Złożył wypowiedzenie, a szef na to: "Zainwestuję w twój biznes". Tak powstał serwis dogry.pl

Chociaż różnią się podejściem do życia, Bartek Jędrychowski i Damian Sikora już od dzieciństwa stanowią zgrany zespół.
Chociaż różnią się podejściem do życia, Bartek Jędrychowski i Damian Sikora już od dzieciństwa stanowią zgrany zespół. Mat. prasowe
W wieku trzynastu lat zarabiali pierwsze pieniądze na samodzielnie założonych stronach internetowych. Dwa lata później ich dochody przewyższały średnią krajową. Przed maturą podpisali kontrakt z funduszem Venture Capital. W ich biznes inwestują dziś Rafał Brzoska z Grupy Integer oraz Mariusz Gralewski z Goldenline. Ale dla Bartka i Damiana to za mało: chcą przewrócić do głowy nogami rynek internetowych gier typu freemium.

Grywalizacja procesu grania

Wena spłynęła, kiedy trzy lata temu Damian Sikora zabijał czas, grając w jedną z darmowych gier w sieci. Freemium zakłada, że dostęp do gry jest darmowy, ale za dodatki – lepsze uzbrojenie lub nowy strój postaci w grze – już trzeba zapłacić. Ten model jest bardzo popularny: w rynkowy przebój, League of Legends, miesięcznie gra 90 milionów osób. Ale obowiązują w nim te same reguły, co na każdym rynku – gracze chcieliby mieć dostęp do odpłatnych treści i funkcji jak najtaniej. Najlepiej – za darmo. Ta refleksja była impulsem: w 2013 narodził się pomysł na portal dogry.pl. Do realizacji Damian zaprosił przyjaciela z czasów dzieciństwa i partnera we wcześniejszych przedsięwzięciach biznesowych, Bartka Jędrychowskiego.



– Model biznesowy jest banalnie prosty – tłymaczy swój pomysł na Dogry Sikora. – Gracz wybiera sobie grę, w którą chce sobie zagrać. Kiedy zdobywa kolejne poziomy, lub kolejne osiągnięcia, dostaje od nas punkty, które wymienia na płatną zawartość. Jeśli mu się znudzi, może za nie kupić przedmioty w innej grze. Proste – puentuje.
Zarabia się tu na czymś jeszcze innym. Płacą producenci gier, które są dostępne w bazie serwisu. Dogry przekierowuje swoich użytkowników na ich strony – i za każde takie przekierowanie wpływa określona kwota. Damian i Bartek przeznaczają część tej kwoty na punkty, które gracz może z kolei "wydać" na nowe przedmioty czy umiejętności.

Oczywiście, kwota za jedno przekierowanie to grosze. Ale w sytuacji, kiedy polski portal i jego przeznaczona dla użytkowników zagranicznych wersja, Gamekit, mają 6 mlionów zarejestrowanych użytkowników i 3 miliony unikalnych wizyt miesięcznie, wystarczy. Z obu wariantów serwisu korzystają dziś zarówno Polacy, jak i Rosjanie, Francuzi czy Amerykanie. W efekcie, w ubiegłym roku przychody Dogry sięgnęły kilku milionów złotych.
Licealne sukcesy
Ten sukces nie był dziełem przypadku czy chwilowego olśnienia. Sikora i Jędrychowski zarabiali pierwsze pieniądze na stronach internetowych jeszcze w wieku trzynastu lat, kiedy ich równieśnicy maskowali trądzik na twarzy czy martwili się o kartkówkę, do której nie zdążyli się przygotować. Damian założył wówczas witrynę o zwierzętach, a Bartek – o sporcie.

Wkrótce Damian miał też serwis z grami. Gryonline.org - bo tak się nazywał - okazały się na tyle dobre, że były bardzo wysoko pozycjonowane w wyszukiwarce Google. Na wyświetlanych podczas odsłon reklamach piętnastolatek zarabiał wówczas po kilka tysięcy złotych miesięcznie, więcej niż wynosiła ówczesna średnia krajowa.

Zanim Damian i Bartek zdali maturę – czy w ogóle o niej pomyśleli – mieli już podpisany pierwszy kontrakt z jednym z polskich funduszy venture capital. W wieku 17 lat! Czym przekonali do siebie inwestora?

Pomysłem na platformę do wymiany plików, portal Sendspace. Jej działanie można porównać do modelu serwisu Chomikuj, w którym użytkownicy mogą dzielić się swoimi plikami. W pewnym momencie Sendspace przewyższył nawet portal z gryzoniem w logo pod względem liczby użytkowników. Ostatecznie przeważyły dwa elementy: treści umieszczane w Sendspace nie wyświetlały się w wynikach wyszukiwania Google, a na dodatek twórcy portalu reagowali na skargi właścicieli praw autorskich i usuwali z portalu pirackie kopie. W efekcie zostali wypchnięci z rynku. Cóż, Damian i Bartek nie chcieli być notowani za młodu.

Mimo to, nie mogli narzekać: serwis przynosił kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. W końcu jednak, pod koniec poprzedniej dekady, Damian i Bartek zdecydowali się go sprzedać. Ich drogi na jakiś czas się rozeszły – Damian zrobił sobie półtoraroczną przerwę, ze świadectwem dojrzałości w ręku i pierwszym zakończonym dużym projektem; Bartek zaczął studiować finanse, potem przeniósł się do Warszawy.

