koncert rockowy
Aktywiści chcą zablokować Letnią Scenę Progresji. Foto: flickr

Organizacja Miasto Jest Nasze chce zablokować działalność Letniej Sceny Progresji. Chodzi o cykl koncertów, które odbywają się przy klubie Progresja. Zdaniem aktywistów organizatorzy "skazują mieszkańców na hałas".

REKLAMA

Miasto Jest Nasze, największy ruch miejski w Polsce, działający głównie w Warszawie domaga się interwencji w sprawie Letniej Sceny Progresji, która, jak twierdzą aktywiści, ma utrudniać okolicznym mieszkańcom życie.

Letnia Scena Progresji, czyli coś, co zostało po pandemii

Najpierw przypomnijmy tło tych wydarzeń. W 2020 r., gdy trwała pandemia COVID-19 i organizacja koncertów w klubach była mocno utrudniona lub wręcz niemożliwa, powstała Letnia Scena Progresji. Klub Progresja przeniósł po prostu swoją działalność na świeże powietrze.

Aktywistów Miasto Jest Nasze oburza jednak, że inicjatywa nadal trwa, a "klub zarabia na niej miliony, bezkarnie wrzucając szkody wyrządzane mieszkańcom w koszty tej działalności". Dodaje, że "liczba koncertów na Letniej Scenie Progresji wzrosła z 5 w 2024 r. do 36 w 2026 r." i dzielnica "skazuje mieszkańców na hałas". Do tego – jak dodaje organizacja – właściciele klubu mają wykorzystywać luki w prawie. Chodzi o to, że normy hałasu nie muszą być respektowane, gdy chodzi o imprezy masowe. A takowymi są koncerty na Letniej Scenie.

To niejedyny taki spór w stolicy – niedawno głośno było o tym, po co pchać techno do zabytków, gdy imprezy w Wilanowie i Łazienkach wywołały burzę wokół hałasu i dobrostanu zwierząt.

Miasto Jest Nasze narzeka też na to, że sama scena stoi na miejscu przez okrągły rok, a klub tylko "formalnie ją demontuje", w praktyce ją obniżając.

Mieszkańcy mają tego dosyć

Ponoć okoliczni mieszkańcy mają już tego dosyć: są zmęczeni nie tylko samymi koncertami, ale też próbami dźwięku, które – co zrozumiałe – odbywają się przed występami artystów i też potrafią trwać dość długo.

Nawet na tym nieszczęścia okolicznych mieszkańców się nie kończą. Problemem są też samochody melomanów, które blokują ul. Fort Wola. "Nie wjadą mieszkańcy, nie wjedzie też pomoc: karetka ani straż pożarna. Auta stoją na pasach, zakazach i trawnikach, a ci, którym nie udało się kupić biletu, piją i bawią się na ulicy za płotem klubu. Wypłoszone ze swoich siedlisk zwierzęta błąkają się po okolicy", załamują ręce aktywiści.

Miasto Jest Nasze twierdzi, że w poniedziałek 13 lipca władze dzielnicy skierują pismo do wojewody o wyłączenie tego terenu z możliwości organizowania imprez masowych. Stowarzyszenie od lat walczy zresztą o miejski porządek – dzięki niemu nocna prohibicja w Warszawie staje się realna.

Cios w kulturę?

Jak na razie klub nie odpowiedział na zarzuty aktywistów. Warto jednak też spojrzeć na sprawę z jego perspektywy. Progresja to jedno z najdłużej działających miejsc, w których można posłuchać na żywo legendy rocka i metalu. Możliwe, że pandemię przetrwało głównie dzięki Letniej Scenie.

Do tego po prostu jest ważnym miejscem na koncertowej mapie Polski. Wkrótce zagra tam Skunk Anansie, legenda sceny hardcore'a, zespół Biohazard, Primus, Savatage, ale też muzycy grający lżejsze dźwięki, jak choćby Kayah z Goranem Bregovićem.

Możliwe, że rozwiązaniem powinno być wypracowanie pewnego kompromisu, a nie całkowite zakazanie organizacji Letniej Sceny, np. ograniczenie działalności koncertowej w tym miejscu tylko do określonych dni.

Sonda

Czy jesteś za likwidacją Letniej Sceny Progresji?

0 odpowiedzi