
Warszawa wreszcie doczeka się hali sportowej, która nie będzie reliktem poprzedniej epoki. I to jest okej, ale kiedy opada początkowy entuzjazm zaczyna się analizowanie. Wtedy pojawia się wiele pytań. Jedno z nich brzmi: Czy stolica naprawdę buduje obiekt na miarę swoich ambicji, czy raczej na miarę minimalnych potrzeb?
Nowa hala powstanie na warszawskiej Ochocie, na terenach sportowych Skry i na terenach Pola Mokotowskiego. Ma pomieścić około 6 tysięcy widzów. Koszt inwestycji przekracza 230 mln zł, a pierwsze wydarzenia planowane są na 2028 rok. Obiekt ma być dedykowany wydarzeniom sportowym m.in. koszykówka i siatkówka. Ma dać stołecznym klubom miejsce, które mogą nazwać domem. Problem w tym, że gdy spojrzymy szerzej – na inne miasta i na realne potrzeby kibiców – trudno nie mieć wrażenia, że Warszawa celuje o wiele niżej, niż powinna.
Warszawa nadrabia sportowe zaległości. Nowa hala wydaje się koniecznością
Przez lata stolica była sportowym paradoksem. Największe miasto w Polsce, ogromny rynek, setki tysięcy kibiców i jednocześnie brak hali, która spełniałaby współczesne wymagania. Hala Torwar, choć zasłużona, od dawna odstaje pojemnością i funkcjonalnością, a jej modernizacje nie zmieniają faktu, że to obiekt z innej epoki.
Efekt? Największe imprezy omijały Warszawę, a kluby musiały improwizować. Legia gra w hali na Bemowie, Dziki na hali Koło, a siatkarski Projekt Warszawa funkcjonuje w przestrzeni, która nie przystaje drużynie rywalizującej w Lidze Mistrzów. Nowy obiekt to wreszcie szansa, żeby skończyć z tym sportowym "tułactwem" i stworzyć coś na miarę XXI wieku.
Warszawska hala na 6 tysięcy miejsc. To nie jest poziom europejskich imprez
Właśnie tutaj zaczyna się największy zgrzyt. Sześć tysięcy miejsc to liczba, która w Warszawie brzmi po prostu skromnie. Zwłaszcza gdy spojrzymy na inne miasta w Polsce. Kraków, Gliwice czy Trójmiasto mają hale na 15-17 tysięcy widzów. Nawet Katowice ze Spodkiem wyraźnie wyprzedzają stolicę.
Nie chodzi już tylko o kwestię prestiżu czy wyglądu. Większe hale przyciągają większe wydarzenia, większe pieniądze i większe zainteresowanie. Pozwalają organizować turnieje, mecze reprezentacji, finały europejskich rozgrywek. Warszawa z halą na 6 tysięcy miejsc już na starcie ogranicza swoje możliwości.
Przy większych meczach np. siatkarska Ligi Mistrzów czy koszykarskie puchary, kibice będą walczyć o bilety jak o papier toaletowy w czasach pandemii COVID-19. Stolica Polski nadal nie będzie oczywistym wyborem dla największych imprez sportowych w Europie.
Projekt, Legia i Dziki pod jednym dachem. Skala hali nie pasuje do ambicji klubów
Nowa hala ma być wspólnym domem dla trzech klubów: siatkarskiego Projektu Warszawa oraz koszykarskich Legii Warszawa i Dzików Warszawa. Każdy z nich ma powody, żeby oczekiwać czegoś więcej niż "wystarczającego" obiektu.
Projekt Warszawa to drużyna z europejskimi ambicjami, grająca w Lidze Mistrzów i walcząca o najwyższe cele. Legia regularnie pojawia się w europejskich rozgrywkach i ma jedną z największych baz kibiców w kraju. Dziki to klub, który dynamicznie się rozwija i już zdobywa doświadczenie na arenie międzynarodowej. To nie są zespoły, które grają tylko dla siebie. One potrzebują przestrzeni, atmosfery i skali.
Jako kibic wiem, że siatkówka i koszykówka w Polsce potrafią przyciągać tłumy. Wystarczy jeden hitowy mecz, żeby okazało się, że 6 tysięcy miejsc to zdecydowanie za mało. Zamiast pełnych trybun i sportowego święta może pojawić się frustracja, bo chętnych będzie więcej niż miejsc.
Nowa hala w Warszawie powstaje, ale rozczarowuje. To wciąż za mało jak na stolicę
Nie ma wątpliwości co do tego, że ta hala była potrzebna. Bardzo dobrze, że w końcu powstaje. Warszawa nie chce być sportową prowizorką i zaczyna nadrabiać wieloletnie zaległości. To krok w dobrą stronę.
Jednak trudno pozbyć się wrażenia, że to zbyt ostrożny krok. Stolica kraju, z klubami grającymi w Europie i ogromnym potencjałem kibicowskim, buduje halę, która już na starcie wygląda kiepsko. Nie została jeszcze wybudowana, a już teraz budzi wątpliwości. Warszawa wreszcie dostaje halę. Szkoda tylko, że nie taką, która naprawdę robi wrażenie i odpowiada europejskim, a nawet i polskim standardom.