Jędrychowski był ambitnym studentem – wziął udział w konkursie finansowym, organizowanym przez Ernst & Young (dziś EY). Dostał się ze swoją drużyną do finału. Nie wiedział jeszcze, kto będzie go oceniać. Jak się okazało, jednym z członków jury był Rafał Brzoska, założyciel InPostu i twórca Paczkomatów.

Anioł z paczkomatu
Młody student zapadł miliarderowi w pamięć. Wkrótce po konkursie Bartek otrzymał od Brzoski telefon z ofertą pracy. Takich propozycji się nie odrzuca: przez kolejne dwa i pół roku pracował w należącej do Brzoski Grupie Integer, awansując ostatecznie na stanowisko szefa działu analiz finansowych.

W tym samym czasie "urlop" Damiana dobiegał końca. Nieco wcześniej próbował on stworzyć serwis z bazą noclegów, jednak pomysł nie wypalił – rynek takich stron był już nasycony. Pieniądze zaczynały się kończyć, zaczął więc szukać miejsca, gdzie mógłby pracować. Trafił do Polsatu. Zarządzał tam serwisem z grami, próbował też przedstawić swój pomysł na Dogry, ale natrafił na opór – nie wierzono, że taki serwis może odnieść sukces.

Damian nie poddał się i rozwijał swój pomysł na rewolucję na rynku gier freemium. Połączyli siły i zaczęli szukać inwestora.
Bartek Jędrychowski, dogry.pl

Z Rafałem Brzoską spotkałem się przed wigilią. Przyszedłem do niego porozmawiać o mojej przyszłości, że mam własny biznes, który się prężnie rozwija i chcę mu poświęcić cały mój czas. Zapytał się, na czym polega. Gdy mu powiedziałem, okazało się, że on sam jest wielkim fanem gier online. Zamiast pożegnać się z moim pracodawcą, wyszedłem z nowym inwestorem.

Do Damiana odezwał się Mariusz Gralewski z Goldenline, oferując mu miejsce w swojej firmie. Damian został tam project managerem, ale jednocześnie jego pryncypał żywo interesował się ich start-upem. W pierwszej rundzie finansowania pozyskali fundusze od twórcy Goldenline i z funduszu Protos.

Wspominają, że fundusz i Gralewski byli pierwszymi, którzy im zaufali. Przyznają, że nie mieli wtedy zbyt wiele do pokazania, ich startup dopiero raczkował, ale oni uwierzyli w ich sukces. Przyznają, że bez grupy, w której inwestował sam Robert Lewandowski, nie byliby w tym miejscu, w którym są obecnie, Ich pierwsza tura była kontrolną – dzięki niej chcieli sprawdzić, czy taki serwis ma w ogóle rację bytu.

Nie rzucili się na głęboka wodę. Do 19-tej Bartek poświęcał się finansom Grupy Integer, a wieczorami – i nocami – rozwijał z Damianem własne przedsięwzięcie. Dopiero kiedy pojawiły się znaczne zyski, poszedł do Brzoski, by zasygnalizować, że chce zająć się własnym biznesem. Gdy twórca Paczkomatów – a prywatnie miłośnik gier – dowiedział się, na czym ten biznes polega, zaoferował sześciocyfrową kwotę na drugą rundę finansowania. Dzięki temu Dogry mogło wyjść za granicę.
Wreszcie nadeszła trzecia runda finansowania, w której Rafał Brzoska oraz fundusz Protos, ponownie zainwestowali w Dogry, tym razem kilka milionów złotych. To pozwoliło przyspieszyć ekspansję na rynki zagraniczne.

Mobilna przyszłość
Przyszłość Dogry to przede wszystkim rynek mobilny – podkreślają twórcy. Nie rezygnują oczywiście z rynku komputerowego, bo to dalej istotny dla nich segment rynku, ale dostrzegają w nim lukę: posiadaczy smartfonów. – Młodzi ludzie cały czas siedzą w swoich smartfonach, chcą grać w takie gry, ale nie mają pieniędzy na nowe przedmioty. To jest właśnie nasz target
– wyjaśnia Bartek. – Starsze pokolenie też oczywiście gra, ale takich graczy zazwyczaj stać na wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych w miesiącu. Dlatego zamierzamy mocno uderzyć w segment tych młodszych graczy – podkreśla.

Ten duet to filmowe zestawienie dwóch przeciwstawnych, ale uzupełniających się, osobowości. Damian to samouk, który przyznaje, że nigdy nie ciągnęło go do szkół i książek. Z kolei Bartek to obkuty w teorii absolwent UEK i SGH, który studia dzienne godził z pracą w korporacji. Pierwszy lubi gry akcji, drugi woli strategie online. Łączy ich jednak trwająca od przedszkola przyjaźń i smykałka do biznesu. Mają 27 lat, połowę dotychczasowego życia spędzili w branży. Weterani branży? Cóż, nie czują się dobrze w roli mentora lub doradcy. Na to przyjdzie czas po trzydziestce – żartują.

napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...