Prezes CodeTwo, Szymon Szczęśniak, znany szerzej z kanału HRejterzy
Myślisz, że HRejterzy to tylko śmieszne filmiki? Fenomen firmy, która trolluje całą branżę tech Fot. HRejterzy / Facebook

Kiedy oglądasz kolejne wideo HRejterów, w którym z bezczelnym uśmiechem na twarzy obnażają absurdy Doliny Krzemowej, zastanawiasz się, jak to możliwe, że ta wesoła ferajna w ogóle utrzymuje się na rynku. Sprowadzanie ich działalności tylko do śmiesznych filmików to największy błąd konkurencji. Oto fenomen firmy, która udowodniła, że najlepszym marketingiem w świecie tech jest serwowanie szczerej beki z samych siebie i całej branży.

REKLAMA

Jeśli choć trochę interesujesz się nowymi technologiami, programowaniem czy rynkiem gadżetów, na pewno na nich natrafiłeś. Materiały wideo sygnowane przez HRejterów błyskawicznie podbijają sieć, a fragmenty filmów krążą po komunikatorach inżynierów i programistów od Doliny Krzemowej po Warszawę.

Z zewnątrz ta ekipa wygląda jak paczka błyskotliwych gości, którzy postawili sobie za cel jedno: robić bezlitosne, perfekcyjnie zmontowane i piekielnie śmieszne jaja z całej branży tech. Ale niewiele osób zadaje sobie pytanie: czym tak naprawdę zajmuje się CodeTwo i na czym robi swój główny biznes?

Trollowanie branży tech stało się żyłą złota

Dla wielu internautów CodeTwo to przede wszystkim "HRejterzy" – kultowa seria skeczów na YouTube, w której prezes firmy Szymon Szczęśniak i jego zespół w bezlitosny, genialny sposób parodiują polskie korporacje, rekruterów z HR-u, absurdalne rozmowy kwalifikacyjne i "owocowe czwartki". Co ciekawe, ekipa wychodzi też poza satyrę – jak opisywał naTemat, gdy na Dolnym Śląsku byli gotowi na ekipę "Fallouta", bo groził wstyd na całą Polskę, Szczęśniak nagłośnił zaniedbane, nielegalne wysypisko śmieci pod Karpaczem.

Ale pod tą satyryczną powłoką kryje się globalny potwór B2B SaaS (Software as a Service). CodeTwo to polska firma technologiczna (z korzeniami w Jeleniej Górze i Wrocławiu), która odniosła gigantyczny, międzynarodowy sukces. W 2025 roku CodeTwo osiągnęło prawie 287 milionów złotych przychodów. Przy kosztach nieco ponad 90 mln zł dało im to prawie 197 milionów zysku.

Kim jest CodeTwo w świecie tech?

To globalny lider w automatyzacji i zarządzaniu podpisami e-mail dla Microsoft 365. Pracują dla ponad 110 000 organizacji na całym świecie (w tym gigantów z Fortune 500). To wielokrotny Microsoft Partner of the Year (kluczowy partner Microsoftu). Firma robi też narzędzia do migracji danych, kopii zapasowych (backup) oraz rozsyłania poczty.

To zresztą nie jedyna rodzima firma, która cicho podbija rynki technologiczne. Polska wysyła w świat silniki odrzutowe i superkomputery, co kończy mit o kraju jabłek i okien, a eksport komputerów i elektroniki bije rekordy.

1. Złota żyła: stopki e-mail pod pełną kontrolą

Brzmi niepozornie? To tylko pozory. W świecie dużych korporacji, banków i międzynarodowych firm spójność wizerunkowa i prawna w mailach wysyłanych przez tysiące pracowników to potężny ból głowy.

Flagowy produkt CodeTwo (Email Signatures 365) rozwiązuje ten problem raz a dobrze. Pozwala działom IT i marketingu centralnie zarządzać podpisami e-mail, stopkami prawnymi (disclaimerami) i banerami reklamowymi w całej firmie – niezależnie od tego, czy pracownik wysyła maila z komputera, iPhone'a, czy przez przeglądarkę w Microsoft 365. To bezwzględna "maszynka do robienia pieniędzy" w modelu subskrypcyjnym – co miesiąc tysiące korporacji płacą licencję za każdego użytkownika.

2. Migracje danych i backup dla środowisk Microsoft

Drugim filarem sukcesu są zaawansowane narzędzia do migracji skrzynek pocztowych i danych (np. przenoszenie całej infrastruktury ze starych serwerów Exchange do chmury Microsoft 365) oraz oprogramowanie do tworzenia bezpiecznych kopii zapasowych (backup) poczty i plików w chmurze.

3. Klientela z najwyższej półki

CodeTwo nie żyje z małych, lokalnych mikrofirm. Z ich oprogramowania korzysta ponad 110 tysięcy organizacji w ponad 150 krajach świata. Wśród ich klientów są globalne koncerny z listy Fortune 500, linie lotnicze, giganci technologiczni, uniwersytety, a nawet agenda ONZ (UNICEF). To liga, do której coraz częściej dołączają polskie firmy – wystarczy przypomnieć, że jednorożcem zostało polskie Creotech, spółka rośnie na giganta technologicznego.

