
Mówisz w pracy, że jest za zimno. Że ludzie chorują. Że tak dalej się nie da pracować. Zgłaszasz to raz, drugi, trzeci. Mija miesiąc i nic się nie zmienia. Dopiero kiedy prosisz o pomoc kogoś z zewnątrz i sprawa zaczyna wybrzmiewać publicznie, wszystko przyspiesza. Taką drogę przeszła Katarzyna Kiwerska, była kierowniczka sklepu Dino w Sochaczewie. Wiedziała, że może zapłacić za upomnienie się o prawa pracownicze, ale nie spodziewała się, że sprawa przybierze aż taki obrót. Mówi o tym w InnPoland.
Dino w Sochaczewie stało się jednym z tych miejsc, o którym zimą mówiła cała Polska. Niskie temperatury, zgłoszenia do centrali Dino bez reakcji, a wreszcie interwencja poselska Adriana Zandberga i... decyzja Dino, by zwolnić kierowniczkę sklepu.
Ta sytuacja wywołała dyskusję o warunkach pracy w handlu, o tym, czy pracownicy mogą mówić głośno o problemach i co się dzieje, kiedy to robią. InnPoland rozmawia z Katarzyną Kiwerską, zwolnioną kierowniczką z Dino, żeby pokazać, jak to wygląda z jej perspektywy. Poprosiliśmy o komentarz również samą sieć Dino, jednak do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Kierowniczka Dino zwolniona po interwencji Zandberga. Kiwerska: Zrobiłabym to jeszcze raz
Kiwerska nie opowiada tej historii jak czegoś, co spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Raczej jak sytuację, której rozwój była w stanie z grubsza przewidzieć, nawet jeśli nie znała dokładnego momentu ani formy. Kobieta nadal jest poruszona. W jej słowach czuć rozczarowanie. Kiwerska mówi, że wszystko potoczyło się według smutnego schematu.
– W tym momencie emocje powoli opadają. Jest mi przykro w całej tej sytuacji, że firma mnie tak potraktowała. Jednak znając mechanizmy, jakie tutaj działają, spodziewałam się takiego obrotu sytuacji – mówi InnPoland zwolniona kierowniczka Dino.
Na razie Katarzyna Kiwerska nie myśli o szukaniu nowej pracy. Najpierw chce uporządkować to, co zostało po decyzji Dino, czyli kwestie formalne i prawne. Dopiero później przyjdzie czas na kolejne kroki zawodowe.
Kiedy proszę ją, żeby opisała to, co się stało w Dino, nie sprowadza tego do pojedynczego zdarzenia. Mówi raczej o powtarzalnym mechanizmie, który opiera się na strachu.
– Cała ta sytuacja jest dla mnie próbą pozbycia się pracownika, który wymaga respektowania przepisów. Chodzi o zastraszanie w ten sposób innych, aczkolwiek firma nie pochyla się nad istotą problemu, który się pojawił – mówi zwolniona kierowniczka sklepu.
Pytam ją o moment zwątpienia. Czy żałuje, że nagłośniła sprawę łamania praw pracowniczych w Dino? Kiwerska przyznaje, że taka myśl przyszła jej do głowy, ale szybko została wyparta przez coś innego:
– To trwało tylko chwilę. Jednak ze względu na mój zespół, który tam tworzyliśmy, nie żałuję i pewnie znowu upomniałabym się o godne warunki pracy.
Zobacz także
Poseł Adrian Zandberg ujawnia problem w Dino. Efekt? Poprawa warunków pracy i zwolnienie sygnalistki
Zanim sprawę poznała opinia publiczna, przez około miesiąc funkcjonowała wyłącznie wewnątrz sklepu. Zgłaszany problem z temperaturą spotykał się z zerową reakcją przełożonych. Jak mówi Kiwerska, nie był to jednorazowy incydent, tylko powtarzalna sytuacja wpisana w codzienność pracy, szczególnie w okresie zimowym.
Wtedy dochodziły problemy przy kasach ustawionych przy wejściu. Drzwi praktycznie się nie zamykały, do sklepu przenikało zimno. Temperatura stawała się jeszcze bardziej dokuczliwa dla pracowników Dino. Na pytanie o to, jak wyglądały próby rozwiązania sprawy przez centralę, Kiwerska nie chce wchodzić w szczegóły.
Punktem zwrotnym była interwencja poselska Adriana Zandberga (Partia Razem) z 4 lutego 2026 roku. Problem przestał być wewnętrzną sprawą Dino i stał się tematem debaty publicznej. "Weszliśmy właśnie z interwencją poselską do pomieszczeń w Sochaczewie. Mamy udokumentowane naruszenie przepisów. PIP o tym wie, kontroli ciągle nie ma. Firma bezczelnie odmawia rozmowy. Robienie z ludzi mrożonki się opłaca" – napisał wtedy poseł Zandberg na platformie X.
Interwencja poselska – jak podkreśla Kiwerska – była możliwa dzięki wsparciu związkowców z OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu. Właśnie oni zwrócili się do posła Partii Razem, który postanowił pomóc w nagłośnieniu tematu.
– Poseł Zandberg pojawił się na interwencji poselskiej dzięki związkowi zawodowemu OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu i za tę pomoc jestem bardzo wdzięczna. Dzięki niemu w naszym, ale też w innych marketach zrobiło się ciepło.
