
Piątek 13 lutego pani Joanna zapamięta na długo. Tego dnia brygadzistka jednego z centrum dystrybucyjnych Dino została zwolniona dyscyplinarnie. Powód? Zrobienie fotografii posiłku regeneracyjnego. Zwolniona (i zdumiona!) była pracownica Dino podzieliła się z nami swoją historią. – Dino Polska, jak czytamy w wypowiedzeniu, zarzuca pracującej złamanie pracowniczego regulaminu, który zabrania pracownikom udzielania jakichkolwiek informacji wychodzących z zakładu pracy, dotyczących jego funkcjonowania. Czy ktoś widział większą prawną i obyczajową hucpę? – emocjonują się związkowcy.
W opowieści pani Joanny przeplata się motyw trzynastki. Jednak to, co ją spotkało, nie było kwestią pecha, tylko świadomej decyzji kierownictwa, któremu nie spodobało się, że zrobiła zdjęcie posiłku regeneracyjnego w Dino.
– I to jeszcze zwolniono mnie w piątek 13-tego około 13.00, jakże to znamienne. Gdybym dalej chciała żartować, to jeszcze mogłabym zaproponować pani tytuł, że "dostała w d***, bo pokazała zupę", ale tak naprawdę nie za specjalnie to wszystko śmieszne – zauważa moja bohaterka.
Dino. Zwolniona za zdjęcie zupy mówi, że była dobrą pracownicą
Pani Joanna Nykiel pracę w jednym z magazynów Dino Polska zaczęła niecałe dwa lata temu w kwietniu. Jest jedną z nielicznych zatrudnionych tam osób (a rozmów o Dino odbyłam już dziesiątki), która na samą pracę i płacę nie narzeka.
– Rodzaj pracy mi się podobał, towarzystwo też. Kierownictwo, które było bezpośrednio nade mną, też było w porządku, a dzięki nadgodzinom płaca była zadowalająca –opowiada pani Joanna w rozmowie z InnPoland.
Jej zaangażowanie i sumienność zostały docenione, bo po kilku miesiącach pracy jako szeregowy pracownik kobieta awansowała na brygadzistkę.
– Zawsze chętnie przychodziłam na nadgodziny i w swoje "okienka", czyli w dni wolne. Pod koniec lata zaczęto nawet sugerować, żebym trochę odpoczęła, bo wyśrubowałam już wszystkie związane z nadgodzinami limity – zauważa.
I tak jak lato i jesień w pracy minęły pani Joannie pracowicie i względnie przyjemnie, tak mijająca zima była już mało miła.
– Zrobiło się naprawdę "niefajnie". Zimno na magazynie jakby się nasiliło. W krytycznym momencie mrozów na nocce w hali mieliśmy pewnej nocy 2 stopnie Celsjusza. Nasz Dział Opakowań jest charakterystyczny. Chłodny, bo ciągle pracujemy przy otwartych rampach, gdzie wciąż przyjeżdżają tiry, które trzeba rozładować. Mamy zamontowane nawiewy, ale nie były włączone i nadaremnie można było szukać odpowiedzi u kierownictwa dlaczego – mówi.
Ciężkie warunki pracy w magazynie Dino
Gdy Pani Joanna opowiada, ja wyobrażam sobie to tak: dmuchawy z ciepłym powietrzem nie działają, więc na paletach, które stoją już w pomieszczeniu, wciąż zalega śnieg. Zgrabiałe ręce, zimny nos i para unosząca się z ust. Grube ubrania krępują ruchy. W takiej sytuacji jak na zbawienie czeka się pewnie na przerwę z ciepłym posiłkiem regeneracyjnym.
Przypomnijmy: podanie takiego bezpłatnego obiadu przy wymagającej fizycznie pracy w trudnych warunkach jest obowiązkiem pracodawcy. W myśl art. 232 Kodeksu Pracy pracodawca jest obowiązany zapewnić go zatrudnionym po 3-4 godzinach od startu pracy. Serwowane jedzenie powinno mieć odpowiednie proporcje węglowodanów, tłuszczów i białek, i mieć – uwaga – około 1000 kalorii.
