
Dworzec kolejowy w Sochaczewie dla pasażerów jest tylko koljenym punktem po drodze. Kilkanaście minut oczekiwania na pociąg, kawa z automatu, peron. Dla pracowników to przykra codzienność, która coraz częściej przypomina walkę o przetrwanie do końca zmiany. Po zmroku to nie jest już neutralna przestrzeń publiczna. To miejsce, które budzi strach.
Dworzec w Sochaczewie po zmroku zmienia się nie do poznania. Krzyki, bójki, potłuczone butelki, alkohol pity na oczach ludzi. Tak wygląda wieczorna i nocna rzeczywistość poczekalni. Pasażerowie PKP wolą wyjść na mróz, niż zostać w środku. Pracownicy Polskich Kolei Państwowych mówią wprost, że boją się przychodzić do pracy. Jeszcze bardziej boją się z niej wychodzić.
Dworzec w Sochaczewie. "Dla nas jest to sytuacja drastyczna"
To nie są pojedyncze incydenty ani trudni klienci. Pracownicy opisują stałą obecność agresywnych, pijanych mężczyzn, którzy traktują dworzec jak swoje terytorium. Wracają każdego dnia, wiedząc, że nic im się nie stanie. Schodzić im z drogi mają pracownicy dworca i pasażerowie.
"Dla nas jest to sytuacja drastyczna, ponieważ ci panowie są wulgarni, krzyczą, rozbierają się, potrafią się bić między sobą" – mówią pracownice na nagraniach przedstawionych przez TVP. Dodają, że nie wiedzą, co takim osobom "strzeli do głowy", bo bywają agresywne i zachowują się w sposób zupełnie nieprzewidywalny.
Niebezpieczna poczekalnia na dworcu. Nocna zmiana i wulgarne propozycje
Po zmroku dworzec PKP w Sochaczewie pustoszeje. Zostają tylko pracownice i osoby w kryzysie bezdomności. Zdemolowane ogrzewanie nie działa, toalety są ciągle pozajmowane, a alkohol leje się strumieniami. W tym wszystkim są kobiety, które muszą obsługiwać okienka i słuchać zaczepek.
Jedna z nich, w materiale Reporterów TVP, mówi wprost: "Jest tutaj jeden człowiek, który jest taki namolny, dostaje niedwuznaczne propozycje. Ja się po prostu boję z tego powodu wychodzić z pracy. Wychodzę sama, jest ciemno i wychodzę sama. On podchodzi do okienka i mówi, że po prostu ja mu się podobam i ma na mnie ochotę."
To nie jest abstrakcyjna sytuacja, a brzmi jakby nią była. To prawdziwy, namacalny strach związany z drogą do domu i brakiem poczucia, że ktokolwiek zapewni bezpieczeństwo na ulicy w momencie, gdy opuści się budynek dworca.
Policja w Sochaczewie przyjeżdża na dworzec. I odjeżdża
Zgłoszenia na policję są regularne. Czasem nawet kilka razy na dobę. Funkcjonariusze pojawiają się na dworcu PKP w Sochaczewie, legitymują, spisują awanturników, czasem wystawiają mandaty. Efekt? Krótkotrwały.
"To jest policja, spisują ich i to jest wszystko, no bo co. Nawet jak im mandat wystawią, to oni i tak nie zapłacą tego mandatu" – mówią pracownicy w reportażu TVP. Po kilku minutach interwencji sytuacja wraca do punktu wyjścia. Krzyki, wulgaryzmy i zaczepki zaczynają się od nowa.
Bezpieczeństwo na dworcu w Sochaczewie. Odpowiedzialność rozmywa się między instytucjami
Policja nie ukrywa, że ma ograniczone możliwości działania. Jak tłumaczy rzeczniczka sochaczewskiej komendy, dworzec jest przestrzenią publiczną i nie ma podstaw prawnych, by usuwać osoby bezdomne, nawet jeśli są wpływem alkoholu.
Odpowiedzialność za porządek spoczywa na właścicielu obiektu. Tym właścicielem jest PKP. Problem w tym, że spółka nie reaguje. Rzecznik PKP nie odbiera telefonów, nie odpowiada na wiadomości. Administrator dworca przyznaje, że próbuje załatwić ochronę, ale bez efektów. Burmistrz miasta wysyła pisma do PKP i do Ministerstwa Infrastruktury. Odpowiedzi brak. Błędne koło.
System musi działać, ale kosztem zdrowia pracowników
W jednej z rozmów pada pytanie do policjantki, czy według niej dworzec w Sochaczewie jest bezpieczny. Odpowiedź brzmi: "Nie byłam na dworcu w Sochaczewie, ale wiem, że wszędzie jest bezpiecznie". To brzmi absurdalnie w kontekście przedstawionej sytuacji. Trudno o bardziej symboliczne podsumowanie dystansu między oficjalnymi deklaracjami a codziennym doświadczeniem ludzi.
Dla tych osób to nie jest kwestia dyskomfortu. To stan permanentnego napięcia, strachu i bezsilności. Pracownicy PKP mówią o wyczerpaniu psychicznym, o lęku przed kolejną nocną zmianą, o myślach, że jedynym sposobem, by ją przerwać, jest sięgnięcie po pomoc psychiatryczną.
Pociągi w Sochaczewie nadal przyjeżdżają i odjeżdżają punktualnie. System PKP działa, ale nie dla wszystkich. Ludzie, którzy go obsługują, coraz częściej mają wrażenie, że zostali z problemem zupełnie sami.
Dworzec coraz mniej przypomina przestrzeń publiczną, a coraz bardziej coś w rodzaju meliny. Pasażerowie uciekają na zimny peron, a inni po prostu nie mają gdzie uciec, bo tam pracują i są wystawiani na codzienne próby.
Zobacz także
