Drukarnia i pracownik
Państwowa drukarnia zniknęła po 77 latach. Załoga została z długami sięgającymi kilkudziesięciu tysięcy Fot. guruXOX / Shutterstock (zdjęcie poglądowe)

Wojskowe Zakłady Kartograficzne kończą działalność po 77 latach. Państwowa drukarnia, która realizowała strategiczne zamówienia dla wojska i drukowała arkusze na egzaminy, została postawiona w stan likwidacji. Pracownicy zostali bez pensji, a część z nich wciąż czeka na dziesiątki tysięcy złotych zaległych wypłat.

REKLAMA

Historia jednej z najważniejszych państwowych drukarni kończy się dramatem zatrudnionych w niej ludzi. Wojskowe Zakłady Kartograficzne, które przez lata zaopatrywały polską armię czy instytucje oświatowe, zostały postawione w stan likwidacji. Brak zarządu i bieżącego nadzoru sprawił, że pracownicy zostali odcięci od zaległych pensji.

Wojskowe Zakłady Kartograficzne do likwidacji. Pracownicy bez pieniędzy

– Ja rozumiem, że firmy upadają, nawet państwowe, ale powinien przyjechać ktoś z ministerstwa, powiedzieć: słuchajcie, zamykamy ten interes, macie tu pensję jedną czy dwie wymówienia, przykro nam i tyle. A z nami przez pół roku nic nie zrobiono. W firmie nie pojawił się nikt z ministerstwa, w tym ustanowiony i pobierający wynagrodzenie z naszej firmy pełnomocnik właściciela. Jestem przerażony takim podejściem – skarży się w rozmowie z serwisem WP jeden z byłych już pracowników WZKart.

Jak można przeczytać na oficjalnej stronie drukarni, działające od 1949 roku Wojskowe Zakłady Kartograficzne w Warszawie to spółka o strategicznym znaczeniu obronnym. Poza mapami dla armii drukarnia realizowała m.in. arkusze maturalne, plakaty filmowe czy mapy turystyczne.

Skala tego drugiego zadania rośnie z roku na rok – matury 2026 były rekordowe, bo do egzaminów przystąpiła wyjątkowo liczna grupa uczniów. Każdy arkusz musi powstać w zakładzie z odpowiednimi certyfikatami i pod ścisłym nadzorem.

Jak opisuje Wirtualna Polska, zapisy w Krajowym Rejestrze Sądowym pokazują, że w 2007 roku WZKart przekształcono w spółkę nadzorowaną przez MON. Trzynaście lat później, w 2020 roku, udziały w przedsiębiorstwie trafiły pod skrzydła Ministerstwa Aktywów Państwowych.

WZKart miały strategiczne znaczenie dla wojska. Potem zaczęły się problemy

W 2023 r. spółka trafiła do Grupy Poczty Polskiej, co zamiast rozwoju przyniosło ostateczny upadek. Jeden z pracowników wspomina lata 2017–2025 jako okres nieustannej rotacji na szczycie. Przez spółkę przewinęło się 6–7 prezesów, którzy, zdaniem pracowników, traktowali firmę jak "przechowalnię" do wzbogacenia CV, a nie przedsiębiorstwo wymagające ratunku.

Przejęcie WZKart przez Pocztę Polską rozbudziło w załodze nadzieję na wyjście z kryzysu. Pracownicy liczyli, że rządowe obietnice przyniosą nowe zlecenia pocztowe, co pozwoli uratować przedsiębiorstwo przed upadkiem.

Choć oficjalnie Poczta Polska tłumaczyła fuzję chęcią osiągnięcia korzyści ze zmian właścicielskich, pocztowi związkowcy od początku byli sceptyczni. Wskazywali wprost, że drukarnia stała już na skraju bankructwa, a decyzja o jej wchłonięciu była jedynie polityczną próbą ratowania upadającej spółki.

Wątpliwości potęgowała kondycja samego przejmującego. Jakiś czas temu pisaliśmy w INNPoland, że Poczta Polska jest na skraju bankructwa – redukuje drastycznie etaty i zamyka okienka w placówkach.