Posiłki regeneracyjne w Dino
I tu przechodzimy do powodu całej afery. Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcie. Czy ta ciecz wygląda jak coś, co może mieć chociaż 500 kalorii? Za zrobienie zdjęcia "regeneracyjnej" zupie pani Joanna straciła pracę w Dino.
W centrum dystrybucyjnym Dino, gdzie była zatrudniona Pani Joanna, na regeneracyjne obiady nikt z utęsknieniem nie czekał. – Nigdy nie było idealnie, ale chyba z nowym rokiem był jakiś nowy przetarg, bo ich jakość jeszcze bardziej się pogorszyła – mówi pani Joanna. – Nie wiem, kto próbował na nas zaoszczędzić, decydując o takiej jakości zupy: pan Biernacki czy nasz kierownik centrum… Chodziły pogłoski, że z ceny 5 zł za osobę zeszli jeszcze niżej – relacjonuje była pracownica Dino.
– Co to było? Jak smakowało? – dopytuję. Pani Joanna: – A jak może smakować woda z mrożonymi, sinymi warzywami właściwie bez żadnych przypraw? Wielu osobom nie tylko to nie smakowało, ale przysparzało problemów gastrycznych. Po pierwszych dniach większość osób już po prostu nawet już nie pobierała tych obiadów.
Zdjęcie zupy było anonimowe. Dino wytropiło autorkę
Kobieta podkreśla, że personel nieraz zgłaszał zastrzeżenia kierownictwu w związku ze zbyt niską jakością posiłków, jednak bez rezultatu.
Więc gdy w styczniu o Dino zrobiło się głośno, a OPZZ Konfederacja Pracy zaczął zajmować się tropieniem i nagłaśnianiem łamania praw pracowniczych w sieci, kobieta uderzyła w sprawie jakości posiłków regeneracyjnych właśnie do związkowców.
– Potrzebny był dowód, więc pewnego dnia wyciągnęłam telefon na przerwie, pstryknęłam i wysłałam. Nie zamieściłam zdjęcia zupy w swoich social mediach z negatywnym podpisem, jak sugerują niektórzy. Po prostu przekazałam zdjęcie OPZZ – opowiada pani Joanna.
Potwierdza to również Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy:
– Zawsze wszystko dokładnie sprawdzamy, więc fakty za pomocą zdjęcia chcieliśmy zweryfikować i teraz. Zanim wypuściliśmy zdjęcie w świat zanonimizowaliśmy je: wycięliśmy pierścionki i "obcięliśmy" paznokcie, by nikomu nie zaszkodzić, ale Dino musiało przeprowadzić swoje wewnętrzne śledztwo.
Gdy związkowcy opublikowali zdjęcie, a ono obiegło sieć, pani Joanna zdała sobie sprawę, że historia może przybrać dla niej niekorzystny obrót, ale pracowała dalej.
– Wiadomo, Dino bardzo nie lubi, jak się mu "fika" – zauważa była pracownica. Nadal jednak nie miała pojęcia, jak surowa czeka ją kara.
Warunki pracy w Dino poprawiły się po burzy medialnej
Pani Joanna przez jakiś czas pracowała w trochę lepszych, "cudownie" odmienionych warunkach. Jak mówi, w lutym po publikacjach i nagłośnieniu sprawy w Dino zmienił się dostawca posiłków, jedzenie znów się trochę polepszyło, nawiewy z ciepłym powietrzem zaczęły działać, a na bramie głównej zamontowano specjalną ochronną folię. Szybko okazało się jednak, że za doprowadzenie do poprawy warunków pracy w Dino przyjdzie jej słono zapłacić. Gdy w piątek 13 lutego została wezwana do biura kierownika głównego centrum, nie czuła się zaskoczona. Zaskoczenie przyszło chwilę później, gdy okazało się, że karą za sfotografowanie zupy nie będzie pouczenie, obcięcie premii czy nawet nagana. Pani Joannie jako dowód winy zaprezentowano zdjęcie zupy, a potem wręczono wypowiedzenie pracy w trybie natychmiastowym bez zachowania okresu wypowiedzenia. I nalegano na jego pilne podpisanie. Stało się jasne, że mimo dobrego wykonywania swoich obowiązków w pracy nie ma już czego szukać.
