Ozdobne urny.
Byłem w centrum pogrzebowym Klepsydra w Łodzi. Fot. materiały własne.

Prędzej czy później każdy z nas tam trafi, choć na co dzień wolimy udawać, że ten temat nie istnieje. Niesłusznie. Mało kto wie, że polska branża funeralna to dziś ścisła światowa czołówka – od technologii po oprawę ceremonii, o jakiej dekadę temu nikt by nie pomyślał. Przekroczyłem próg, którego większość woli unikać. Od luksusowych salonów po cichy chłód prosektorium: sprawdzam, jak naprawdę wygląda biznes pogrzebowy i dlaczego czas skończyć z tym tabu.

REKLAMA

Gdy przekroczyłem próg łódzkiego centrum pogrzebowego Grupy Klepsydra, mój wzrok przykuła najpierw ekspozycja urn. Kolorowe, bogato zdobione, a nawet tematyczne – imitujące piłki dla sportowców czy kaski i motocyklowe baki dla fanów jednośladów. Wszystkie dopracowane w najdrobniejszych detalach. Tymczasem że polskie prawo od początku XX wieku nie doczekało się ścisłych definicji takich pojęć jak trumna, urna czy sam dom pogrzebowy. Mimo tych prawnych luk rodzimy rynek wyznacza dziś globalne standardy jakości ceremonii.

Pogrzeb może być piękny

W części ekspozycyjnej poczułem się nie jak "u grabarza", lecz w nowoczesnej galerii sztuki. Różnorodność form sprawiała zaskakująco estetyczne, wręcz kojące wrażenie. Moją uwagę przyciągnęły zwłaszcza projekty spersonalizowane, odzwierciedlające pasje zmarłego.

Miniatura fortepianu dla muzyka? Czemu nie – jedynym technicznym wymogiem pozostaje pojemność urny pozwalająca na godne złożenie prochów. Co ciekawe, ceny takich unikalnych produktów nie są zaporowe: zaczynają się od kilkuset, a kończą na kilku tysiącach złotych za małe dzieło rzemieślnicze.

Równie ciekawie prezentuje się sekcja ekologiczna. Od biodegradowalnych trumien i urn po odzież ze stuprocentowo naturalnych tkanin, w której ciało oddawane jest ziemi z minimalnym śladem węglowym. W kraju przywiązanym do tradycji taki asortyment mógłby wydawać się niszowy, tymczasem popyt na ekologiczne pożegnania rośnie w Polsce z roku na rok.

Biodegradowalne urny. Fot. materiały własne.

Grupa Klepsydra, której placówkę odwiedziłem, zainwestowała w Łodzi i Krakowie w tzw. Drzewa Pamięci – przestrzenie okolone drzewami z wyznaczonymi kwaterami, gdzie prochy chowa się w całkowicie biodegradowalnej urnie, rezygnując z tradycyjnego pomnika. Każda z pochowanych osób ma jednak swoją imienną tabliczkę, wskazującą miejsce pochówku.

Dla zwolenników klasycznych ceremonii katalog możliwości jest równie bogaty, a granice wyznacza dziś niemal wyłącznie wyobraźnia i zasobność portfela.

Pojawiłem się za kulisami zakładu na kilka dni przed pogrzebem łódzkiego piłkarza, Jacka Ziobera. Przygotowywano dla niego niezwykłą oprawę pochówku: ceremonię na sztucznej murawie, mowę pożegnalną na tle stylizowanej bramki oraz specjalny postument, na którym miała spocząć urna w kształcie piłki.

Przymiarki do ceremonii dla Jacka Ziobera, czyli jak wygląda szykowanie projektu od kuchni... Fot. materiały własne.

Kto z nas nie chciałby zostać pożegnany w otoczeniu tego, co kochał za życia? Przyglądając się próbie generalnej, zauważyłem dyskretny, lecz efektowny detal: eleganckie lampy wbudowane w słupki odgradzające przestrzeń.

– Czy to jest standardem, czy też było na specjalne życzenie? – pytam, patrząc na światło zamknięte w szkle i żywicy.

– Tak, to standardowe wyposażenie, ale tylko w naszej firmie. Ciekawostka: póki co takie są tylko dwie w Polsce, obie u nas oczywiście – usłyszałem odpowiedź pracownika zakładu.

...i efekt końcowy po kilku dniach. Fot. Grupa Klepsydra.