Podczas wizyty polityk sprawdził temperaturę w Dino i podjęto próby kontaktu z osobami odpowiedzialnymi za sytuację. Bez efektu.
– Poseł Zandberg skontrolował temperaturę, próbował również skontaktować się z osobami odpowiedzialnymi za tę sytuację w firmie. Niestety też został odesłany z niczym.
Po tej interwencji problem niskiej temperatury w sklepach Dino, który przez tygodnie nie doczekał się rozwiązania, schodzi na dalszy plan. Uwaga centrali Dino przenosi się na Katarzynę Kiwerską, która nagłośniła łamanie praw pracowniczych. Krótko później w sieci zapada decyzja o zwolnieniu kobiety. Oficjalny powód? W dokumentach mowa jest o tym, że Katarzyna Kiwerska naruszyła zasady panujące w Dino.
– Zarzucono mi naruszenie procedur i wpuszczenie osób nieupoważnionych na magazyn, aczkolwiek podczas interwencji poselskiej poseł nie był osobą nieuprawnioną. Ciężko udowodnić jakie warunki panują za zamkniętymi drzwiami – tłumaczy była kierowniczka sklepu.
Wcześniej Kiwerska nie otrzymywała żadnych skarg ani uwag dotyczących swojej pracy. Ze sklepem była związana od samego początku jego działalności, przechodząc kolejne etapy awansu. Do momentu, gdy upomniała się o marznących kolegów, była dobrym pracownikiem.
– Od zwykłego kasjera przeszłam wszystkie stopnie. Byłam młodszym zastępcą, potem zastępcą kierownika i kierownikiem – opowiada Kiwerska.
Z jej relacji wynika, że decyzja Dino o jej zwolnieniu zapadła bez wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych czy rozmów. Kierowniczka Kiwerska została zwolniona dyscyplinarnie i nie dostała żadnej szansy na odwołanie.
Pracownicy Dino mówią "dość". Ludzie chorują, a obowiązków przybywa
W tej rozmowie wyraźnie widać, że nie chodzi tylko o jedną decyzję kadrową, ale o szerszy kontekst pracy w Dino, który – jak opisuje Kiwerska – wiąże się z rosnącą liczbą obowiązków i za małą liczbą pracowników.
– Praca w Dino jak wszędzie w handlu jest ciężka i każdy się z tym liczy, ale tutaj dochodzą ogromne braki kadrowe. Jest coraz więcej obowiązków i zadań, których wykonania wymaga się od tej samej liczby osób. W zimie co roku zgłaszane są problemy temperatury, ta zima nie była pierwsza. Problemem są kasy usytuowane zaraz na wprost drzwi, doprowadza to po prostu pracowników do chorób, co też wpływa na płynność i wydajność pracy – tłumaczy zwolniona kierowniczka sklepu.
Na koniec rozmowy Kiwerska kieruje wyraźny komunikat do innych pracowników.
– Pozostałym pracownikom Dino mogę życzyć tylko siły i odwagi, żeby nie godzili się na takie warunki, bo tylko wtedy uda się coś zmienić. Ja teraz będę działać dla nich jako działacz związku zawodowego. Zachęcam do przystąpienia do OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu. Będziemy dalej działać na rzecz poprawy warunków pracy – zapowiada Katarzyna Kiwerska.
Dziemianowicz-Bąk reaguje na zwolnienie pracownicy Dino. Ministerstwo zarządza pilną kontrolę PIP
Sprawa zwolnienia Katarzyny Kiwerskiej nie przeszła bez echa na szczeblu centralnym. Zainteresowała się nią Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, szefowa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, która zapowiedziała pilną kontrolę w tej sprawie. Resort zwrócił się do Państwowej Inspekcji Pracy o sprawdzenie, czy w działaniach pracodawcy nie doszło do naruszenia przepisów.
"Upominanie się o zdrowie i bezpieczeństwo współpracowników to podstawa godna pochwały, nie odwetu" – podkreśla ministra.
Pod lupą znalazły się nie tylko same warunki pracy, ale też sposób traktowania osób, które decydują się mówić o niesprawiedliwościach i łamaniu prawa w dużych sieciach handlowych.
Zgłoszenia w Dino i brak reakcji. Kto mówi głośno, ryzykuje wszystko
Zaczyna się od rzeczy, które dla wielu pracowników mogą być codziennością. Zimno na zmianie. Przeciągi przy wejściu. Obowiązki, które rosną szybciej niż liczba ludzi w grafiku. Zgłoszenia problemów, które trafiają wyżej i po prostu znikają. Mija dzień, tydzień, miesiąc i nic się nie zmienia. Dopiero kiedy sprawa wychodzi poza miejsce pracy, pojawia się reakcja. Szybka, zdecydowana, ale skierowana przeciw sygnalistce.
Ta sprawa nie dotyczy jednego sklepu Dino ani jednej decyzji. Pokazuje mechanizm, który pracownicy znają aż za dobrze. Kiedy wszystko działa, nikt nie zadaje pytań. Kiedy przestaje działać i ktoś zaczyna pytać lub prosić, staje się problemem. Właśnie dlatego najważniejsze pytanie pojawia się na końcu: ile osób widzi problem w miejscu pracy i milczy, bo wie, czym może się skończyć zabranie głosu.