Robiąc zdjęcie posiłku regeneracyjnego złamała regulamin
– Głównym zarzutem wobec mnie było to, że robiąc zdjęcie, złamałam regulamin obiektu. Wypowiedzenie sugerowało też, że wykonałam zdjęcia, które później sama umieściłam w sieci wraz z negatywnym komentarzem, co spowodowało późniejszą nagonkę na firmę. Na koniec podkreślano, że to zdjęcie zakłamuje rzeczywistość – opisuje pani Joanna.
Kobieta nie podpisała dyscyplinarki, argumentując, że nie zgadza się z zarzutami i wyszła z biura. Jak relacjonuje, po kilku minutach znów zażądano, by stawiła się w pomieszczeniu i nakłaniano do złożenia podpisu.
– To, że nie można robić zdjęć w obiekcie, to chyba jakiś żart. Będąc brygadzistką, niejednokrotnie robiłam zdjęcia na hali i wysyłałam je do biura, bo taki przyjęto sposób przepływu informacji. Tak też informowałam innych, gdy przyjeżdżała lodówka z towarem w środku. Jak dzwoniłam do biura z powyższymi sprawami, zawsze słyszałam odpowiedź: "Zrób zdjęcia lodówki i dokumentów i przyślij". O telefonach służbowych nie było mowy, do pracy używało się prywatnego – zauważa. Z powyższego można wysnuć przypuszczenie, że smartfon wyposażony w aparat był narzędziem pracy brygadzistki i miała pełne prawo mieć go przy sobie. Dlatego, gdy drugi raz poszła w sprawie wypowiedzenia do biura, również miała go w kieszeni.
Pracownica Dino zwolniona za zupę zrobiła zdjęcie swojego wypowiedzenia
Drugą wizytę w biurze pani Joanna wspomina źle.
– Ten drugi raz poczułam się już naprawdę osaczona. Kierownik powiedział, że nie da się usunąć tych zapisów z wypowiedzenia i mam podpisać takie, jakie jest. A ja – nie wiem jak, ale wstąpiła we mnie jakaś dziwna siła, determinacja i odwaga – znów wyciągnęłam telefon, żeby pstryknąć tym razem nie zupę, a dokument, który dano mi do podpisu.
Tego zwierzchnik pani Joanny miał już nie wytrzymać. Jak relacjonuje kobieta – wyrwał jej wypowiedzenie mówiąc, że znów łamie prawo, a ona szybko opuściła gabinet, a niedługo potem budynek.
Bezpośredni przełożeni, jak wynika z opowieści pani Joanny, byli zdziwieni całą tą sytuacją. Wcześniej bowiem nie uprzedzono ich o konsekwencjach, jakie mają być wyciągnięte wobec ich pracownicy.
Taki tryb działania nie dziwi związkowców. Jendrusiak: – To milczenie, kluczenie i brak przepływu informacji są charakterystycznym znakiem Dino. W normalnie działającej firmie, gdy pojawi się taka, nazwijmy to, kryzysowa, niecodzienna sytuacja, zwołuje się jakieś zebranie czy naradę. Informuje o sprawie poszczególne szczeble. Tu znów działano w tajemnicy i przez zaskoczenie.
Pani Joanna wróciła w piątek 13. do domu wcześniej, jednak nie po to, by cieszyć się nadchodzącym weekendem.