Poczta Polska miała uratować drukarnię. Zamiast tego zakłady WZKart pogrążyły się w kryzysie

W styczniu 2025 roku, po kilkunastu miesiącach w strukturach Poczty Polskiej, WZKart ponownie trafiły pod nadzór MAP. Stało się tak po tym, jak sąd odmówił rejestracji podwyższenia kapitału, co zmusiło Pocztę do zwrotu udziałów.

Nieustanne zawirowania właścicielskie dobiły finanse spółki. Już w grudniu 2025 roku zabrakło środków na wynagrodzenia, a decyzją zarządu wstrzymano produkcję, mimo wciąż napływających zleceń. W efekcie pracownicy – po otrzymaniu ostatniej wypłaty – od stycznia zostali odesłani do domów.

Załoga WZKart zwraca uwagę, że zakład regularnie wygrywał przetargi na druk i ogólnokrajową, ściśle tajną dystrybucję państwowych egzaminów – od matur po aplikacje prawnicze. Mimo tych strategicznych zamówień resort aktywów państwowych uważa, że spółka przegrywała z rynkową konkurencją, a niska rentowność wpędziła ją w spiralę długów.

MAP próbowało ratować sytuację negocjacjami z wierzycielami, a chwilowy oddech dały finanse z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (odpowiedzialnej za matury) w połowie 2025 roku. Pojawił się nawet pomysł wchłonięcia drukarni przez Polską Grupę Zbrojeniową, jednak PGZ uznała, że jej usługi są zbędne. Ostatecznym ciosem okazało się zajęcie kont przez skarbówkę pod koniec 2025 roku, co definitywnie odcięło pracowników od pensji.

– W lutym 2026 r. pracownicy napisali pismo do MAP-u, z rozżaleniem trochę, że nie mają pieniędzy, że pracują tu małżeństwa, że są bez środków do życia. Odpisali nam dopiero w kwietniu na to pismo, że właśnie oddają nas pod Agencję Rozwoju Przemysłu, bo oni nie mają środków do tego, żeby wypłacić ludziom wynagrodzenia – mówi jeden z pracowników.

Likwidacja WZKart. Pracownicy czekają na zaległe pensje

Po przejęciu przez ARP, która jako podmiot wyspecjalizowany w restrukturyzacji miała znaleźć wyjście z kryzysu – zwłaszcza po tym, jak w lutym 2026 roku sąd odrzucił wniosek o upadłość WZKart.

Pracownicy liczyli, że państwowa agencja pomoże uregulować zaległości wobec ZUS i skarbówki oraz postawi zakład na nogi. Nadzieje okazały się jednak płonne – 9 czerwca ARP podjęła ostateczną decyzję o rozwiązaniu Wojskowych Zakładów Kartograficznych i rozpoczęciu procesu ich likwidacji.

Również w czerwcu cała ponad 20-osobowa załoga zdecydowała się na natychmiastowe rozwiązanie umów z winy zakładu. Choć formalnie nie pracują już w WZKart, jak podaje WP, wciąż walczą o swoje pieniądze – długi spółki wobec pojedynczych osób sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

To nie odosobniony przypadek. Koszmar znanego zakładu w Szczecinie pokazał, jak ponad setka osób została z nieuregulowanymi odprawami i pensjami, kiedy formalna likwidacja przeciągała się miesiącami.

Agencja Rozwoju Przemysłu umywa ręce i tłumaczy, że z przyczyn prawnych nie może uregulować zaległości pracowniczych, ponieważ nie jest bezpośrednim pracodawcą zatrudnionych. Odpowiedzialność spoczywa na samej spółce, ta jednak wciąż pozostaje bez zarządu. Choć ARP deklarowała w połowie lipca poszukiwania osoby do reprezentowania likwidowanego zakładu, sytuacja pozostaje w zawieszeniu.

"Tym, co możemy zrobić w ramach nadzoru właścicielskiego, jest dalsze dążenie do przywrócenia zdolności spółki do samodzielnego działania, co otworzy drogę do podjęcia uchwał i decyzji naprawczych przez jej właściwe organy. Nie możemy jednak składać deklaracji co do konkretnych terminów czy metod spłat, to leży w gestii samej spółki po odzyskaniu przez nią pełnej reprezentacji" – przekazała w rozmowie z WP Katarzyna Frendl, rzeczniczka prasowa ARP.

Sonda

Czy państwowe firmy powinny być ratowane przed upadkiem?

1 odpowiedzi