Rząd ma pomysł jak zabrać nam 6 mld zł. Pieniądze 2 mln ludzi mają ratować budżet

Konrad Bagiński
Dwa miliony osób mogą pożegnać się ze swoimi składkami, które przekazały do OFE. Rząd bardzo łatwo może je przesunąć do ZUS. Teoretycznie nikt nie straci, ale te pieniądze nie będą już na przykład dziedziczone.
Rząd ma plan, by łatwo i szybko pozbawić 2 mln osób oszczędności z OFE, przesuwając je do ZUS-u Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Rzeczpospolita pisze, że jeden prosty trik rządu może spowodować, iż "wyparuje" 6 miliardów złotych z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Jeśli zaplanowana likwidacja OFE się po prostu opóźni, to te pieniądze przepłyną z OFE do ZUS. Oczywiście trafią na wirtualne konta emerytalne, ale nic z nimi nie będzie można zrobić. Nie będą na przykład podlegały dziedziczeniu.

Wystarczy, że likwidacja OFE opóźni się o pół roku. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami OFE przekazują do ZUS pieniądze w łamach tzw. suwaka bezpieczeństwa. Są to środki z kont osób, którym zostało najwyżej dziesięć lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. W 2016 r. było to 3,5 mld zł, w 2017 r. już 6,1 mld zł. Ta kwota ciągle rośnie. W ubiegłym roku wynosiła 8 mld zł, w tym zaś sięgnie około 10 mld zł. W przyszłym może wynieść nawet 12 mld zł.


Po co te pieniądze rządowi?
Rzeczpospolita sugeruje, że rząd może mieć plan opóźnienia likwidacji OFE. W ten jakże prosty sposób zasili ZUS kwotą 6 mld zł, których nie trzeba będzie dokładać do kasy Zakładu. Zyska więc budżet państwa. A to jest dla rządu na wagę złota, bo jakoś te pieniądze musi zdobyć. Likwidacja 30-krotności składek budzi olbrzymi sprzeciw pracodawców i dobrze zarabiających pracowników. A na opóźnieniu likwidacji OFE rząd może zyskać o wiele więcej, niż na likwidacji 30-krotności.

Dziś składki emerytalne uiszczamy do pewnego momentu - 30-krotności średniej pensji, czyli niecałych 143 tys. zł. Powyżej tej granicy składki nie rosną, bo ZUS nie dałby rady wypłacić emerytury adekwatnej. Po prostu musiałby sporej grupie osób płacić po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie - oczywiście w przyszłości. Likwidacja tego progu spowoduje, iż dziś do budżetu ZUS wpadnie o wiele więcej pieniędzy w formie składek. Problem w tym, że za kilkanaście - kilkadziesiąt lat trzeba będzie je oddać i to z odsetkami.

Rządzący argumentują, że jeżeli ktoś zarabia powyżej 30-krotności, to procentowo płaci coraz mniej podatku w stosunku do swoich zarobków. Z kolei osoby zarabiające średnie lub minimalne wynagrodzenie, płacą procentowo więcej, niż ci zarabiający najwięcej.

Na razie nie wiadomo jak na nowy plan rządu zareagują 2 miliony osób, których pieniądze zostaną "znacjonalizowane". Rząd może liczyć na to, że większość z nich nie zorientuje się w sytuacji.