
Minister gospodarki i innowacji Litwy Edvinas Grikszas chce, by jego kraj razem z Polską utworzył wspólną strefę ekonomiczną, która miałaby znajdować się blisko przesmyku suwalskiego, jednego z najważniejszych miejsc w Europie Wschodniej. Jeżeli wojna z Rosją wybuchnie, to najprawdopodobniej tam. W jakim celu więc inwestować w takim regionie? Wbrew pozorom pomysł jest świetny.
Edvinas Grikszas w czasie wywiadu, jakiego udzielił rozgłośni Żiniu Radijas przyznał, że złożył Polsce interesującą propozycję. Chodzi o stworzenie specjalnej strefy ekonomicznej w miejscowości Kopciowo, która leży w przesmyku suwalskim. Tak, tym, który może okazać się punktem zapalnym w wojnie z Rosją. Litewski polityk jednak nie oszalał.
Litwa chce nowej unii z Polską?
Grikszas w rozmowie z radiem opisał region, który może stać się specjalną strefą ekonomiczną.
— Jest tam 20-hektarowy obszar w rejonie [powiecie] łoździejskim, który zdecydowanie odpowiada potencjalnym inwestorom — powiedział.
Interesująca go miejscowość Kopciowo leży około 10 km od polskiej granicy. To tam przebiega ważny przesmyk suwalski, czyli wąski korytarz wzdłuż granicy polsko-litewskiej, położony między rosyjskim obwodem królewieckim a Białorusią.
To niezwykle ważny teren, gdyż na opanowaniu go zależy Moskwie. To wąskie gardło reżimu Władimira Putina w tej części Europy, które, w razie wybuchu wojny Rosji z NATO, mogłoby zostać wykorzystane przez polskie wojsko. Kto rządzi przesmykiem suwalskim ten jest faktycznym panem Królewca. Innymi słowy, sprawując nad tym terenem kontrolę, możemy szachować Rosjan.
No dobrze, tyle że nie brzmi to jak przepis na zaproszenie do Kociowa dużego biznesu. Nikt o zdrowych zmysłach nie zainwestuje tam dolara. Szczególnie w takiej sytuacji geopolitycznej, którą mamy obecnie. Na Ukrainie trwa wojna, na świecie rośnie liczba punktów zapalnych, a Rosja tylko czeka, by pokazać światu, że artykuł 5 NATO nie działa.
A jednak litewski minister rzucił taką propozycję. Jego pomysł wpisuje się w szerszą strategię władz. Prezydent Litwy Gitanas Nauseda w czasie swojej zeszłotygodniowej wizyty w Warszawie rzucił podobny pomysł: utworzenie wolnej strefy ekonomicznej na terenach przygranicznych obu krajów. Chodzi o zwiększenie rozwoju gospodarczego i wzmocnienie rynku pracy.
Mało tego, w styczniu Polska i Litwa rozważały możliwość stworzenia wspólnego poligonu wojskowego, który znajdowałby się w... tak, Kopciowie.
— Zachęcamy Polskę do rozważenia możliwości rozszerzenia planowanego poligonu w rejonie łoździejskim na Polskę i utworzenia wspólnego obiektu wojskowego obu krajów — powiedział prezydent Litwy. — Byłoby to unikalne rozwiązanie w kontekście NATO, wspólny poligon szkoleniowo-ćwiczeniowy przeznaczony do ochrony wschodniej flanki Sojuszu — dodał.
Czy to tylko naiwny sentyment do Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Nie.
"Europejski Singapur"
Historia Polski (ale też Litwy, innych krajów bałtyckich oraz Ukrainy) uczy, że Europa Środkowo-Wschodnia rośnie w siłę albo przy słabej Rosji, albo w momencie, gdy tworzy zwarty blok polityczno-gospodarczy. Nie bez powodu Rosja carska przez wieki tak prowadziła swoją politykę, by oderwać od unii polsko-litewskiej Kozaczyznę, czyli dzisiejszą Ukrainę, a następnie walczyła ze Szwecją o Inflanty (dziś: Estonia i Łotwa).
Stąd pomysł rządu Litwy niejako nawiązuje to koncepcji sprzed stuleci: zbudowania gospodarczej unii Wilna z Warszawą. Minister Grikszas nie bez powodu zaznaczył, że strefa w Kopciowie byłaby projektem pilotażowym. Jeżeli pomysł wypali, można go przenieść na tereny przygraniczne Polski z Ukrainą, Litwy z Łotwą lub Łotwy z Estonią. A może nawet zbudować "małą Unię Europejską" krajów, które kiedyś tworzyły Polskę Jagiellońską.
To nie szalona koncepcja, ale idea wynikająca z geopolityki i historii.
Argument dotyczący tego, że nikt nie zainwestuje w takim regionie można zbyć właśnie koncepcją założenia w sąsiedztwie poligonu, a może nawet usadowienia tam jednostek wojskowych, które chroniłyby strefy.
Ekonomista prof. Krzysztof Piech wskazuje na coś jeszcze innego. Pomysł ma podstawy we współczesnych modelach: jest zainspirowany tym, jak działa Singapur.
— Dlaczego Singapur jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie? Nie dlatego, że ma dużą armię, bo sąsiedzi mogliby go zdobyć w ciągu paru godzin. Dlatego, że jest tam umiejscowiony wielonarodowy kapitał, którego właściciele są pewnego rodzaju gwarantem bezpieczeństwa — tłumaczył w rozmowie ze mną. — I tak właśnie powinno się zrobić w przesmyku suwalskim, najbardziej wrażliwym miejscu w Unii Europejskiej. Zgromadzić zróżnicowany kapitał z różnych stron i stworzyć strefę wolności gospodarczej — dodał.
I właśnie o to może chodzić Litwinom. W miarę rozwoju strefy, będzie można zaprosić do niej kapitał z innych krajów i niejako powiązać wtedy bezpieczeństwo regionu z interesami dużych firm (a co za tym idzie: rządów) liczących się na świecie państw.
Projekt nie tylko może pomóc nam i Litwie rozwinąć się gospodarczo, ale też zwiększyć nasze wspólne bezpieczeństwo.
Oba kraje od lat współpracują ze sobą na poziomie gospodarczym i wojskowym. Ich rozwój wspiera też Unia Europejska.
Zobacz także
