
Polacy przestają bać się drożyzny – majowe dane GUS przyniosły potężny spadek obaw inflacyjnych po marcowym szoku. Choć twarde wskaźniki gospodarcze pokazują, że ceny wciąż rosną, w naszych głowach zapanował zaskakujący optymizm.
Z najnowszych, majowych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce wyraźnie słabną obawy inflacyjne, a nastroje społeczne i gospodarcze przesuwają się w stronę prognoz dotyczących niższych wzrostów cen. Główny Urząd Statystyczny regularnie pyta Polaków o to, jak ich zdaniem będą zachowywać się ceny w sklepach przez najbliższy rok.
Wyniki tych ankiet GUS przelicza na specjalny wskaźnik w skali od -100 do +100. Im wyższy plus, tym więcej osób spodziewa się drożyzny. Jeśli wskaźnik spada, oznacza to, że czarne chmury nad naszymi portfelami zaczynają rzednąć.
Wiosenne uspokojenie po marcowym skoku
Jak podaje serwis Strefa Inwestorów, przełom zimy i wiosny przyniósł spore zawirowania w naszych nastrojach. Jeszcze na początku roku (styczeń i luty) poziom obaw przed inflacją oscylował wokół 20 punktów. Jednak w marcu nastąpił gwałtowny skok niepokoju – wskaźnik wystrzelił aż do poziomu 33,3 pkt. To pokrywało się z realnymi danymi z gospodarki, choć szok paliwowy związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie wystarczył, by w psychice konsumentów zapaliły się wszystkie czerwone lampki.
Zobacz także
Najnowsze, majowe dane przynoszą jednak wyraźną ulgę, a strach ma krótkie nogi. Wskaźnik prognoz spadł do poziomu 24,7 pkt. To wyraźny zjazd w dół w porównaniu do marca i kwietnia, co pokazuje, że Polacy zaczynają patrzeć w przyszłość z nieco większym optymizmem. Warto jednak zauważyć, że twarde dane z gospodarki nie są aż tak różowe – kwietniowy odczyt potwierdził, że inflacja znów pręży muskuły, bo wskaźnik CPI sięgnął 3,2 proc. rok do roku.
Szczegółowe odpowiedzi z majowej ankiety
Gdy przyjrzymy się szczegółowym odpowiedziom z majowej ankiety, widać wyraźne przesunięcie nastrojów w kierunku niższej inflacji:
Dane z ankiet pokazują pewną ulgę, ale warto pamiętać, że odczucia konsumentów przy kasie często rozjeżdżają się z oficjalnymi wskaźnikami makro. Ten paradoks świetnie tłumaczy analiza, w której pokazano, że zakupy są coraz droższe, choć inflacja spada – wskaźnik CPI to średnia z całego koszyka, podczas gdy konkretne kategorie (np. używki, chemia czy część produktów spożywczych) potrafią rosnąć znacznie szybciej.