Geniusz modelu biznesowego CodeTwo

To właśnie na tym polega gigantyczny kontrast, który tak zachwyca branżę. Z przodu prezes międzynarodowej firmy technologicznej zakłada perukę, kręci bezczelne wideo o "młodych, dynamicznych zespołach" i śmieje się ze sztywnych procedur IT. Z tyłu zespół wybitnych polskich programistów tworzy oprogramowanie tak dobre i niezawodne, że sam Microsoft przyznaje im tytuły Światowego Partnera Roku, a największe firmy świata płacą miliony dolarów za ich rozwiązania w chmurze.

CodeTwo udowodniło, że rozwiązując nudny, ale niezwykle krytyczny problem biznesowy (stopki e-mail i migracja danych), można zarabiać miliony, zachowując przy tym pełną wolność, luz i tworząc najbardziej oryginalny marketing na polskim YouTube. Śmieją się z absurdów korporacyjnej nowomowy, wyśmiewają sztywne prezentacje Apple czy Microsoftu, drwią z "przełomowych startupów AI", które okazują się tylko nakładką na ChatGPT, i punktują każdą wpadkę gigantów.

Koń trojański nowoczesnego marketingu

Tradycyjny marketing w branży IT od dekad wygląda tak samo. Zespół PR tworzy nudne prasówki pełne słów-kluczy, wiceprezesi w garniturach opowiadają na konferencjach o "redefiniowaniu paradygmatów", a w reklamach oglądamy uśmiechniętych ludzi ze stocka udających przerwę na kawę w szklanym wieżowcu.

Współczesny odbiorca – zwłaszcza ten z branży tech (programista, inżynier, geek) – ma na ten korporacyjny bełkot wbudowany potężny radar. Jest na niego uodporniony w 99 proc. I w tym momencie wchodzą oni.

Po pierwsze, zero owijania w bawełnę: mówią językiem społeczności, a zamiast udawać ideał, wprost pokazują błędy i absurdy. Po drugie, satyra jako filtr jakości: żeby z czegoś skutecznie szydzić, trzeba to najpierw rozumieć do bólu dobrze, a ich żarty są trafne właśnie dlatego, że piszą je ludzie, którzy zjedli zęby na kodowaniu i logistyce.

Po trzecie, wirusowy zasięg za darmo: podczas gdy konkurencja płaci miliony za kliknięcia w banery, ich filmiki są masowo przesyłane na Slackach i Discordach przez samych użytkowników.

Co naprawdę kryje się pod maską?

To, co najbardziej zaskakuje postronnych obserwatorów, to zderzenie warstwy rozrywkowej z warstwą wykonawczą. Gdy przyjrzysz się kulisom, okazuje się, że pod płaszczykiem luzu kryje się inżynieryjna i biznesowa precyzja.

Po pierwsze, własne produkty i infrastruktura: to nie są twórcy, którzy żyją z "żebrania o patronaty" czy wciskania widzom losowych suplementów diety. Posiadają własne, wysoce marżowe produkty – od zaawansowanego oprogramowania (SaaS), przez platformy edukacyjne, aż po dopracowane w najmniejszym detalu urządzenia.

Po drugie, kultura inżynieryjna: ludzie, którzy tworzą te śmieszne materiały, to często wybitni architekci systemów i projektanci przemysłowi, a jakość kodu czy sprzętu stoi na najwyższym światowym poziomie – bo wiedzą, że wpadkę cała branża natychmiast wyśmiałaby ich własną bronią.

Po trzecie, społeczność zamiast bazy klientów: nie mają "kupujących", mają wyznawców, a kiedy wypuszczają nowy produkt, serwery klękają w parę minut. To model, w którym rodzimy sektor czuje się coraz pewniej – jak zauważaliśmy, polskie startupy zarabiają miliony na AI, a technologia made in Poland podbija świat.

Lekcja dla całej branży. Dajcie ludziom trochę oddechu!

Sukces tej marki to bolesny policzek dla sztywnych strategów z Doliny Krzemowej. Pokazuje bowiem, że w XXI wieku do zbudowania potężnego biznesu nie potrzebujesz sztywnego krawata, obietnic zbawienia świata i sztucznych uśmiechów na ściankach.

Wystarczy wiedza, świetny produkt i odrobina dystansu do samego siebie. Ludzie z branży technologicznej mają dość bycia traktowanymi jak cyferki w tabelkach w Excelu. Chcą autentyczności, chętnie pośmieją się z własnych problemów i z wielką przyjemnością zostawią swoje pieniądze u kogoś, kto potrafi ich rozbawić, a potem dostarczyć narzędzie, które po prostu robi robotę. Róbcie tak dalej, świat technologii bez waszej beki byłby nieznośnie nudny.