
Wojciech Smarzowski kręci nowy film. Tym razem pozwoli się nam cofnąć do jednego z najbardziej tajemniczych okresów naszej historii, czyli początków państwa polskiego i rządów Mieszka I. Jeżeli zainspirowały go kontrowersyjne teorie historyków, możemy otrzymać najgłośniejszą premierę od lat.
Wojciech Smarzowski niedawno przypomniał o sobie "Domem dobrym". Wcześniej polski reżyser wywołał dyskusje przy premierze "Wołynia" i wielkie kontrowersje "Klerem". Teraz artysta kręci dwuczęściowy film o korzeniach państwa polskiego. I jest niemal pewne, że wywoła nim debatę o tym, kim dokładnie jesteśmy i skąd pochodzimy.
Film Smarzowskiego o Słowianach. Polska piastowska jak z "Ojca Chrzestnego"?
Tak, wiem, to były jedne z najnudniejszych lekcji: chrzest Polski w 966 r., bitwa pod Cedynią w 972 r. i cała ta gadka o rządach Mieszka I. Tyle że tak naprawdę to najbardziej intrygujący okres w dziejach naszego kraju. Po prostu autorzy podręczników szkolnych nie są mistrzami w opowiadaniu historii.
Zacznijmy od tego, że do dziś toczą się spory o to, kim był Mieszko I. Do niedawna popularna była teoria o tym, że z pochodzenia był Wikingiem. Miała ręce i nogi, gdyż takie są choćby korzenie państwa ruskiego: Rurykowicze mieli nordycki rodowód i po prostu najechali tereny, które dziś należą do Ukrainy (początków swojej państwowości upatruje tam też Rosja).
Teoria nordycka jest dziś uważana za raczej fałszywą, ale o wiele bardziej wiarygodna jest inna: o tym, że wcześni Piastowie byli zorganizowaną grupą przestępczą, która parała się handlem ludźmi. A działali na terenie współczesnej Polski, gdyż przebiegał tu Jedwabny Szlak, którym transportowano nie tylko przyprawy, ale też żywy inwentarz. Zresztą największy ówczesny targ niewolników znajdował się wtedy w Pradze. Mieliśmy tu swoje Wall Street.
Historycy do dziś kłócą się o to, jaka była prawda. Skąpy zasób źródeł tylko podsyca spekulacje i... inspiruje artystów.
Zobacz także
Najwcześniejsza historia Polski. Smarzowski wbije kij w mrowisko?
Wojciech Smarzowski nie kojarzy się z filmami o średniowieczu, ale w przypadku Piastów trudno o lepszy pomysł dla tego twórcy. No bo czego tu nie ma: karne wybijanie zębów za wyznawanie rodzimej religii zamiast chrześcijaństwa (o tym, jak wypleniano cudzołóstwo, nie napiszę, gdyż jest przed wieczorynką), zdrady rodzinne, walka o władzę, okaleczanie rodzeństwa. Brzmi jak scenariusz "Gry o tron" albo.... film historyczny "Smarzola".
O tej produkcji twórcy "Wołynia" mówi się od lat. Tyle że najpierw miał być serial. Teraz wiadomo, że będzie to film kinowy, podzielony jednak na dwie części (pierwsza część nosi roboczy tytuł "Swadźba", druga "Chrzest"; swadźba to staropolski ceremoniał zaślubin).
Więcej światła na scenariusz rzucił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jego współautor, Wojciech Rzehak ("Kler", "Asymetria").
Mamy zobaczyć to, co działo się wtedy w wielkiej polityce, a do tego ma dojść wątek związany z rodzimymi wierzeniami naszych przodków. "Chcemy pokazać to, co dla naszych przodków było ważne. W co wierzyli, jak oddawali swoim bogom cześć, na jakie sposoby ich życie było wpisane w rytm przyrody. W wiosnę, lato, jesień, zimę" – opisuje scenarzysta.
Wszystko dopełni wątek "awanturniczy". I na razie nic więcej nie wiadomo, ale sama historia wczesnych Piastów może sugerować, że Smarzowski będzie w swoim żywiole: dostaniemy i okrucieństwo, i hipokryzję kleru, i wyliczankę polskich przywar. Ot, prequel "Domu złego", "Wołynia" i "Kleru".
Na obecnym etapie produkcji trwają przygotowania techniczne: powstaje gród Mieszka I. "Obecnie trwają rozmowy o budowie grodów Mieszka. Nie idziemy w kierunku technologii 3D, spora część dekoracji powstanie od zera" – wyjaśnił Rzehak.
Na tym nie koniec. Piastów trzeba jeszcze jakoś ubrać. "Przed nami szycie ubiorów i przygotowanie uzbrojenia" – dodał scenarzysta.
Co ciekawe, film pojawi się na srebrnym ekranie w wersji z napisami. Nie, nie dlatego, że ktoś tu chce podbić rynki anglojęzyczne. Słowianie nie gęsi i swój język mieli.
"Piszemy scenariusz po polsku, potem siądą nad nim specjaliści od języka dawnych Słowian. By dla widza wszystko było zrozumiałe, na ekranie pojawią się polskie napisy. Opieramy się na badaniach archeologicznych i opiniach fachowców" – zastrzegł Rzehak w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
