
Filmy Stanisława Barei to nie tylko kultowe komedie i źródło cytatów powtarzanych przez kolejne pokolenia Polaków. To również niezwykle celna kronika ekonomiczna PRL. Reżyser pokazywał gospodarkę niedoboru, absurd centralnego planowania, korupcję, fikcyjne sukcesy produkcyjne i system, w którym znajomości często znaczyły więcej niż pieniądze.
Bareja miał szczególny talent: potrafił opowiedzieć o gospodarce za pomocą pozornie banalnych sytuacji. Nie potrzebował wykresów ani ekonomicznych wykładów. Wystarczyła kolejka, urzędnik albo scena w sklepie.
"Miś", czyli cud naszych czasów
Nie możemy nie zacząć od "Misia". Stanisław Bareja w swoim najgłośniejszym filmie obśmiał główny ekonomiczny absurd PRL-u. Tytułowy słomiany miś to ogromna konstrukcja. Jest symbolem systemu, w którym ważniejsze od rzeczywistej wartości przedsięwzięcia było wykazanie, że zostało ono zrealizowane. "To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom!" – deklaruje główny bohater, Ryszard Ochódzki.
Bareja wyśmiewał w ten sposób mechanizm marnotrawstwa publicznych środków: te można było wydać na przedsięwzięcia pozbawione jakiegokolwiek sensu, jeśli tylko dało się je przedstawić potem jako społeczny sukces.
Bareja i niedobór parówek
Brnijmy w ten koszmar dalej. W socjalistycznej gospodarce centralnie planowanej to państwo decydowało o produkcji i podziale wielu dóbr, raczej rzadko dopasowując podaż do potrzeb społeczeństwa. Właściwie ważniejsze od pieniędzy były przydziały, znajomości i umiejętność kombinowania. Reglamentacja mięsa, cukru czy innych produktów oraz kolejki stały się codziennością milionów Polaków.
I tu dochodzimy do kolejnej słynnej sceny w "Misiu". W trakcie prac na planie filmowym dochodzi do absurdalnej sytuacji. Aktor grający kucharza ma z kociołka wyciągnąć parówki. Okazuje się jednak, że tych nie ma. Wywołuje to gorącą debatę o wrogach systemu, którzy rzekomo podstawiają Polakom nogę. "Parówkowym skrytożercom mówimy NIE!" – pada wtedy z ekranu.
Scena nie tylko pokazuje problem niedoboru w PRL-owskiej gospodarce, ale też to, jak władza starała się w cyniczny sposób tłumaczyć swoje porażki, zwalając winę na tajemniczych wrogów narodu.
"Alternatywy 4", czyli mieszkanie jako dobro luksusowe
Jeszcze ciekawszą ekonomiczną analizę Bareja przedstawił w serialu "Alternatywy 4", w którym to tytułowy blok jest właściwie mini-PRL-em: miejscem zarządzanym przez żądnego władzy "gospodarza domu" (czyt. ciecia) Michała Anioła i zamieszkałym przez przedstawicieli wszystkich klas społecznych.
Zajmijmy się jednak gospodarką. A dokładniej: polityką mieszkaniową. Zdobycie mieszkania w PRL nie zależało właściwie od możliwości finansowych. Liczyły się staż w spółdzielni, przydziały, pozycja społeczna i przede wszystkim znajomości. Już w pierwszym odcinku serialu widzimy, jak mieszkańcy czekają na listę szczęśliwców, którzy otrzymają swoje M. Jednocześnie jednak szybko dowiadujemy się, że są tacy, którzy potrafią "przeskoczyć kolejkę". Przykładem "szczęśliwca" jest Jan Winnicki, partyjny boss, który posiada dom, ale otrzymuje też mieszkanie. Wystarczyła rozmowa z szefem spółdzielni.
Bareja pokazuje też patologie budownictwa planowego. W kilku scenach widzimy fuszerki. Gdy mieszkańcy wprowadzają się do bloku, na jaw wychodzi masa niedoróbek. Tak, bloki budowano, ale najczęściej były one wykonane byle jak.
Zobacz także
Kolejki, kolejki i... stacze
W filmach Barei pokazano też kolejki w sklepach, gdzie i tak nie było towaru. Przy okazji widzimy, jak Polacy starali się sobie radzić w takich realiach. W PRL funkcjonował "zawód" tzw. stacza kolejkowego. Była to osoba, która za opłatą stała w długiej kolejce w zastępstwie kogoś innego.
W serialu "Alternatywy 4" poznajemy m.in. naukowca Marka Manca, który stara się zastąpić "staczy" robotem. Pomysł genialny, który mógłby zrewolucjonizować gospodarkę, uwalniając miliony Polaków od stania w kolejce. Szybko jednak okazuje się, że mentalność obywateli PRL-u niszczy tę wspaniałą wizję.
Kolejki w pamięci wracają zresztą do dziś: w 2020 r. zastanawialiśmy się nawet, czy epidemia koronawirusa cofa Polskę do czasów PRL-u i komuny.
Rozwarstwienie społeczne
"Alternatywy 4" podejmują jeszcze jeden interesujący temat: rozwarstwienia społecznego. Z jednej strony mamy równość, gdyż w jednym bloku żyją przedstawiciele niemal wszystkich klas społecznych. Mamy i lekarza Zdzisława Kołka, i dźwigowego Zygmunta Kotka, i historyka-intelektualistę Ryszarda Dęba-Rozwadowskiego, i nieco szalonego naukowca Marka Manca, i patologiczną głowę rodziny Józefa Balcerka, i całą plejadę innych bohaterów. Po drugiej stronie jest jednak wspomniany już towarzysz Winnicki, który może więcej i żyje na wyższym poziomie od pozostałych.
Widzimy też nocne życie Warszawy. Słynna scena w klubie nocnym pokazuje, że w czasie, gdy większość klepała biedę, niektórych było stać na spędzenie nocy w miejscu z drogimi drinkami i tancerkami.
Bareja był świetnym obserwatorem
Bareja swoimi filmami obnażał mechanizm działania całego, chorego systemu: gospodarkę, w której dostęp do dóbr zależał nie tylko od pieniędzy, lecz głównie znajomości. Oficjalnie wszyscy mieli być równi, ale w praktyce jedni musieli stać w kolejkach, kombinować i zadowalać się tym, co akurat rzucono do sklepów, podczas gdy inni mogli omijać zasady.
Komedie Barei pozostają czymś więcej niż nostalgicznym obrazem PRL-u. To satyra na system, który obiecywał powszechny dobrobyt, a w rzeczywistości produkował niedobory, przywileje i absurd. I właśnie dlatego po latach wciąż tak dobrze rozumiemy jego żarty.




