Kobieta rozmawiająca przez telefon. W ręku trzyma kartę bankową.
Oszuści wyłudzili 1,3 mln zł w Gorlicach. Zaufali "bankowi" i zostali z niczym. Fot. DimaBerlin/Shutterstock

Telefon zadzwonił w zwykły dzień. Po drugiej stronie ktoś mówił spokojnie, rzeczowo i dokładnie wiedział, jak brzmią procedury bankowe. Kilka dni później na koncie nie było już pieniędzy. W Gorlicach ten schemat powtórzył się więcej niż raz.

REKLAMA

Żadnej pochopnej decyzji ani "kliknania podejrzanego linku". To długi proces. Rozpisany na rozmowy, maile, instrukcje i fałszywe poczucie bezpieczeństwa. W ostatnich dniach mieszkańcy powiatu gorlickiego stracili ponad 1,3 mln zł, bo uwierzyli ludziom, którzy dokładnie wiedzieli, jak brzmi strach.

Metoda "na bank". Milion znika bez śladu

Pierwsza z ofiar przez kilka tygodni pozostawała w kontakcie z osobami podszywającymi się pod pracowników banku. Usłyszała, że ktoś próbuje zaciągnąć kredyt na jej dane, a zgromadzone środki są zagrożone. Każdy kolejny telefon dokładał presji. Każdy mail wyglądał "jak z banku".

Przestępcy wzbudzają realne poczucie zagrożenia i podsuwają jedyne rzekomo bezpieczne rozwiązanie – tłumaczą policjanci z Gorlic.

To rozwiązanie kosztowało kobietę ponad milion złotych. Gdy zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa, pieniędzy nie dało się już odzyskać.

Fałszywe inwestycje i szybkie zyski, które nie istnieją

Drugi przypadek wyglądał inaczej, ale skończył się podobnie. Trzydziestokilkuletni mieszkaniec powiatu gorlickiego poznał w sieci kobietę, która zaproponowała mu inwestowanie w spółki, waluty i surowce. Pojawili się "doradcy", platforma inwestycyjna i obietnice zysków.

Mężczyzna wpłacił 250 tys. zł. Kiedy chciał je wypłacić, usłyszał o ujemnym saldzie i konieczności dopłaty. Kiedy odmówił, kontakt się urwał, a dostęp do konta zniknął.

– Jeżeli coś brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe, to bardzo często jest oszustwem – podkreśla podkom. Gustaw Janas, oficer prasowy KPP w Gorlicach.

Presja, strach i dobrze przygotowany scenariusz

Policja nie ma wątpliwości, że to nie były przypadkowe działania. Oszuści dokładnie przygotowali się do rozmów, znając mechanizmy bankowe i wiedząc, jak wywołać emocje. Działali pod presją czasu, strasząc utratą pieniędzy i podsuwając gotowe instrukcje.

Bank nigdy nie prosi o kody SMS, hasła ani przelewy na "bezpieczne konta" – przypominają funkcjonariusze.

Mimo to te metody wciąż działają. W Gorlicach ta lekcja kosztowała ponad 1,3 mln zł. Wszystko wskazuje na to, że dopóki strach będzie silniejszy niż ostrożność, takich historii będzie tylko więcej.