicach, ataki na Tesle, kradzieże w sklepach – tak obywatelki i obywatele USA wyrażają swój sprzeciw przeciwko polityce pod wodzą miliarderów.
"Jedyną mniejszością niszczącą ten kraj są miliarderzy" – napisała na kawałku tektury jedna z uczestniczek sobotniego protestu przeciwko nowej administracji USA.
Miliony osób w ponad 1300 lokacjach w każdym ze Stanów i kilkunastu innych miejscach na świecie wyszło 5 kwietnia na ulice w geście sprzeciwu wobec Donalda Trumpa i Elona Muska. Wspólna inicjatywa pod hasłem "Hands Off" zebrała przedstawicieli ponad 150 grup. Jedną z nich było stowarzyszenie na rzecz walki o sprawiedliwość społeczną o nazwie MoveOn.
"W całym kraju i na całym świecie ludzie zjednoczyli się, aby powiedzieć: nie będziemy milczeć, gdy nasze prawa, nasza przyszłość i nasza demokracja są atakowane" – mówiła prezeska MoveOn Rahna Epting.
"Jesteśmy zjednoczeni, nieustępliwi i dopiero się rozkręcamy".
Fala protestów wpisuje się w szerszy trend widoczny w Stanach Zjednoczonych. Rosnący wpływ miliarderów na politykę państwa i jego opłakane konsekwencje budzą coraz większy gniew. Amerykanki i Amerykanie zaczynają własnoręcznie sięgać po sprawiedliwość, nie tylko wychodząc na ulice, ale też atakując Tesle i okradając Amazona.
Mołotowem w Cybertrucka
Miliony osób w ten weekend powiedziało Muskowi i Trumpowi "Ręce precz". Organizacje reprezentujące wiele grup społecznych od związków zawodowych, aż po społeczność LGBTQ+ wypowiedziały swój sprzeciw wobec polityki prowadzonej przez miliarderów z Białego Domu.
Hands off rally in Washington, DC today
— Lauren Feiner (@laurenfeiner.bsky.social) 5 kwietnia 2025 21:58
[image or embed]
Chaotyczna i nieprzemyślana polityka finansowa spod znaku ceł Trumpa doprowadziła do dramatycznych spadków na giełdach i zwiększenia cen produktów konsumenckich. Ta sytuacja stoi w dokładnej sprzeczności z obietnicami Republikania z kampanii wyborczej. Równocześnie Elon Musk wrzuca kolejne instytucje państwowe "do niszczarki".
Najbogatsi i najbardziej wpływowi Amerykanie od Marka Zuckerberga, przez Joe Rogana, aż po Jeffa Bezosa ustawiają się natomiast w kolejce, żeby przypodobać się Trumpowi, licząc na specjalne przywileje od nowej administracji.
Amerykanie zaczynają mieć dość.
Tydzień, zanim wyszli na ulicę we wszystkich Stanach, ruch "Tesla Takedown" organizował protesty przed salonami producenta samochodów elektrycznych przeciwko Elonowi Muskowi. Ruch aktywnie krytykujący miliardera nabiera w ostatnim tygodniu tempa, biorąc na cel najbardziej kojarzoną z Muskiem firmę.
Przypadki ataków na salony Tesli oraz ich samochody (i prawdopodobnie naciski ze strony nowej administracji) sprowokowały FBI do utworzenia specjalnego oddziału do analizowania tych przypadków wandalizmu.
"Niech to będzie przestrogą: jeśli przyłączysz się do tej fali krajowego terroryzmu skierowanego przeciwko własności Tesli, Departament Sprawiedliwości wsadzi cię za kratki" – ostrzegał prokurator generalny Pam Bondi.
Konsumenckie nieposłuszeństwo
Protesty i przypadki wandalizmu to jednak nie wszystko. Sprzeciw wobec działań miliarderów obejmuje również decyzje konsumenckie. Sprzedaż Tesli z miesiąca na miesiąc jest coraz gorsza, a użytkownicy mediów społecznościowych masowo opuszczają X i przenoszą się na alternatywy pokroju Bluesky.
Kłopoty ma jednak nie tylko Musk. Obrywa się również Jeffowi Bezosowi – jednemu z najbogatszych ludzi na świecie, właścicielowi Amazona i "Washington Post". Gdy Bezos wstrzymał poparcie Kamali Harris przez jego zespół redakcyjny wiele osób zrezygnowało z subskrybowania dziennika.
Amerykanki i Amerykanie szukają zadośćuczynienia za politykę najbogatszych również w innej formie. W mediach społecznościowych i w artykułach w amerykańskiej prasie pojawia się coraz więcej zeznań osób, które okradają firmy, takie jak Whole Foods czy Amazon – obie należące do Jeffa Bezosa. Oszustwa przy kasie obsługowej czy zwroty pustych opakowań uzasadniane są walką z dyktatem miliarderów, których polityka pogłębia nierówności społeczne.
"Jeżeli miliarder może mnie okradać, ja też mogę uszczknąć coś dla siebie" – mówi jeden z bohaterów tekstu opublikowanego przez "Business Insider".
Akt wojny
Protesty, bojkoty, akty konsumenckiego oporu – wszystko to układa się w nowy język sprzeciwu wobec władzy zbudowanej na kapitale, a nie mandacie społecznym. Zarówno na ulicach, jak i przy kasach widzimy przejawy nieposłuszeństwa wobec polityki pod wodzą miliarderów.
Co ciekawe, widzimy je również na Wall Street, które z początku zareagowało bardzo entuzjastycznie na zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich. Chaotyczna polityka celna wzbudziła jednak niepokój inwestorów i poważne spadki na giełdzie.
Nawet ze samych miliarderów słyszymy pierwsze głosy sprzeciwu wobec polityki Trumpa. Do wstrzymania ceł wzywa go nawet założyciel i dyrektor generalny Pershing Square Capital Management Bill Ackman – dotychczas bezkompromisowy zwolennik prezydenta.
Wprowadzenie ceł skomentował nawet Warren Buffet. W wywiadzie dla CNN amerykański filantrop, uważany za jednego z najbardziej skutecznych inwestorów XX i XXI wieku powiedział, że cła "to akt wojny".
