plastikowa butelka na tle logo sieci IKEA
Czy butelkomaty w Ikei mogłyby być bardziej zajefajne? Musiałyby chyba robić fikołki Fot. Jordi Orts Segalés / Unsplash / charlesdeluvio / Unsplash / Montaż: INNPoland.pl

Wkurzają cię wyblakłe paragony z kaucją walające się po portfelach i kieszeniach kurtek? Rozumiem ten ból! Tymczasem szwedzka sieć IKEA właśnie udowodniła, że oddawanie butelek nie musi przypominać kolekcjonowania makulatury. To rozwiązanie niemal idealne. Szkoda, że inne sieci nie poszły tym tropem.

REKLAMA

W 11 sklepach IKEA w Polsce stoją już butelkomaty, które pokazują, jak powinien wyglądać nowoczesny system kaucyjny.

Koniec z papierologią. Kasa za butelki prosto na kartę

Zapomnij o drukowanych kodach. Mechanizm w IKEA jest do bólu prosty i genialny w swojej wygodzie: wrzucasz puste opakowania, przykładasz kartę płatniczą do terminala na maszynie i gotowe – pieniądze lądują bezpośrednio na twoim koncie. Szybko, czysto i bez zbędnych świstków.

A jeśli należysz do tradycjonalistów i wolisz szeleszczącą gotówkę do ręki? Żaden problem, wystarczy zgłosić się po jej odbiór do sklepowej restauracji (najlepiej przy okazji jedzenia słynnych klopsików).

W zasadzie butelkomaty mogłyby być lepsze tylko w jednym przypadku: gdyby zamiast świstka lub zwrotu na kartę oddawały po prostu gotówkę. Rozumiem, że takie rozwiązanie byłoby skomplikowane i drogie, ale jednocześnie niesamowicie fajne dla dzieciaków. Z doświadczenia wiem, że dzieci bardzo pozytywnie reagują na system kaucyjny. Dzięki niemu mogą nauczyć się segregacji odpadów i przy okazji zarobić parę złotych. O fikołkach żartowałem.

Gigantyczne nieporozumienie z supermarketami

Rozwiązanie IKEI to świetna okazja, by obalić pewien powszechny mit. W wielkich sieciach spożywczych (Lidl, Biedronka, Kaufland czy Żabka) butelkomaty wciąż wypluwają papierowe kupony.

I tu pojawia się problem: wielu Polaków do dziś kompletnie nie rozumie, że kwitek z butelkomatu mogą wymienić w kasie na żywą gotówkę! Żyjemy w masowym błędzie, traktując te wydruki wyłącznie jako "bony rabatowe" na kolejne zakupy.

Oczywiście, dyskontom to bardzo pasuje. Zachęcają nas w ten sposób do wydania tych pieniędzy właśnie u nich. I to działa perfekcyjnie – z doświadczeń innych państw wynika, że aż 87 proc. klientów odpuszcza sobie odbiór gotówki i po prostu obniża rachunek przy kasie.

Dlaczego IKEA ma to, czego nie ma osiedlowy dyskont?

Odpowiedź tkwi w częstotliwości wizyt. Do IKEI nie jeździmy codziennie po świeże bułki. Wypad po meble czy dodatki to rzadsza wycieczka. Drukowanie kuponu na 5 zł, który miałbyś trzymać w portfelu do kolejnej wizyty za pół roku, mijałoby się z celem. Przelew na kartę to w tej sytuacji jedyne logiczne rozwiązanie.

Z kolei dyskonty i markety osiedlowe, gdzie bywamy kilka razy w tygodniu, mogą sobie pozwolić na papierowe zwroty, bo i tak zaraz wrócimy tam na zakupy.

Wygoda ważniejsza niż wysokość kaucji

Jak wynika z badań firmy Biostat, dla Polaków kluczem do sukcesu systemu kaucyjnego wcale nie jest sama wysokość kaucji, a właśnie wygoda zwrotu. Blisko 40 proc. z nas chętniej oddawałoby butelki, gdyby system oferował szybkie przelewy na konto (np. przez aplikację).

Maszyny zwrotne to dziś nie są już zwykłe "skrzynki na puszki". To zaawansowane systemy logistyczno-finansowe. I jak słusznie zauważają eksperci z branży – im bardziej ten proces będzie bezbłędny i zautomatyzowany, tym szybciej wejdzie nam to w nawyk. A IKEA zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko.