Flaga Polski na kartkach z liczbami i pośród wykresów ekonomicznych.
Koncepcja local content w Polsce budzi mieszane reakcje. fot. gopixa / Shutterstock

Pojęcie local content coraz częściej pojawia się w polskiej przestrzeni medialnej. Co jednak dokładnie oznacza? Okazuje się, że mowa o czymś, co może na lata zmienić naszą gospodarkę.

REKLAMA

Zacznijmy najpierw od wyjaśnienia, czym jest local content.

Local content, czyli co?

Pojęcie "local content" (ang. treści lokalne) odnosi się do koncepcji ekonomicznej, która zakłada, że przy realizacji dużych inwestycji publicznych przynajmniej część towarów i usług powinna pochodzić od krajowych podmiotów. Chodzi o to, by w ten sposób dbać o rynek pracy, a wygenerowane przy inwestycjach podatki i zyski pozostawały w kraju. W ten sposób kryterium najniższej ceny, które do tej pory decydowało o wygranej w przetargach, przestaje być kluczowe. Liczy się patriotyzm gospodarczy.

Local content to więc niejako premiowanie firm, które mają siedzibę i rezydencję podatkową w państwie, gdzie prowadzona jest dana inwestycja. Trzeba jednak spełnić dodatkowe kryteria, by udowodnić, że związek z krajem nie jest powierzchowny. Zakłada się, że podmiot powinien zatrudniać w kraju ponad 50 proc. swoich pracowników i generować w nim ponad połowę rocznych obrotów.

Local content. Przykłady w historii i innych krajach

Idea local content nie jest czymś nowym. Przykładowo, w 1933 r. w USA uchwalono Buy American Act, ustawę, która nakładała na agencje federalne obowiązek stosowania w inwestycjach krajowych materiałów budowlanych.

W USA do tej koncepcji powrócono w 2021 roku ustawą Build America, Buy America (ang. Buduj Amerykę, kupuj w Ameryce). Tym razem chodziło o maksymalne wykorzystanie przez rząd federalny usług, dóbr, produktów i materiałów produkowanych w Stanach Zjednoczonych.

To podejście jest także znana głównemu rywalowi USA, czyli Chinom. Inicjatywa oparta na local content, "Made in China 2025", została ogłoszona w 2015 roku. Wtedy celem było uczynienie Państwa Środka liderem m.in. w produkcji pojazdów elektrycznych, samolotów pasażerskich, półprzewodników i robotów.

Przed Chinami program local content "Make in India" stworzył rząd Indii. Była to inicjatywa, której celem było tworzenie i zachęcanie firm do opracowywania, produkcji i montażu produktów w kraju. Zadaniem polityków było tworzenie sprzyjającego środowiska dla inwestycji.

Przykładem bliższym Polsce jest ten z Korei Południowej, gdzie państwo od dekad wspiera rozwój krajowych gigantów technologicznych. Efekt? Dziś firmy takie jak Samsung czy SK Hynix (producent układów elektronicznych na rynku AI) dominują na globalnych rynkach.

Jest jednak i druga strona medalu. Tak naprawdę podobne założenia przyjęły (przynajmniej na papierze) też władze PRL. Tyle że efekt był raczej mało zachęcający. Jak zauważył Leszek Balcerowicz, w "PRL nazywało się to 'produkcją antyimportową'", której owocem był np. słaby jakościowo samochód marki Polonez.

Zdaniem byłego prezesa NBP, "sukcesu gospodarczego nie osiąga się przez zamykanie się na zagraniczną konkurencję", a poprzez "prywatną gospodarkę wolną od balastu nadmiernych podatków i przepisów".

Jak więc widać, koncepcja local content budzi kontrowersje. Postarajmy się więc sami ocenić, czy local content to dobry pomysł, czy wręcz przeciwnie.

Local content, czyli wzmocnienie gospodarki narodowej

Jakie są plusy local content? Wydatki pozostające w kraju zwiększają PKB, wspierają rozwój przedsiębiorstw i tworzą nowe miejsca pracy. Mało tego, własne zasoby produkcyjne i technologiczne zmniejszają zależność od zagranicy, co jest szczególnie ważne w kontekście kryzysów globalnych i napięć geopolitycznych (do tego wrócimy). Wszyscy doświadczyliśmy tego niedawno, w czasie pandemii COVID-19, gdy na jaw wyszło, jak bardzo globalna gospodarka jest zależna od Chin.

