ręka najklejająca opatrunek z plastra na dymiący komin
Koniec malowania trawy na zielono. UOKiK uderza: Bolt, Zara i Tchibo mogą stracić miliony Fot. Ivan Marc / Shutterstock

Jeśli "eko" to tylko marketingowy chwyt, to będzie on bardzo kosztowny. Prezes UOKiK mówi "sprawdzam" i stawia zarzuty trzem potężnym graczom rynkowym. Za tzw. greenwashing, czyli udawanie ekologiczności, firmom grozi kara w wysokości nawet 10 proc. obrotu. Urzędnicy punktują: "bezemisyjne" auta na benzynę i "recykling", który nie działa w Polsce.

REKLAMA

Polacy ufają zielonym etykietom bardziej niż reszta Europy, a wielkie marki to wykorzystują – twierdzi UOKiK. Urząd wziął pod lupę popularne hasła o "zrównoważonym rozwoju" i "zerowej emisji". Wnioski są miażdżące: od ubrań z poliestru udających ekologiczne, po kapsułki z kawą, których w Polsce nikt nie przetworzy.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wytacza ciężkie działa przeciwko niejasnym deklaracjom środowiskowym. Zarzuty dla Bolta, Tchibo i Zary pokazują, że czas ogólników minął. Firma nie może już chwalić się byciem "eko", jeśli dotyczy to tylko promila jej działalności lub opiera się na kreatywnej księgowości energetycznej.

Jak nazwać samochód spalinowy "bezemisyjnym"? Wystarczy pominąć cykl produkcji i skupić się na fragmencie usługi. Jak sprzedać plastik jako "eko"? Wystarczy dodać 10 proc. surowca z odzysku. UOKiK prześwietlił strategie marketingowe Bolta, Tchibo i Zary, oskarżając je o manipulowanie świadomością klientów. Gra toczy się o gigantyczne kary.

Wielkie marki w ogniu pytań o ekologię

"Zrównoważony rozwój", "zielona energia", "zero waste" – te hasła otwierają portfele Polaków, którzy chcą kupować odpowiedzialnie. Problem w tym, że według UOKiK, za wielkimi słowami często kryją się małe czyny lub zwykła manipulacja. Prezes Urzędu postawił właśnie zarzuty spółkom Bolt, Tchibo i Zara. Jeśli oskarżenia o greenwashing się potwierdzą, kary mogą sięgnąć 10 proc. rocznego obrotu.

Polski konsument to dla marketera marzenie – statystycznie wierzymy w "zielone" deklaracje znacznie chętniej niż przeciętny Europejczyk. Ta ufność nakłada jednak na biznes ogromną odpowiedzialność. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny mówi wprost: "Zielone hasła nie mogą być skrótem myślowym ani grą w domysły". Tymczasem zarzuty postawione trzem gigantom sugerują, że granica między ekologią a marketingową fikcją została przekroczona.

Bolt: Bezemisyjność na papierze?

Najciekawszy przypadek dotyczy popularnej aplikacji przewozowej Bolt. Firma promuje kategorię "Green" i chwali się "bezemisyjnością" czy "100 proc. energii odnawialnej".

Gdzie leży problem? Według UOKiK, hasła te mogą sugerować, że zamawiając przejazd, wsiadamy do auta elektrycznego. W rzeczywistości flota Bolta to wciąż w dużej mierze samochody spalinowe. Co więcej, termin "bezemisyjny" jest mylący, jeśli dotyczy tylko etapu jazdy, a pomija emisję wygenerowaną przy produkcji pojazdu czy baterii.

Wątpliwości budzi też kwestia "zielonej energii" w biurach czy przy ładowarkach hulajnóg. Urząd wskazuje, że często opiera się ona na zakupie certyfikatów kompensacyjnych, a nie na realnym, bezpośrednim zasilaniu z OZE. Dla klienta różnica jest subtelna, ale kluczowa.

Tchibo: Eko-poliester i kapsułki, których nie przetworzysz

Z kolei znany producent kawy i odzieży, Tchibo, podpadł urzędnikom swoimi "zrównoważonymi" produktami. Konsumenci widzieli zielony listek przy ubraniach, które w rzeczywistości były wykonane z materiałów syntetycznych (poliester, poliakryl), a próg uznania produktu za "eko" był ustawiony rażąco nisko – wystarczyło zaledwie 10 proc. materiału z recyklingu w przypadku towarów przemysłowych.

Jeszcze gorzej wygląda sprawa kapsułek do ekspresów. Tchibo reklamuje je jako "zdatne do recyklingu" i "powracające do obiegu". Haczyk? System ten działa sprawnie w Niemczech i Austrii. W Polsce, wrzucenie pełnej fusów kapsułki do żółtego worka często kończy się tym, że nie zostanie ona wcale przetworzona. Informacja o tym ograniczeniu była, owszem, dostępna – ale małym drukiem i w obcym języku.

Zara: "Zero Waste" w jednym sklepie na czterdzieści

Zarzuty usłyszał też gigant odzieżowy Zara, promujący linię "Join Life". UOKiK wytknął marce używanie wielkich słów bez pokrycia w skali. Hasło "zero waste we własnych obiektach" brzmi imponująco, ale w Polsce mogło dotyczyć zaledwie garstki sklepów (nawet jednego na czterdzieści placówek).

Konsumenci byli też bombardowani ogólnikami o "ochronie bioróżnorodności" czy "redukcji zużycia wody", które sugerowały, że kupując koszulkę, ratujemy planetę. Tymczasem brakowało twardych danych: ile dokładnie certyfikowanego surowca jest w ubraniu? Co konkretnie gwarantuje dany certyfikat? Bez tych informacji klient błądził we mgle.

Czas zapłaty za "zielone kłamstwa"?

Działania UOKiK wpisują się w szerszy trend walki z ekościemą (greenwashingiem). Wcześniej pod lupę trafiły już Allegro czy firmy kurierskie. Tomasz Chróstny ostrzega: deklaracje muszą być "jasne, sprawdzalne i kompletne". Jeśli firmy nie dostosują się do tych wymogów, "zielona transformacja" ich marketingu może zakończyć się w czerwonej strefie bilansu finansowego.