Polski fenomen pogrzebów

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie bogactwo opcji pochówku oferuje nasz rynek. Dziś cała ceremonia – od doboru mistrza pożegnania, przez muzykę na żywo, aż po scenografię kaplicy – może zostać w pełni zindywidualizowana. Zwykle odkrywamy to dopiero wtedy, gdy stajemy w obliczu straty, bo na co dzień unikamy myślenia o tym, co kryje się za drzwiami eleganckich, choć z natury melancholijnych budynków.

Przykład zindywidualizowanej urny. Fot. materiały własne.

Tymczasem za nimi zastałem piękne ekspozycje, eleganckie sale do pożegnań, salę konsolacyjną z kuchnią na miejscu. Na zapleczu: parking z flotą aut, oddzielony budynek z infrastrukturą krematorium, chłodni oraz rozpoczętą budowę pod myjnię aut firmowych.

Nie wszędzie mogłem wejść, ani tym bardziej zrobić zdjęcia (z szacunku dla zmarłych i ich bliskich). Odwiedzałem placówkę w godzinach jej funkcjonowania, co zobowiązywało mnie do przestrzegania przepisów BHP. To, co udało mi się zobaczyć, robiło wrażenie profesjonalizmem i co najważniejsze: szacunkiem wobec zmarłego. Nie każdy dom pogrzebowy jest tak wyposażony, ale to co zobaczyłem w Łodzi wcale nie jest wyjątkiem w skali kraju. A na świecie? Najwyraźniej tak.

Trumna w stylu ludowym. Fot. Grupa Klepsydra.

Polska znajduje się w ścisłej czołówce krajów o najwyższym standardzie pochówku, deklasując pod wieloma względami tak duże rynki jak Francja czy Hiszpania. Zaskakujemy gości z Zachodu dbałością o detale oraz kompleksowością usługi. Od lat 90. polskie firmy zainwestowały ogromny kapitał w infrastrukturę i flotę – naszych zmarłych odprowadzają luksusowe karawany, co cenią sobie klienci oraz… włoscy producenci limuzyn, dla których Polska stała się jednym z kluczowych rynków.

Goście z Zachodu Europy odwiedzające naszą firmę są zaskoczeni formułą pogrzebu w Polsce: jak wsłuchujemy się w głos rodziny i przygotowujemy np. dodatkową część muzyczną. Oprawa kwiatowa, przygotowanie odpowiednio kaplicy, dodatki przy trumnie, urnie… w naszej firmie jeszcze wykonujemy usługi związane z dokumentacją pogrzebu, od aktu zgony, po kwestie zasiłku pogrzebowego i opłaty cmentarnej, co również zadziwia zagranicznych gości. I to jest standard usług w Polsce, który tylko rośnie. Pamiętam czasy, kiedy standardowymi samochodami pogrzebowymi były tzw. Nyski, jak w filmie "07 zgłoś się". Obecnie w ostatnia drogę zmarłych odprowadzają samochody marek premium. Limuzyny marki Mercedes są chyba najczęstsze w Polsce, do tego stopnia, że włoski dostawca limuzyn ma w naszym kraju jeden z najlepszych rynku zbytu.

Tomasz Salski

twórca i wiceprezes Grupy Klepsydra, związany z branżą pogrzebową od 30 lat

Dziś rodzina często odwiedza biuro tylko raz, powierzając pracownikom wszelkie formalności pogrzebowe (od aktu zgonu, przez zasiłek, po opłaty cmentarne), po czym spotyka się z obsługą dopiero na pożegnaniu lub wręcz na cmentarzu. Do tego dochodzi nasza unikalna tradycja Dziadów czy Uroczystości Wszystkich Świętych – zjawisko palenia zniczy na taką skalę jest kulturowym ewenementem.

Nasza tradycja palenia zniczy jest wyjątkowa. Na zdjęciu cmentarz Powązkowski, Warszawa. Fot. Natalia Silyanov.

Fotografie z 1 listopada są publikowane w prasie francuskiej, hiszpańskiej, nawet na różnego rodzaju wystawach, zdjęcia z naszych cmentarzy obiegają cały świat. Jeśli chodzi o znicze, Polska jest wyjątkowa. Spotykając się zagranicznymi partnerami biznesowymi czy zagranicznymi przedstawicielami branży, podkreślamy, że to jest nasze niematerialne dziedzictwo kulturowe. Ono jest wpisane w UNESCO. Pod tym względem jesteśmy wyjątkowi i należy to doceniać.

