
Warszawa i inne polskie miasta przeżywają właśnie chwile grozy. Służby zostały postawione w stan najwyższej gotowości po serii zgłoszeń o podłożonych ładunkach wybuchowych. Większość zgłoszeń dotyczy przedszkoli i placówek edukacyjnych. Z naszych informacji wynika, że ewakuacja dzieci przebiegła sprawnie.
Kaskadowo spływające informacje rzekomym zagrożeniu bombowym uderzyły w poniedziałek w szereg instytucji edukacyjnych. Ich ofiarą padło przynajmniej kilkanaście warszawskich przedszkoli i szkół. Podobna sytuacja jest w Poznaniu. Spływają też ciągle informacje z innych miast.
Warszawskie i poznańskie przedszkola oraz szkoły będą mogły wrócić do pracy dopiero po dokładnym, rygorystycznym przeszukaniu obiektu przez zespoły minersko-pirotechniczne.
Na razie wiemy, że ewakuowane zostało przedszkole nr 340 "Kasztanowego Ludka" na warszawskich Bielanach, przedszkole nr 397 "Ziarenko" przy ul. Komorskiej 6 na Pradze. Ciągle spływają do nas również informacje o innych placówkach, które zostały zmuszone do ewakuacji.
Z nieoficjalnych na razie informacji wynika, że sprawcy powiadomili o bombach w przynajmniej kilkunastu przedszkolach i szkołach w całej Warszawie. Część dyrektorów podjęła decyzję o ewakuacji uczniów, nauczycieli i personelu.
Policja ze stolicy Wielkopolski informuje o 4 alarmach bombowych. Na tę chwilę wiemy, że chodzi o Szkołę Podstawową nr 27 na os. Winiary i przedszkole nr 155.
Niewidzialne koszty głupoty. Kto za to zapłaci?
Nie da się nie zauważyć, że podobne alarmy bombowe nasiliły się w ostatnich tygodniach. Dotyczą całej Polski. Kilka dni temu ewakuowano Centrum Nauki Kopernik, szkołę i przedszkole w Kielcach. Nie wiadomo na razie, czy to głupie żarty, czy działania inspirowane przez obce służby. Rozmach operacji świadczy raczej o tym drugim.
Zobacz także
Dwa dni wcześniej w Warszawie również pojawiło się kilka tego typu alarmów. Ewakuowano kilka szkół, informacje o ładunkach nie potwierdziły się.
Strach i stres ewakuowanych dzieci i nauczycielek to jedna strona medalu. Druga to potężne, wymierne straty finansowe. Każdy taki fałszywy alarm to gigantyczne obciążenie dla budżetu państwa i samych instytucji.
Uruchomienie specjalistycznych jednostek policji, wyjazd patroli saperskich, zablokowanie ulic, zaangażowanie straży pożarnej i ratowników medycznych – to wszystko generuje koszty liczone w dziesiątkach, a czasem setkach tysięcy złotych.
Do tego dochodzą straty samych zaatakowanych placówek, utrzymywanych za pieniądze podatników.
Przypomnijmy: fałszywy alarm bombowy to nie jest żart. Zgodnie z art. 224a kodeksu karnego za wywołanie go grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a w przypadku wielokrotnych zgłoszeń sankcja może wzrosnąć do od 2 do 15 lat.
Nie da się też nie zauważyć, że problem narasta. W listopadzie 2025 roku Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości informowało o zatrzymaniu siedmiu mężczyzn podejrzanych o wywołanie ponad 380 fałszywych alarmów skierowanych do przeszło 1500 obiektów w całej Polsce, w wyniku czego ewakuowano niemal 12 tysięcy osób.