Dalsza część tekstu poniżej:
Zobacz także
Zwolniona z Dino nie wie, czy będzie w stanie dalej tam pracować
– Przez cały weekend w głowie kotłowały mi się najróżniejsze myśli. To była jedna z najbardziej przykrych sytuacji w moim życiu. Do pracy zawsze podchodziłam z oddaniem i bardzo poważnie, o czym może świadczyć szybki awans i te nadgodziny. W poniedziałek (16 lutego – red.) stawiłam się w firmie oddać buty i odzież. Aż łzy się do oczu cisnęły, gdy żegnałam się z koleżankami i kolegami. Czy tam jeszcze wrócę? Nie wiem. Emocje są duże, nie wiem, czy bym chciała.
O to, czy są w ogóle jakiekolwiek formalne szanse, aby pani Joanna do pracy wróciła, pytam znów Międzyzakładową Organizację OPZZ Konfederacja Pracy.
– Dino Polska, jak czytamy w wypowiedzeniu – zarzuca pani Joannie złamanie pracowniczego regulaminu paragrafu 12 punkt 1, który zabrania pracownikom udzielania jakichkolwiek informacji wychodzących z zakładu pracy, dotyczących jego funkcjonowania. A ja się pytam, czy ktoś widział większą prawną i obyczajową hucpę? – emocjonuje się Jendrusiak.
OPZZ w sprawie zwolnionej dyscyplinarnie przygotowuje pozew przeciw Dino
Działacz związkowy kontynuuje: – Wypowiedzenie pani Joanny można uznać za bezprawne, gdyż zostało ono przeprowadzone w sposób rażąco naruszający Kodeks Pracy. Pominięto art. 38 KP, który mówi, że każde zwolnienie lub zmiana warunków pracy (pomijając te za porozumieniem stron), musi być skonsultowane ze związkami zawodowymi. Tu tej procedury zabrakło.
OPZZ ma już zebrane od zwolnionej wszystkie dokumenty i lada dzień będzie składał pozew przeciwko Dino Polska z wnioskiem o zabezpieczenie. Co to w praktyce oznacza?
Dino. Zwolniona za zupę szybko może zostać przywrócona do pracy
– Pani Joanna została wyrzucona bezprawnie, z dnia na dzień, w każdej chwili może zostać bez środków do życia. Wnioskujemy, aby pracownica miała możliwość jak najszybszego powrotu do pracy, a w tym czasie sprawa sądowa równolegle będzie toczyła się dalej. Wnioski o zabezpieczenie rozpatrywane są dość szybko – mówi InnPoland Jendrusiak.
– "Szybko". Co to znaczy? – dopytuję.
– Od 3 do 6 miesięcy – odpowiada.
Zatyka mnie, przez chwilę panuje cisza.
– To naprawdę szybko biorąc pod uwagę, że cała sprawa może się ciągnąć od 3 do 5 lat – tłumaczy Jendrusiak.
Pół roku bez pracy, gdy ma się rodzinę do wykarmienia, a pani Joanna ją ma, brzmi fatalnie. Jak się jednak dowiaduję: sygnalistka ma prawo w tym czasie podjąć inną pracę zarobkową. Nie jest prawnie "zamrożona".
Jak Dino dotarło do sygnalistki
Zastanawia mnie jeszcze jedno: jak kadry zarządzające Dino w ogóle dowiedziały się o tym, kto jest autorem krążącej po sieci fotografii zupy?
Prawdopodobnie z monitoringu.
I ja również mówiąc z przekąsem: ucząc się od "najlepszych", będę dla Państwa tę sprawę z detektywistycznym zacięciem godnym kadr zwierzchniczych Dino – monitorować. Oczywiście skontaktowałam się z centrum prasowym Dino Polska prosząc o zajęcie stanowiska w powyższej sprawie. Bez odpowiedzi.