Marek Cichewicz

prezes zarządu Grupy Klepsydra

Mamy piękne tradycje nie tylko związane z paleniem pamięciu - na zdjęciu miejsce pamięci tych, którzy nie wrócili z morza, Góra Libek, Kuźnica. Fot. materiały własne.

Polskie usługi funeralne to fenomen na skalę międzynarodową. Nasz rynek wprawdzie pozostaje silnie rozdrobniony: giełdowa Grupa Klepsydra konsoliduje obecnie około 4 proc. rynku w Polsce (dla porównania we Francji branżowy lider Pompes Funèbres Générales kontroluje blisko 30 proc. rynku), a resztę stanowią niezależne przedsiębiorstwa rodzinne i regionalne. Mimo to rodzime biznesy śmiało narzucają tempo zagranicznej konkurencji. Również w zakresie innowacji.

Nowoczesność na cmentarzach

Polscy przedsiębiorcy wykazują się też pionierskim podejściem technologicznym. Przykładem jest pierwsza w kraju inwestycja w cmentarz i krematorium w ramach Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w Krakowie, wdrożenie powiadomień SMS i e-mail (eKlepsydra), czy interaktywne aplikacje pomagające odnaleźć mogiły na zabytkowych cmentarzach.

Drzewa Pamięci, cmentarz ekologiczny w Podgórkach Tynieckich w Krakowie. Fot. Grupa Klepsydra.

Wyraźnie rośnie u nas odsetek kremacji – w największych miastach sięga już 70 proc. Choć rynek ten powoli się nasyca, kolejne innowacje skupiają się wokół form pokrewnych: urn biodegradowalnych, kryształów pamięci zawierających cząstki szczątków czy kodów QR umieszczanych na pomnikach, które odsyłają do multimedialnego życiorysu zmarłego.

Tak, to jest urna w kształcie gramofonu. Fot. Grupa Klepsydra.

Jeśli miałbym wymienić, co było najbardziej innowacyjne na przestrzeni 30 lat mojej przygody z branżą pogrzebową to zdecydowanie kremacja. Pukiel włosów, kryształy pamięci, zatopione odciski palców w biżuterii... Wszystko to są rzeczy, które są pochodne największej zmiany w branży, czyli kremacji.

Tomasz Salski

twórca i wiceprezes Grupy Klepsydra, związany z branżą pogrzebową od 30 lat

Nowoczesność wkracza również tam, gdzie brakuje sił – choć społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na hologramy AI odtwarzające głos zmarłego, normą staje się wspomaganie sztuczną inteligencją przy pisaniu poruszających mów pożegnalnych. W żałobie mało kto potrafi ubrać emocje w słowa. Możemy również zawsze zdać się na usługi mistrzów ceremonii. Polacy jak dotąd najczęściej wybierają uroczystość z udziałem i księdza, i mistrza ceremonii, stanowiącego uzupełnienie uroczystości. On lub ona są po to, aby wyrazić to co pragnęłaby rodzina, a często nie jest w stanie w czasie pogrzebu.

Luki w prawie

Wszystkie te innowacje rozwijają się jednak w cieniu głębokich luk prawnych. Fundamenty ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych opierają się na przepisach z 1959 roku, a część regulacji sięga korzeniami roku 1932. Z powodu tych archaizmów prawo nie narzuca wprawdzie formy urny, ale surowo zabrania przechowywania jej w domu, oficjalnego rozsypywania prochów w morzu czy na polach pamięci – rozwiązań od lat legalnych w Hiszpanii czy Holandii. Może akurat to zmieni się już w 2027 roku, bo wedle doniesień rząd ma pracować nad liberalizacją prawa pochówku.

Co gorsza, wysokie standardy nie są regułą w każdym zakładzie. W Polsce, by otworzyć dom pogrzebowy, wciąż wystarczy sam dowód osobisty i wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Podczas gdy otwarcie małej gastronomii wymaga spełnienia rygorystycznych norm sanitarnych, przedsiębiorca pogrzebowy nie musi posiadać chłodni ani specjalistycznego zaplecza technicznego.

Sala konsolacyjna przygotowana na nadchodzącą ceremonię. Fot. materiały własne.

