
O Bielsku-Białej mówi dziś cała Polska. Niestety nie dlatego, że miasto jest w tym roku Polską Stolicą Kultury. Powodem jest incydent w autobusie z udziałem 54-letniego mężczyzny, który zwyzywał ukraińskie dzieci na tle narodowościowym. Nagranie ataku trafiło do sieci i stało się viralem. Czy miasto straci na tym wszystko wizerunkowo i gospodarczo? InnPoland zapytał bielskich samorządowców.
Bielsko-Biała. Atak Polaka na ukraińskie dzieci w autobusie
Jak podaje portal Bielsko.biala.pl, w sobotę 11 lipca jednym z bielskich autobusów jechały dwie 11-letnie dziewczynki z Ukrainy. Trzymały nogi na fotelu. Uwagę zwrócił im 54-latek. Gdyby skończyło się tylko na tym, sprawy zapewne by nie było. Problem w tym, że mężczyzna zaczął wyzywać dziewczynki na tle narodowościowym i płciowym. Krzyczał między innymi, że mają "wyp... na swoją Ukrainę", jedną z nich nazwał "ukraińską k...".
– Robicie, co chcecie! – krzyczał do dzieci. – Skończy się to niedługo! – dodał rozjuszony.
Co gorsza, sprawa zaczęła być wykorzystywana przez antyukraińskie środowiska. W sieci pojawiły się m.in. posty sugerujące, że mężczyzna zareagował tak mocno, gdyż został przez dziewczynki opluty, więc to dzieci go sprowokowały. Jednak to nieprawda.
O skomentowanie sprawy Bielsko.biala.pl poprosiło Miejski Zakład Komunikacyjny (MZK). Prezes Hubert Maślanka zaprzeczył tej wersji zdarzeń. Podobnie prokuratura.
MZK przekazał, że "nagranie z monitoringu, z zapisem obrazu i dźwięku, zostało zabezpieczone przez Policję i stanowi materiał dowodowy w prowadzonym postępowaniu", z tego też względu, "a także z uwagi na regulacje o ochronie danych osobowych, spółka nie ma możliwości jego udostępnienia ani publikacji".
MZK przyznał także, że 54-latek jest jego pracownikiem, zatrudnionym na stanowisku kierowcy, ale od dłuższego czasu przebywającym na zwolnieniu lekarskim. Sprawą zajmują się już służby.
Wiceprezydent: skrajna prawica uderza w interesy gospodarcze miasta
Stolica Podbeskidzia w tym roku jest Polską Stolicą Kultury. Afera z pewnością nie poprawia wizerunku miasta.
Wiceprezydent miasta Przemysław Kamiński podkreśla, że "sobotnie wydarzenia z autobusu linii nr 8 głęboko nim wstrząsnęły".
– Agresja wymierzona w bezbronne, 11-letnie dzieci z Ukrainy to absolutny upadek ludzkiej empatii. Ofiarom tego ataku przekazuję płynące z serca wsparcie: Bielsko-Biała jest Waszym bezpiecznym domem – zapewnia.
Wskazuje jednak na to, że "fakt, że sprawcą okazał się pracownik naszej miejskiej spółki MZK, jest niedopuszczalny". – Chcę jednak z dumą podkreślić postawę kierowcy autobusu, który natychmiast stanął w obronie dziewczynek i wyrzucił agresora. To jest właśnie prawdziwa, empatyczna twarz naszego miasta. Wobec sprawcy natychmiast wyciągamy surowe konsekwencje dyscyplinarne – dodał.
Sam wskazuje na to, że to, co się stało, jest efektem działania polityków: konkretnie skrajnej prawicy, która "bezkarnie szczuje na obcokrajowców".
Zobacz także
Atak na małe Ukrainki w autobusie. Bielsko-Biała straci pracowników z Ukrainy?
Czy Bielsko-Biała straci na tym wszystkim wizerunkowo i gospodarczo? Przecież incydent to jasny sygnał dla innych Ukraińców, że nie są mile widziani w mieście, jakkolwiek gorliwie nie zaprzeczaliby temu politycy.
Kamiński uspokaja i przytacza konkretne dane, które sugerują, że "Mały Wiedeń" stał się już domem dla wielu osób z Ukrainy.
– Musimy pamiętać, że w Bielsku-Białej i powiecie pracuje legalnie kilkanaście tysięcy Ukraińców. Są oni niezwykle ważną częścią naszej lokalnej gospodarki. Mam ogromną nadzieję, że ten jeden ohydny incydent nie popsuje naszych dobrych relacji i że obywatele Ukrainy wciąż będą uważać nasze miasto za świetne i bezpieczne miejsce do życia oraz pracy – podsumowuje wiceprezydent.
Dodajmy, że dziś w Bielsku-Białej mieszka około 16 700 cudzoziemców, jak wynika z eksperymentalnego badania GUS. Największą ich część stanowią obywatele Ukrainy. Odnotowano nawet lekki wzrost obcokrajowców, gdyż na początku 2025 r. zatrudnionych było w mieście 16,5 tys. cudzoziemców.
Podobnie jak Kamiński na sprawę patrzy Marcin Szarek, radny sejmiku śląskiego z KO, który w rozmowie z InnPoland podkreśla, że "sprawa jest oburzająca", ale wpisuje to wszystko w szerszy, negatywny trend. Polityk podkreśla, że "takie zdarzenie mogło odbyć się w każdej części naszego kraju".
– Myślę, że nie wpłynie to na wizerunek miasta Bielska-Białej, które w tym roku piastuje tytuł Polskiej Stolicy Kultury. Myślę, że takie zdarzenia są incydentalne i nie będą się powtarzały – stwierdził Szarek w rozmowie z InnPoland.
Nieco inaczej na sprawę patrzy radny Bielska-Białej Nikodem Ankudowicz (także z KO). – Ostatnia sytuacja w autobusie, jest po prostu niedopuszczalne. Na takie zachowania nie ma i nigdy nie będzie zgody w naszym mieście – zaczął swoją wypowiedź dla InnPoland.
Wskazał na to, że "Bielsko-Biała ciężko pracuje na miano miasta otwartego, nowoczesnego i przyjaznego". – Jesteśmy przecież Pierwszą Polską Stolicą Kultury, a kultura to nie tylko teatry i galerie, to przede wszystkim to, jak traktujemy drugiego człowieka na ulicy czy choćby w przedmiotowym autobusie – dodał.
Zauważa coś, co może umykać innym. – Jeden taki incydent, puszczony w Polskę jako viral, potrafi wizerunkowo zburzyć lata pracy nas wszystkich: mieszkańców, przedsiębiorców i urzędników. Żyjemy w czasach, w których inwestorzy, turyści i nowi mieszkańcy wybierają miejsca, gdzie czują się bezpiecznie i u siebie. Tolerancja i spokój społeczny to dzisiaj twarda waluta ekonomiczna – powiedział.
Jego zdaniem konieczne jest zdecydowane odpowiadanie na tego typu sytuacje.
– Jeśli chcemy przyciągać do Bielska-Białej kapitał, rozwijać turystykę i budować silną markę miasta, musimy dbać o to, by takie sytuacje były u nas absolutnym marginesem, na który natychmiast reagujemy – podsumował.
Czy Bielsko-Biała straci po ataku na ukraińskie dzieci?
6 odpowiedzi






