
Pracownicy zostali z niczym po nagłym zamknięciu fabryki. Tak po 20 latach upadł znany duński producent w Szczecinie. Milionowe zadłużenie firmy Elogic doprowadziło do zwolnień z dnia na dzień, a prawny paraliż związany blokuje wypłatę należnych ludziom pensji.
Jak podaje serwis wSzczecinie.pl, duńska firma Elogic, która zamknęła szczeciński oddział w 2025 nadal nie wypłaciła części pracowników należnych pieniędzy. W szczecińskim zakładzie zatrudnionych było niemal 200 osób.
Koniec duńskiego giganta w Szczecinie. Elogic likwiduje zakład po 20 latach
Problemy finansowe spółki zaczęły wychodzić na jaw pod koniec zeszłego roku. Długi firmy przekroczyły już wtedy 12 mln zł, co uderzyło bezpośrednio w załogę, która przestała dostawać wynagrodzenia. Pracownicy relacjonują, że zwolnienia nastąpiły z dnia na dzień oraz że zostali zostawieni bez jakichkolwiek pieniędzy.
Sytuacja w Szczecinie nie jest odosobniona, w ostatnich miesiącach rekordowe zwolnienia grupowe w wielu branżach przetaczają się przez cały polski rynek pracy, a kolejne zakłady zawieszają produkcję. To efekt fali, w ramach której odnotowano zwolnienia pracowników w 2025 roku, często bez odpraw i z niejasną perspektywą odzyskania należności.
Milionowe długi i zwolnienia z dnia na dzień. Załoga bez pensji i środków do życia
– Jesteśmy wściekli i bezsilni. Prawnicy chcą nam pomóc, podobnie jak urzędnicy czy pracownicy urzędu pracy, ale co z tego, jak do dzisiaj nie została ogłoszona upadłość, trwa likwidacja i zostaliśmy z kwitkiem. Na dodatek firma z Polski była zależna od firmy z Danii i mamy jeszcze większe komplikacje – mówi pracownik zakładu, cytowany przez wSzczecinie.pl.
Zobacz także
Wciąż są osoby, które nie zobaczyły ostatnich przelewów – mowa tu o wynagrodzeniach nawet za końcówkę 2025 roku.
– Nie otrzymaliśmy odpraw, pieniędzy za skrócony okres wypowiedzenia oraz część osób nie dostała pełnego świadectwa pracy. Wielu do dzisiaj nie wie, ile firma jest im dłużna, ale mowa o kwotach od kilku do kilkunastu tysięcy złotych od osoby – mówi jedna z pracowniczek, której zaległe pieniądze mają sięgać kwoty 35 tys. zł.
Paraliż prawny w likwidowanej firmie. Rezygnacja likwidatora i odcięte serwery
Podobny scenariusz rozegrał się w przypadku zagranicznego inwestora pod Gorzowem, gdy ponad 100 osób straciło pracę przed świętami, a upadek fabryki z Gorzowa pozostawił załogę w długiej walce o zaległe pensje wypłacane dopiero z funduszu gwarantowanych świadczeń.
Odzyskanie pieniędzy przez pracowników blokuje impas prawny. Aby otrzymali świadczenia, sąd musi ogłosić upadłość firmy. Sprawę paraliżuje jednak rezygnacja likwidatora, co uniemożliwia inwentaryzację majątku. Sytuację pogarsza brak kontaktu z Danią oraz całkowite odcięcie od firmowych serwerów.
Mechanizm, w którym brak środków i komplikacje proceduralne zatrzymują postępowanie, przypomina sytuację, gdy pojawiły się masowe zwolnienia w North Fish, sąd nie mógł ruszyć sprawy, a pracownicy zostali w zawieszeniu. Z kolei to, jak blokada kont i wstrzymanie produkcji uderzają w załogę, pokazuje historia, w której Fibris z Przemyśla ogłosiło upadłość, a 300 pracowników zostało bez wypłat.
– Poszkodowanych jest ponad 120 osób. Wielu ma prawnika indywidualnie, niektórzy grupowo, inni działają na własną rękę. Sytuacja jest bardzo poważna. Część z nas znalazła już nową pracę, a część stara się walczyć jak tylko może, żeby odzyskać jakieś środki – mówi jeden z pracowników szczecińskiego zakładu.