Za to jeśli już je posiada, to są przewidziane przepisy o zachowanie odpowiedniego stanu auta czy czystości w chłodni... przez co niektórym opłaca się wynajmować infrastrukturę, zamiast starannie dbać o własną. Taki stan rzeczy bywa pożywką dla patologii. To, że standardy w kraju są tak wysokie, wynika wyłącznie z oddolnej profesjonalizacji branży, która sama narzuciła sobie rygory.

Brakuje również jasnych uregulowań w zarządzaniu nekropoliami. Luki w prawie prowadzą do sporów o ponowne opłaty za groby (gdy po latach dochowuje się kogoś do opłaconego wcześniej miejsca), a zarządcy cmentarzy bezradnie rozkładają ręce wobec rosnących kosztów wywozu i braku możliwości realnego recyklingu ton cmentarnych odpadów.

Ile kosztuje organizacja pogrzebu w Polsce?

Symbolem niedostosowania systemu do realiów rynkowych pozostaje zasiłek pogrzebowy. Świadczenie do lutego 2011 roku wynosiło 6400 zł, po czym zostało obniżone do 4000 zł i uległo "zamrożeniu". Co oznacza, że przez lata straciło swoją realną wartość – w przeszłości odpowiadało dwóm średnim pensjom krajowym, co dziś przekładałoby się na kwotę rzędu 16–18 tys. zł. Obecna stawka na poziomie 7 tys. zł wciąż nie wystarcza na pokrycie całkowitych kosztów tradycyjnego pochówku. Ten w dużych miastach to koszty nawet do 16 tys. złotych, a zasiłek być może starczy na nagrobek.

Urny ozdobne z różnych materiałów i trumny, od drewnianych przez ekologiczne po metalowe. Fot. materiały własne.

Przy tej okazji warto rozwiać powszechny mit: waloryzacja zasiłku nie przekłada się automatycznie na wzrost cen usług pogrzebowych. Jak w każdym segmencie gospodarki, cenniki są kształtowane przez koszty energii, paliwa, materiałów oraz pracy, podczas gdy wysokość państwowego wsparcia ma zerowy wpływ na decyzje biznesowe profesjonalnych domów pogrzebowych.

Inną sprawą są opłaty pobierane przez duchownych i opłaty na cmentarzach. Brak jednolitych przepisów sprawia, że jak Polska długa i szeroka, cenniki się różnią.

Często spotykamy się z pytaniami, czy jak zasiłek pogrzebowy wzrośnie to czy będziemy podnosić ceny. Mnie to zawsze zaskakuje. Dla nas, jak dla każdego przedsiębiorcy, który wykonuje usługi czy też też coś wytwarza, ceny naszych usług czy produktów determinują inne kwestie. Przede wszystkim najważniejszy jest człowiek, czyli zatrudnieni pracownicy i wszystkie związane z tym koszty. 90 proc. krematoriów zasilane jest na gaz, więc czy to LPG czy gaz ziemny, siłą rzeczy gdy ceny surowca rosną, nasze ceny w jakimś zakresie również musimy podnieść. Tak samo z benzyną. Działamy na konkretnym rynku i wpływ na ceny naszych usług mają realne zmiany w gospodarce. Zasiłek pogrzebowy jest wsparciem, jakie każdy z nas otrzymuje od Państwa, nie są to pieniądze dla zakładów pogrzebowych.

Tomasz Salski

twórca i wiceprezes Grupy Klepsydra, związany z branżą pogrzebową od 30 lat

Najbardziej koszty może zmniejszyć jednak właśnie rosnąca w społeczeństwie świadomość. Oprócz dostępu do materiałów edukacyjnych, zapewnianych m.in. przez domy pogrzebowe o tym, jak uzyskać dofinansowanie z ubezpieczenia i zasiłek pogrzebowe, warto wiedzieć o tzw. pre-need – czyli planowania własnej ceremonii za życia, co pozwala zawczasu mądrze zarządzać budżetem bez ryzyka, że emocje utrudnią bliskim przygotowania. W dobie niżu demograficznego i rosnącej liczby osób samotnych, to nieuchronny trend, popularny już na zachodzie Europy.

A przy tym mamy możliwość zadbania o to, aby nasze pożegnanie było dokładnie takie, jakie chcemy.

Sonda

Czy interesują Cię nowoczesne metody pochówku, jak np. ekologiczny?

... odpowiedzi