
Wyjące syreny, patrole pirotechniczne i pospiesznie ewakuowane instytucje, w tym przedszkola – tak wyglądała środa w sercu miasta. Za ten skrajnie nieodpowiedzialny popis głupoty zapłacimy wszyscy, tracąc nerwy i publiczne pieniądze. Ale kiedy cyberpolicja w końcu zapuka do drzwi sprawców, czekają ich drakońskie kary i rachunki, których mogą nie spłacić do końca życia.
Każde zgłoszenie o podłożonym ładunku wybuchowym uruchamia procedury bezpieczeństwa, za którymi idą obciążenia finansowe. W przypadku ewakuacji przedszkola na miejsce powinno być zadysponowanych kilka załóg policji do zabezpieczenia terenu, zablokowania ulic i wytyczenia strefy bezpiecznej.
Takie sytuacje mają dziś miejsce w Warszawie. Miasto zostało wystawione na próbę przez serię najprawdopodobniej fałszywych alarmów bombowych. Doniesienia mówią aż o 200 przedszkolach i szkołach, do których dotarły fałszywe zawiadomienia o podłożeniu ładunków wybuchowych.
Kluczowym elementem każdej takiej operacji jest interwencja wyspecjalizowanego patrolu minersko-pirotechnicznego, nierzadko wspieranego przez przewodników z psami tropiącymi. W rejonie zdarzenia w gotowości muszą pozostawać również zastępy straży pożarnej oraz zespoły ratownictwa medycznego.
Ile kosztuje fałszywy alarm bombowy?
Roboczogodziny kilkudziesięciu funkcjonariuszy i ratowników, amortyzacja specjalistycznego sprzętu oraz zużycie paliwa sprawiają, że koszt operacyjny obsługi tylko jednego obiektu tego typu wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Jeśli placówka znajduje się w newralgicznym punkcie miasta, dochodzą do tego koszty zarządzania ruchem – np. wstrzymanie lub organizacja komunikacji zastępczej. Warto zaznaczyć, że organy ścigania po ujęciu sprawcy rutynowo występują do sądu z wnioskiem o całkowity zwrot kosztów akcji na rzecz interweniujących służb.
A sądy rzadko podchodzą do sprawców z wyrozumiałością. Mamy na to przykłady: mężczyzna, który kilka lat temu wywołał fałszywy alarm na lotnisku w Modlinie, został skazany na półtora roku więzienia i 100 tysięcy złotych kary finansowej.
Koszty pośrednie: efekt domina i obciążenie psychologiczne
Znacznie trudniejsze do bezpośredniego zaksięgowania, choć równie dotkliwe dla gospodarki, są ukryte koszty pośrednie. Zamknięcie przedszkola w środku dnia wywołuje natychmiastowy łańcuch reakcji na lokalnym rynku pracy. Rodzice ewakuowanych dzieci są zmuszeni do opuszczenia swoich miejsc zatrudnienia lub spóźnienia się na zmianę.
Oznacza to tysiące utraconych roboczogodzin, nagłą dezorganizację procesów biznesowych u dziesiątek pracodawców oraz spadek dziennej produktywności, co w skali makro generuje realne, ale trudne do oszacowania straty finansowe.
Zobacz także
Równolegle należy uwzględnić koszty psychologiczne, które w przypadku najmłodszych wymagają późniejszego zarządzania. Choć procedury ewakuacyjne są w placówkach oświatowych regularnie ćwiczone, realna akcja z udziałem umundurowanych służb i nagłe przerwanie codziennej rutyny stanowią dla dzieci silny stres.
Wynika on z braku zrozumienia sytuacji przez dzieci oraz nagromadzenia nietypowych bodźców (sygnały świetlne, pośpiech, napięcie dorosłych).
Po tego typu incydentach placówki często muszą angażować dodatkowe zasoby pedagogiczne i psychologiczne w celu zredukowania napięcia w grupie i przywrócenia poczucia bezpieczeństwa, co stanowi dodatkowe obciążenie dla systemu opiekuńczego. Podobnemu, nagłemu stresowi poddawany jest personel odpowiedzialny za bezpieczeństwo ewakuacji oraz sami rodzice.
Jakie kary grożą sprawcom fałszywych alarmów bombowych?
Takie sytuacje, niestety coraz częstsze w Polsce w ostatnich tygodniach, są odpowiednio opisane w przepisach. Oto te, na podstawie których mogą być sądzeni sprawcy:
Oczywiście sytuacja zmienia się, gdy alarm nie jest fałszywy i rzeczywiście ktoś podłożył bombę, a potem o niej zawiadamia. Wtedy w grę wchodzi jeszcze silna odpowiedzialność karna. Tak czy inaczej, za fałszywe alarmy bombowe płacimy my wszyscy, podatnicy. Jeśli ostrożnie przyjmiemy, że koszt alarmu w jednej placówce to 10 tys. złotych, to przy "żarcie" obejmującym 200 placówek mówimy o, lekko licząc, 2 milionach złotych, które idą w błoto.
