Wizualizacja tęczy na Placu Zbawiciela, Przemysław Czarnek oraz wykrzyknik. Tęcza wraca na Plac Zbawiciela. Prawica oburzona na "Łuk LGBT+"
Tęcza wraca na Plac Zbawiciela. Prawica oburzona na "Łuk LGBT+" Fot. Screen z profilu Prawa i Sprawiedliwości na X oraz screen z profilu Nowa Tęcza na Facebooku

Słynna instalacja, tęcza, wraca na plac Zbawiciela w Warszawie po ponad dekadzie. Projekt "Łuk LGBT+" wygrał w budżecie obywatelskim dzięki Warszawiakom, a nowa konstrukcja za 700 tys. zł ma być niepalna. Tymczasem prawica już grzmi, bo nie podoba im się wynik głosowania mieszkańców stolicy. Politycy tacy jak Przemysław Czarnek i Konrad Berkowicz podsycają nastroje.

REKLAMA

Tęcza wraca na plac Zbawiciela w Warszawie. "Łuk LGBT+", bo tak nazywa się projekt, zwyciężył w głosowaniu na warszawski budżet obywatelski. Nowa instalacja ma być jednak bardziej odporna na zniszczenia niż poprzedniczka. I chociaż jeszcze nie powstała, oburzyła już prawicowych polityków.

Wielki powrót Tęczy na plac Zbawiciela i burzliwa przeszłość

Poprzednia słynna instalacja artystki Julity Wójcik stała najpierw w 2011 przed budynkiem Parlamentu Europejskiego w Brukseli by potem trafić na warszawski plac Zbawiciela i stać tam w latach 2012-2015.

Tęcza, jako symbol kojarzący się m.in. ze społecznością LGBT+(lecz nie tylko, to również np. symbol przymierza ludzi z Bogiem), była również wielokrotnie atakowana przez środowiska prawicowe. Przez 3 lata na placu Zbawiciela była 7-krotnie podpalana, a w 2015 roku została zdemontowana ze względu na koniec umowy dotyczącej ekspozycji.

W 2026 Tęcza ma wrócić. Projekt o nazwie "Łuk LGBT+" wygrał w głosowaniu budżetu obywatelskiego, uzyskując prawie 7 tys. głosów. Ze względu na trudną przeszłość poprzedniej instalacji, nowy projekt zakłada użycie materiałów, które mają być "jak najmniej palne". Budowa nowej instalacji ma kosztować 700 tysięcy złotych. Konstrukcja ma być gotowa już w czerwcu 2026 roku.

Prawica oburzona głosowaniem Warszawiaków. Czarnek: Państwo polskie nie pozwoli

Bez zaskoczenia, projekt spotkał się z oburzeniem prawej strony. Przemysław Czarnek, kandydat na premiera z ramienia PiS-u, w rozmowie z tygodnikiem "Sieci" mówi, że w Polsce jest miejsce na takie instalacje, jednak nie powinny być sponsorowane z pieniędzy rządu.

"Oczywiście, że państwo polskie zareaguje na to, nie pozwoli (...) W Polsce jest miejsce dla wszystkich, także dla środowisk LGBT, także dla sztuki promującej lewicowe podejście do życia, ale na pewno nie będzie to finansowane przez państwo kierowane przez mój rząd" mówi Czarnek.

Ciężko tu jednak nie zauważyć pewnej sprzeczności. Projekt nie będzie bowiem realizowany z rządowych środków, a z pieniędzy budżetu obywatelskiego Warszawy. Poza tym, dlaczego "państwo polskie ma na to nie pozwolić". Projekt został wybrany, drogą demokratyczną, głosami mieszkańców. Pozostaje jedynie "docenić" to, że Przemysław Czarnek zgadza się na obecność w Polsce także tych osób, które nie podzielają jego światopoglądu.

Berkowicz igra z ogniem

Nowa Tęcza oburzyła również posła Konfederacji Konrada Berkowicza. Znany z afery z kradzieży patelni w IKEI polityk w ledwo zawoalowany sposób zachęca do ponownego spalenia instalacji należącej do Warszawiaków.

Już w czerwcu do Warszawy wraca tęcza. Będzie to niepowtarzalna okazja do robienia sobie pięknych zdjęć. Zachęcam pisze ironicznie na X poseł załączając do wpisu zdjęcie człowieka z flagą Polski obok podpalonej tęczy.

Tu rodzi się pytanie: czy poseł na Sejm RP, powinien nawoływać do wandalizmu i niszczenia mienia publicznego? Immunitet nie zwalnia z odpowiedzialności za przestrzeń wspólną, a mandat parlamentarzysty powinien służyć do stanowienia prawa, nie zaś do sugerowania jego łamania.