Premier Kanady i Donald Trump. Carney. ostrzega, że "nastała nowa rzeczywistość". Co to oznacza dla Kowalskiego i Nowaka?
Premier Kanady i Donald Trump. Mark Carney. ostrzega, że "nastała nowa rzeczywistość". Co to oznacza dla Kowalskiego i Nowaka? Foto: miss.cabul/ Shutterstock

Mark Carney, premier Kanady, zauważa, że naszych oczach załamuje się światowy ład, jaki znaliśmy od dekad. Jego wypowiedzi z Davos lecą w świat. Ale co te zmiany oznaczają dla przeciętnego Polaka? Jak się okazuje, nic dobrego.

REKLAMA

Zdaniem premiera Kanady Marka Carney'a, "nastała nowa rzeczywistość". Przekazał to na Forum Ekonomicznym w Davos i wskazał na zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczące nie tylko zajęcia przez USA Grenlandii, ale też stworzenia Rady Pokoju, organizacji alternatywnej dla ONZ. Czy Kowalski i Nowak powinni przejść obok tych wiadomości obojętnie?

Nowy, Zły Ład

– Kanada czerpała korzyści ze starego międzynarodowego porządku opartego na zasadach, w tym z hegemonii amerykańskiej, która pomagała zapewnić dobra publiczne: otwarte szlaki morskie, stabilny system finansowy, zbiorowe bezpieczeństwo i wsparcie dla ram rozwiązywania sporów – wyliczał szef rządu Kanady na Forum Ekonomicznym w Davos.

Dodał, że ta "nowa rzeczywistość", co jest dla wielu krajów wiadomością złą. I właściwie to samo, co Carney mówił o Kanadzie, da się powiedzieć i o Polsce. Co więc nas czeka, jeśli system ten się teraz na dobre zawali?

Kowalski straci pracę, Nowak zbiednieje?

Zakończenie epoki globalizacji i załamanie dotychczasowego ładu światowego to dla Polski jedno z największych zagrożeń gospodarczych od wielu lat. Nasz model rozwoju był oparty na wolnym handlu, integracji z Zachodem i udziale w globalnych łańcuchach dostaw. Gdy to się skończy, nasz kraj straci pewien fundament, na którym zbudowaliśmy wzrost gospodarczy ostatnich trzech dekad.

Spójrzmy zresztą na dane: w 1995 r. udział eksportu w polskim PKB wynosił tylko 23 proc., dziś jest to ponad 50 procent. Tylko w produkcji i eksporcie mebli oraz wyposażenia wnętrz Polacy stali się potentatami i odpowiadają za blisko 4 proc. światowego eksportu tego typu produktów.

Do Niemiec, Egiptu i Indii wysyłamy jabłka, a polskie mięso drobiowe i wieprzowe to przysmak, który lata do Chin. Polskie sery i mleko w proszku trafiają do Afryki i Azji. Do USA eksportowane są słodycze.

Na tym się nie kończy. Kosmetyki takich marek jak Ziaja, Inglot, Bielenda czy Eveline trafiają do sklepów w Azji, Ameryce Płd. i na Bliski Wschód. Na nasze maszyny przemysłowe jest popyt w Kazachstanie, Indiach i Egipcie.

Nadal mało? Sprzęt medyczny i technologie zdrowotne made in Poland są kupowane przez kraje afrykańskie. Nawet polskie zabawki cieszą się za granicą popularnością.

Jeżeli teraz światem zaczną rządzić cła i zostanie on podzielony na bloki polityczne, wszystkie te rynki oberwą. I nie będzie to oznaczało tylko mniej dochodów dla ich właścicieli, ale też większe bezrobocie w Polsce.

Słabszy eksport to mniejsze wpływy podatkowe, słabszy złoty, wolniejszy wzrost płac i niższy potencjał rozwoju. W długim horyzoncie oznacza to trwałe obniżenie tempa wzrostu gospodarczego.

Dodatkowo w niestabilnym świecie rosną koszty bezpieczeństwa. Polska, jako kraj frontowy, będzie musiała wydawać więcej na wojsko, by chronić swoje firmy. Te wydatki sprawią, że mniej wydamy na edukację i innowacje, czyli dokładnie te obszary, które decydują o konkurencyjności.

Goodbye friends!

To nie koniec. W najczarniejszym scenariuszu ucieknie z Polski zagraniczny kapitał. Co to znaczy? Przykładowo, Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczych podał, że na dzień 28 stycznia 2025 r. działało w Polsce 104 785 spółek z udziałem kapitału zagranicznego. Od lat co roku powstaje u nas od 6000 do 13 000 nowych firm z kapitałem zagranicznym, a ok. 4000 spółek zmienia właścicieli z polskich na zagranicznych.

Najczęściej chodzi o kapitał z Ukrainy, Niemiec, Białorusi, Holandii, Chin, Wielkiej Brytanii, Włoch czy USA. "Wypompowanie" go z naszego kraju oznacza większe bezrobocie (dziś niemal zerowe), kryzys i inflację (zagraniczni inwestorzy pozbędą się złotówek).

Jak więc widać, powrót do świata z cłami i barierami politycznymi oznacza dla Polski i Polaków realny problem. To skok bezrobocia, problem z dostępnością zagranicznych produktów i spadek wartości oszczędności i zarobków.