Tancerki go-go i automat na tle obrazu Gdańska ze zdrapaną farbą.
Bezczelni naganiacze, wszechobecne meleksy, neony klubów ze striptizem, odpustowe automaty do zabaw ostentacyjnie szpecące ikoniczne lokalizacje. Fot. Patryk Kosmider/Adnaneditz/Shutterstock/materiały własne/kompozycja SLL

Bezczelni naganiacze, wszechobecne meleksy, neony klubów ze striptizem i odpustowe automaty do gier ostentacyjnie szpecące ikoniczne lokalizacje. To ciemna strona najpiękniejszej i najchętniej odwiedzanej części Gdańska. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. Rozwiązanie tych problemów, jakie od lat leżało na stole, właśnie zostało odłożone hen wysoko na trudno dosięgalną półkę. Urzędnicy przestraszyli się przedsiębiorców, którzy oprotestowują pomysł utworzenia na Głównym Mieście parku kulturowego.

REKLAMA

Gdańsk. Długa, ulica pełna naganiaczy

Spacerowaliście ostatnio ulicą Długą? Jeśli lubicie mocne wrażenia, to polecam zwłaszcza pokonanie wizytówki Gdańska po 22:00. Jest szansa uzbierać bingo w postaci nawet kilkunastu zaczepek od naganiaczy z klubów ze striptizem. Coraz częściej nie wystarcza zwykła odmowa, bo zdarzało mi się, że naganiacz – po usłyszeniu że nie mam ochoty na oglądanie gołych pań zakończone dosypaniem mi czegoś do drinka i ogołoceniem konta – po prostu zaczynał mnie wyzywać.

"Przyjemność" spotkania promotorów klubów go-go jest zwykle zarezerwowana dla facetów. Ale za to już każdy przechodzień, niezależnie od wieku i płci, może mieć niemal gwarantowane to, że jego przechadzka po Głównym Mieście skończy się ciągłymi i głośnymi propozycjami niezapomnianej wycieczki po Gdańsku rozklekotanym meleksem.

logo
Władze Gdańska zapowiadały, że park kulturowy pomoże w uregulowaniu działalności firm oferujących przejażdżki meleksami.

A nawet jeśli odmówi, bo woli swoje auto, to pewnie i tak na którejś z ulic trafi na korek wywołany przez jadącego ślimaczym tempem elektryka. Jeśli dorzucimy do tego podobne naganiackie praktyki stosowane przez niektóre restauracje, to wyłoni nam się z tego obraz wizytówki jednego z najpiękniejszych polskich miast, która sama chce do siebie zniechęcić odwiedzających.

Park kulturowy miał ucywilizować Główne Miasto

I to nie jest tak, że w polskim prawie nie istnieją instrumenty pozwalające uporać się z takimi plagami. Jest bowiem możliwość utworzenia w wydzielonej strefie miasta parku kulturowego. To rozwiązanie dające gospodarzowi danego terenu możliwości wprowadzenia ograniczeń dotyczących między innymi działalności reklamowej czy emitowanego hałasu (który jest nie tylko uciążliwy, ale też niezdrowy). Parkiem kulturowym jest chociażby wrocławska starówka, ale też część stołecznego Wilanowa, Stare Miasto w Poznaniu czy okolice twierdzy w Kłodzku.

Gdańsk już raz próbował w obrębie historycznego śródmieścia utworzyć park kulturowy. Konsultacje zaczęły się w 2021 roku, a już w 2023 prezydent Aleksandra Dulkiewicz ogłosiła, że żadnego parku na razie nie będzie. Powód?

– Park Kulturowy narzucał dużo ograniczeń i nowych wydatków dla przedsiębiorców, którzy już i tak są bardzo mocno obciążeni finansowo. Niektórzy do dzisiaj odczuwają skutki finansowe pandemii, a galopująca inflacja, gigantyczne wzrosty cen energii i rosnące koszty pracy są dla naszych gdańskich firm, restauracji, sklepów coraz bardziej kłopotliwe – mówiła wtedy prezydentka Gdańska.

logo
Jeden z klubów przy ulicy Długiej, przy którym działają promotorzy-naganiacze.

Zaznaczmy, że dla restauratorów główną osią sporu jest kwestia ogródków, a konkretnie długość czasu ich funkcjonowania. Mieszkańcy postulują zwijanie ich już o 22:00, a gastronomia woli działać bez ograniczeń.

