Robert Kropiwnicki na tle auta z logo KGHM
Poseł Kropiwnicki narozrabiał ws. KGHM. Grozi mu nawet więzienie Fot. Andrzej Trzeciak (CC BY-SA 4.0) / Wikipedia / mat. pras. KGHM / Montaż: INNPoland.pl

Wystarczył jeden wpis w serwisie X (dawniej Twitter), by kurs miedziowego giganta zanurkował, a inwestorzy wpadli w konsternację. Problem w tym, że poseł Robert Kropiwnicki poinformował o odwołaniu prezesa KGHM na kilka godzin przed oficjalnym komunikatem spółki. Komisja Nadzoru Finansowego mówi: sprawdzam. Stawką jest zaufanie do polskiego rynku kapitałowego.

REKLAMA

Piątkowa sesja na GPW przejdzie do historii jako "czarny piątek" dla akcjonariuszy KGHM, ale prawdziwa burza rozpętała się w gabinetach regulatora. Rzecznik KNF, Jacek Barszczewski, potwierdził w weekend wszczęcie procedury sprawdzającej. Nadzór chce wiedzieć, dlaczego informacja cenotwórcza trafiła do mediów społecznościowych, zanim dowiedzieli się o niej wszyscy inwestorzy poprzez oficjalny system giełdowy.

9:47 vs 12:11. Dwie godziny, które wstrząsnęły parkietem

Kluczowa w tej sprawie jest chronologia. Standardem na rynku publicznym jest, że o kluczowych zmianach kadrowych spółka informuje raportem bieżącym w systemie ESPI. Taki raport ze strony KGHM pojawił się w piątek o godzinie 12:11.

Tymczasem już o 9:47 Robert Kropiwnicki, poseł Koalicji Obywatelskiej i były wiceminister aktywów państwowych, opublikował wpis, który nie pozostawiał złudzeń:

"Dzisiaj Rada Nadzorcza KGHM odwołała Prezesa Andrzeja Szydło i wiceprezesa Piotra Stryczka, to zła i niezrozumiała decyzja ludzi świeżo powołanych do rady. To bardzo zła wiadomość dla firmy i regionu" – napisał polityk na platformie X.

Dla inwestorów to był sygnał do wyprzedaży. Reakcja rynku była błyskawiczna – około godziny 10:00, czyli kwadrans po wpisie posła, kurs KGHM zaczął gwałtownie spadać.

Panika na wykresie i interwencja nadzoru

Skala przeceny była drastyczna. Minimum sesyjne osiągnięto po godzinie 11:00, gdy za jedną akcję płacono zaledwie 333,5 zł. Ostatecznie spółka zakończyła dzień ze stratą wynoszącą 10,7 proc. Dla giganta o takiej kapitalizacji oznacza to wyparowanie miliardów złotych wartości rynkowej w kilka godzin.

To właśnie ta sekwencja zdarzeń budzi wątpliwości KNF. Urząd weryfikuje teraz, czy nie doszło do naruszenia obowiązków informacyjnych.

"Analiza obejmie kwestię, czy nie doszło do naruszeń związanych z nieuprawnionym, wcześniejszym ujawnieniem informacji w tej sprawie" – poinformował Jacek Barszczewski.

Podstawowym pytaniem jest to, czy wszyscy uczestnicy rynku mieli równy dostęp do informacji w tym samym czasie. Sytuacja, w której wąska grupa osób (lub obserwujący konkretny profil w social mediach) posiada wiedzę wcześniej niż reszta rynku, jest fundamentalnym naruszeniem zasad giełdowych.

Potężne problemy Kropiwnickiego

Były minister mógł jednym tweetem wpędzić się w olbrzymie kłopoty. Jeśli okaże się, że złamał przepisy, może odpowiedzieć finansowo i karnie. Za nieuprawnione ujawnienie informacji poufnych grozi grzywna do 2 mln zł albo kara pozbawienia wolności do 4 lat, lub obie kary łącznie.

A jeśli okaże się, że Kropiwnicki tę informację wykorzystał (o co go oczywiście nie podejrzewamy), to kara finansowa mogłaby wzrosnąć do 5 mln zł, z kolei widełki pozbawienia wolności wahają się od 3 miesięcy do lat 5. Obie kary mogą być zastosowane łącznie.

Kadrowa karuzela w strategicznej spółce

W tle giełdowego skandalu doszło do faktycznych zmian na szczycie KGHM. Rada Nadzorcza odwołała prezesa Andrzeja Szydło oraz wiceprezesa Piotra Stryczka. Stery w firmie – tymczasowo – przejął Remigiusz Paszkiewicz, oddelegowany z Rady Nadzorczej. Będzie on pełnił obowiązki prezesa maksymalnie przez trzy miesiące, do czasu rozstrzygnięcia konkursu.

KGHM to nie tylko spółka giełdowa, ale aktywo o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa surowcowego Europy. Koncern jest największym producentem miedzi na Starym Kontynencie – surowca uznanego przez UE za krytyczny dla transformacji energetycznej. Każde zawirowanie wokół tej spółki jest więc pilnie śledzone nie tylko w Warszawie, ale i przez zagranicznych inwestorów.