Restauracja Sfinksa i giełdowy inwestor.
Akcje Sfinksa okazały się wczoraj giełdowym hitem. Foto: Stock 4you, Kristi Blokhin/Shutterstock

Na GPW da się czasami zarobić jak na kryptowalutach. Przykładem jest spółka Sfinks Polska, której akcje okazują się być inwestycyjnym hitem. A wszystko dzięki temu, że firma otrzymała ofertę od funduszu inwestycyjnego z Malty. Czy więc pyszną shoarmę na ostro będzie nam wkrótce serwować ktoś inny niż dotychczas?

REKLAMA

"Kupuj plotki, sprzedawaj fakty" – głosi słynne giełdowe powiedzenie. Jak na razie nowi inwestorzy Sfinksa robią to pierwsze. To jednak wystarczy, gdyż akcje firmy podrożały wczoraj o ok. 40 proc.

Cena akcji w górę. Sfinks jest na sprzedaż?

Spółka Sfinks Polska poinformowała we wtorkowym komunikacie o tym, że otrzymała niewiążącą ofertę nabycia "zorganizowanej części przedsiębiorstwa". Kto więc chce kupić sieć, w której sprzedają twoją ulubioną shoarmę na ostro z frytkami i bukietem surówek? No właśnie, tu pojawiają się schody.

Najpierw zobaczmy jednak, jak zareagował na te rewelacje rynek.

Jeszcze w poniedziałek na wykresie akcji spółki wiało nudą. Kurs jednej akcji znajdował się przy 0,39 zł. Tyle że po ogłoszeniu ostatnich rewelacji cena skoczyła do ok. 55 zł. Środową sesję otworzyła wartość 0,57 zł. W końcu nastąpiła korekta, ale tylko do 0,49 zł. To nadal sporo więcej niż początkiem tygodnia.

Inwestorzy rzucili się więc na zakupy. Czy zrobili dobrze? Grają pod jakiś przełom, który może przynieść zakup sieci przez nowego właściciela. Kto ma nim jednak zostać? Podmiotem tym jest fundusz inwestycyjny zarejestrowany na Malcie. I tyle. Nie znana jest nawet jego nazwa.

Choć to nie porada inwestycyjna, już sam skąpy zasób danych sugerowałby ostrożność.

Co jeszcze wiemy o możliwym przejęciu Sfinksa?

Czy wiemy coś jeszcze? To, że potencjalny nabywca analizuje możliwość przeprowadzenie transakcji za pośrednictwem dedykowanej spółki celowej, a samo przejęcie jest uzależnione od spełnienia standardowych warunków inwestycyjnych (m.in. wyników badania due diligence (chodzi o proces szczegółowej, obiektywnej analizy kondycji firmy).

To, że sama oferta ma charakter niewiążący, oznacza, że żadna ze stron nie jest formalnie zmuszona do kontynuowania rozmów. Kolejne żółte światło skierowane w stronę spekulantów.

Co zaś dokładnie ma objąć transakcja? Chodzi o działalność franczyzową prowadzoną pod marką SPHINX. W grę wchodzi sprzedaż składników majątkowych i niemajątkowych.

Gdy poznamy szczegóły łatwiej będzie oszacować, czy giełdowe byki słusznie ruszyły do boju, czy jedynie zostały sprowokowane spekulacyjną, czerwoną płachtą.