Oburzenie mieszkańców Śródmieścia, którzy od lat skarżą się na wszechobecny hałas, sprawiło że pomysł parku kulturowego wrócił, i to szybko. W maju 2025 roku Dulkiewicz ogłosiła, że teraz inicjatywa nabierze wiatru w żagle i po procesie konsultacji już w 2026 roku uchwała trafi pod głosowanie. Konsultacje się odbyły, oczywiście znowu w atmosferze sporu na linii mieszkańcy – przedsiębiorcy i właśnie okazało się, że ci drudzy mają kolejny powód do świętowania. Bo termin wprowadzenia parku kulturowego i ucywilizowania tej części miasta został właśnie przełożony o kolejny rok.

Gdańsk. Nocne kluby vs mieszkańcy 2:0

I o ile trzy lata temu argumentem były pandemia i inflacja, to teraz trudno nie odnieść wrażenia, że wyciągana jest klasyczna wymówka w stylu "tu trzeba usiąść na spokojnie". Temat parku kulturowego został już przedyskutowany na wszystkie możliwe sposoby podczas pierwszych konsultacji, drugie były więc tylko powtórzeniem listy argumentów.

Nie ma więc racjonalnych powodów, żeby decyzję odkładać w czasie. A jednak władze Gdańska ugięły się pod argumentami przedsiębiorców. Zwłaszcza tych, którym park kulturowy przeszkodziłby w hałasowaniu i zaczepianiu przechodniów.

Tymczasem czas ucieka, bo gdańskie śródmieście – choć na oko pełne ludzi – w zatrważającym tempie się wyludnia. I nie chodzi tu o turystów, a o stałych mieszkańców, którzy wyprowadzają się do bardziej spokojnych dzielnic, mając dość hałasu, chaosu i awantur.

W zabytkowych kamienicach hurtowo powstają kolejne apartamenty na wynajem, a wszyscy wiemy, że sąsiad w postaci Booking czy AirBnB to niemal gwarant regularnych imprez za ścianą. Kwestię pijackich awantur na ulicach w jakimś stopniu uspokoiło wprowadzenie w Gdańsku ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu, ale problemu nocnych klubów w żadnym stopniu to nie załatwiło, a w pewnej mierze dało im dodatkowy tlen. Chętni na napoje wyskokowe, których pragnienie złapie w nocy, nie mają już czego szukać na stacji benzynowej, za to w klubie go-go jak najbardziej.

logo
Paczkomat, kram z ciuchami, boxer, a w tle zabytkowy budynek Katowni.

Wygląda na to, że urzędnicy z Gdańska dostali swego rodzaju rozdwojenia jaźni. Bo z jednej strony pewnie wprowadzają kolejne ograniczenia, rozszerzają strefy płatnego parkowania czy budują kolejne przejścia dla pieszych na ruchliwych ulicach w centrum. A z drugiej, gdy do głosu dochodzą prowadzący szkodliwą działalność przedsiębiorcy, to nagle następuje u nich decyzyjny paraliż.

Taka "uroda" stolicy Pomorza?

Kończy się to tak, że dziś wychodząc z autobusu na Bramie Wyżynnej – przystanku mającym rozpoczynać przygodę z przepięknie odbudowanym po wojnie Głównym Miastem – zanim zobaczysz Złotą Bramę musisz minąć trzy automaty bokserskie, w które można przywalić na dobry początek spaceru.

Po ominięciu flotylli meleksów wraz z ich głośnymi szyprami trafisz na lokale, które nie chcą skusić cię swoją kartą czy renomą, tylko po prostu liczą na to, że nie odmówisz tarasującemu ci drogę promotorowi. Do wieczora już w ogóle stracisz ochotę na szwendanie się, bo na chodniki wyłażą wtedy specjaliści ds. handlowych klubów ze striptizem, nazywanych czarnymi dziurami, szczególnie ceniących upojonych zbyt mocnym piwem turystów z Anglii czy Skandynawii.

Póki co władze Gdańska zdają się twierdzić, że taka już stolicy Pomorza kultura i uroda. Po co psuć ją jakimś parkiem kulturowym, skoro pieniądz się zgadza? A mieszkańcy? Oni mają siedzieć cicho. I napawać się hałasem zza okna.