Patokierowca, czerwone światła i pociag.
Maszyniści mają dość "patokierowców". Ich protest to i tak łagodna forma strajku. Fot. TetianaKtv / fotoreporter_112 / Katarzyna Ledwon / Shutterstock Montaż: INNPoland

Protest maszynistów ma dwie główne wady: jest zbyt łagodny i odbywa się zbyt późno. Ograniczenie prędkości pociągów na przejazdach kolejowych do 20 km/h, a do tego tylko przez pół doby, to i tak nadzwyczaj łaskawa forma strajku po środowej katastrofie w Sokolnikach Suchych.

REKLAMA

Przypomnę: kierowca betoniarki przejechał na czerwonym świetle, uderzył w wagon i wysłał pasażerkę pociągu prosto na cmentarz. Maszyniści mają dość patokierowców, więc dezorganizują dzień wielu z nas, ale za ich strajk, choć uciążliwy, powinniśmy im podziękować.

Protest maszynistów doprowadzi do lawiny opóźnień: zgadza się. Konsekwencje poniosą wszyscy: nie tylko patokierowcy, którzy wjeżdżają na przejazd kolejowy na czerwonym (światło jest ewidentnie tylko dla ozdoby), ale i – a może przede wszystkim – pasażerowie, dla których strajk oznacza chaos i stracone godziny.

Katastrofa kolejowa w Sokolnikach Suchych to objaw większego problemu

Nie zazdroszczę tym, którzy na piątek 11 września kupili bilet na pociąg. Znacznie bardziej jednak współczuję ofiarom kierowcy samochodu, który spowodował katastrofę kolejową pod Radomiem. Myślę też o świadkach tego zdarzenia, którzy od razu rzucili się na pomoc rannym – to, czego doświadczyli, zostanie z nimi na długo. Może na zawsze.

Tragedia w Sokolnikach Suchych to również wstrząs dla maszynistów. To z nimi na co dzień tysiące patokierowców grają w rosyjską ruletkę. Zamiast rewolweru bronią jest kilkutonowy pojazd, a usprawiedliwieniem pośpiech. Jedyne, co różni ostatnią katastrofę kolejową od tego, co dzieje się w zwykłą środę, to to, że tym razem nastąpił wystrzał.

Liberum veto wobec prawa drogowego tym razem przyniosło zniszczenie i krew. Zwykle zagrożenie, które stwarzają patokierowcy, przekłada się "tylko" na stres i gwałtowne manewry innych uczestników ruchu. Trzeba powiedzieć temu STOP w inny sposób, skoro sygnalizacja świetlna i znaki na przejazdach są bezmyślnie ignorowane.

Zaostrzenie przepisów dla kierowców nie jest ani jedyną, ani całą odpowiedzią

Politycy od razu rzucili się do zaostrzania przepisów – społeczeństwo oczekuje zdecydowanych działań, a niewiele rzeczy jest bardziej zdecydowanych niż nowy paragraf. O wzięciu patokierowców w karby grzmią premier Tusk i minister Klimczak (choć oczywiście nie określają ich tym mianem). Ci, którzy wjadą na przejazd drogowo-kolejowy mimo czerwonego światła, mają tracić prawo jazdy na trzy miesiące.

Jednak choć zrozumiałe jest, skąd pęd do zmiany prawa – nastroje społeczne liczą się tym bardziej, im bliżej jest do wyborów – o tyle nie wydaje się, by zaostrzenie prawa było jedyną rzeczą, którą można zrobić na rzecz poprawy naszego bezpieczeństwa.

Kierowcy, którzy nawykowo wjeżdżają na przejazdy drogowo-kolejowe bez rozglądania się, bez dostosowania tempa ruchu pojazdu, ignorując znak "stop" lub czerwone światło, nie zaczynają stwarzać zagrożenia dopiero na torach. Rozkręcają się znacznie wcześniej: na przykład zmieniając pas ruchu bez wrzucenia kierunkowskazu lub siedząc innym kierowcom na zderzaku.

Dalsza część tekstu poniżej.

Jeśli ktoś rozzuchwalił się tak bardzo, że bawi się w rosyjską ruletkę na przejeździe, to znaczy, że na co dzień terroryzuje otoczenie na inne, mniej spektakularne sposoby. Trzeba go powstrzymać już na tym etapie, a nie dopiero wtedy, gdy swoją nieodpowiedzialnością ryzykuje wykolejenie pociągu.

Zaostrzenie kar za łamanie prawa na przejazdach kolejowych to dobry ruch dla notowań rządu. Jednak lepszym ruchem dla bezpieczeństwa nas wszystkich byłyby znacznie mniej spektakularne, ale wzmożone kontrole na przykład tego, czy kierowcy, którzy zmieniają pas, wrzucają kierunek. Więcej odcinkowych pomiarów prędkości. I lawina nieuchronnych kar już przewidzianych w Kodeksie.

Protest maszynistów służy nam wszystkim

Protest maszynistów zwraca uwagę na niebezpieczeństwo, jakie towarzyszy nam na drogach każdego dnia. Jako osoby, które chcą dotrzeć z punktu A do punktu B w jednym kawałku, powinniśmy im być za to wdzięczni.

Jednak nowe przepisy po katastrofie w Sokolnikach Suchych nie są ani jedyną, ani całą odpowiedzią. Potrzebne są kontrole podstaw, po rozpoczęciu których patokierowcy zaczną krzyczeć o zniewoleniu i gestapo. Niech krzyczą. Normalni ludzie chcą dotrzeć z punktu A do punktu B w jednym kawałku.

Sonda

Czy widzisz, że (inni) kierowcy często stwarzają zagrożenie na drodze?

... odpowiedzi