Nie sposób nie wspomnieć o tym, że produkcja lokalna ogranicza zależność od importu, zmniejsza koszty transportu: skraca szlaki komunikacyjne i łańcuchy dostaw, które także były zrywane w czasie pandemii.

Local content w Polsce

Obecnie to w Polsce local content staje się jednym z kluczowych elementów polityki gospodarczej. Chodzi o projekt "Local content. Z korzyścią dla Polski", który ma być "elementem rządowej filozofii gospodarczej". Jego głównym celem jest "polonizowanie łańcuchów dostaw, zwłaszcza w inwestycjach realizowanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa". Na razie rusza pilotażowe badanie udziału local contentu w inwestycjach energetycznych. Warto dodać, że działania rządu Koalicji 15 października wpisują się w podejście, które znamy już za czasów PiS. Przykładem może być Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), która została ogłoszona w 2016 roku. Chodziło o uniknięcie pułapek rozwojowych, w jakie zaczęła wpadać polska gospodarka (pułapkę średniego dochodu, przeciętnego produktu, demograficzną i słabości instytucji).

Plan zakładał rozwinięcie własnego potencjału gospodarczego m.in. poprzez wsparcie państwa w strategicznych działach gospodarki, wspieranie innowacyjnych przedsiębiorstw czy ekspansję zagraniczną.

To już nie fanaberia, a konieczność!

Skąd ta nadzwyczajna zgodność rządów PiS i KO? Chodzi o to, że local content – mimo sceptycyzmu takich osób jak Leszek Balcerowicz – staje się koniecznością. Powodów jest kilka.

Po pierwsze rosnące napięcia geopolityczne (wojna Rosji przeciw Ukrainie i USA przeciw Iranowi) dobitnie pokazują, że warto by każdy kraj przygotowywał własne zaplecze produkcyjne i know-how na wypadek poważnego kryzysu.

Wpisuje się to zresztą w politykę Unii Europejskiej. Programy rządowe, takie jak "Cyberbezpieczny Wodociąg" czy "Cyberbezpieczny Samorząd", które są finansowane z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), oferują wielomiliardowe granty na inwestycje. Jest to więc niejako wspieranie idei local contentu i aż grzechem byłoby nie wykorzystanie ich w tak kluczowym dla nas momencie historii.

Postawić na local content?

Local content nie jest rozwiązaniem jednoznacznie dobrym ani złym. Zwolennicy tej koncepcji słusznie wskazują, że w świecie narastających napięć geopolitycznych państwa nie mogą pozwolić sobie na całkowitą zależność od zagranicznych dostawców.

Do tego wspieranie krajowych firm może pomóc budować nowe miejsca pracy, rozwijać kompetencje technologiczne i sprawić, że większa część wartości dodanej pozostanie w naszej gospodarce.

Z drugiej strony historia pokazuje, że źle zaprojektowany local content może prowadzić do bezsensownej ochrony nieefektywnych przedsiębiorstw, wzrostu kosztów i ograniczenia konkurencji, czego przykładem była między innymi gospodarka PRL. Są jednak państwa, które zrobiły to dobrze: powinniśmy uczyć się od Korei Południowej, która wdrożyła podobne koncepcje co polskie władze w latach 70. XX wieku, ale uzyskała dzięki nim zupełnie inne efekty.

Kluczowe nie jest więc samo wspieranie krajowych podmiotów, ale sposób, w jaki państwo to robi. Local content powinien być narzędziem budowania silnych, konkurencyjnych firm, a nie mechanizmem sztucznego podtrzymywania słabych graczy w nieskończoność.

Polska stoi dziś przed szansą wzmocnienia gospodarki dzięki local content, ale sukces zależy od tego, czy wybierze drogę mądrego inwestowania w rozwój, czy powtórzy błędy gospodarki zamkniętej na świat.

Sonda

Czy local content to dobra koncepcja dla Polski?

0 odpowiedzi